• Wpisów:380
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 09:42
  • Licznik odwiedzin:28 247 / 1631 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 10
– Gdzie się pan tak spieszy panie kierowco? – Zapytał nonszalancko, na co Creig przewrócił oczami i mocniej zacisnął dłonie na skórzanej kierownicy. Policjant wyraźnie się oburzył, łypnął na Creiga wrogo, mrużąc swoje małe oczka i pomimo ulewy zaczął pisać coś w niedużym notesie.
– Będzie mandat, przekroczenie prędkości, plus... – Creig nie miał dziś nastroju na przepychanki z jakimś starym gliną, nacisnął więc guzik przy kierownicy i całkowicie otworzył okno. Policjant spojrzał na niego dziwnie, czegoś takiego się nie spodziewając.
– Słuchać harcerzyku... – Zaczął, na co mężczyzna zmrużył oczy jeszcze bardziej. – Wszystkie moje mandaty reguluje jeden człowiek. Wiesz jak się nazywa? Joseph Saragino. – Policjant drgnął na dźwięk tego nazwiska, w jego oczach pojawił się strach, mimo to wciąż próbował zachować resztki godności.
– To jest... obraza policjanta na służbie! Ja... – Creig natychmiast mu przerwał, uprzednio dostrzegłszy na jego lewej dłoni obrączkę. Zdecydował się na blef.
– Możemy załatwić to sami... albo z twoją żoną. – Powiedział zimno. – Wybieraj – Twarz starego mężczyzny przybierała wszystkie kolory tęczy, Creig czekał cierpliwie, był pewien że ten człowiek nie zdecyduje się zadzierać z mafią. Nie pomylił się. Z niemałą satysfakcją odnotowuje, że mężczyzna w końcu wzdycha głośno, wyraźnie przybity i pociera czoło pomarszczoną dłonią.
– Może pan jechać...dziś skończy się na pouczeniu. – Creig uśmiecha się szeroko i arogancko kiwa głową, uśmiechając się do policjanta. Mężczyzna salutuje mu i odchodzi powolnym, zrezygnowanym krokiem, z powrotem do radiowozu.
Creig z powrotem włączył się do ruchu, tym razem trochę bardziej zwracając uwagę na przepisy-jeżeli następnym razem trafiłby na jakiegoś obowiązkowego młodzika, postraszenie go by nie wystarczyło...nie miał też przy sobie odpowiedniej kwoty pieniędzy, by móc zaoferować łapówkę komukolwiek.
Dwadzieścia minut później znalazł się już w domu-cicho wszedł i uśmiechnął się na to co zastał: Po całym pomieszczeniu roznosił się mocny głos Whitney Houston, jego siostra stała przy kuchni i kręcąc biodrami mieszała coś w metalowym garnku. Jedynie w kuchni paliło się ciepłe, przytłumione światło, Muszę coś z tym zrobić – Pomyślał, bo żarówka dawała tak słabe światło, że gdyby Sonia zapaliła tu kilka świec, efekt byłby taki sam. W ciemności ściągnął skórzaną kurtkę i powiesił ją na wysokim wieszaku, a kiedy siostra dostrzegła go, uśmiechnęła się szeroko, nawet na chwilę nie przerywając swojego tańca. Podszedł do niej, jego nozdrzy dobiegł intensywny, przyjemny zapach pomidorów i przypraw, sięgnął do ociekacza po długą, drewnianą łyżkę i zanurzył ją w rondelku, po czym podniósł do ust. Poczuł na języku ciepły, przepyszny sos, ale kiedy go połknął natychmiast się zakrztusił- jego siostra tym razem nieco przegięła z pieprzem... Sonia spojrzała na niego, uśmiech nie schodził jej z twarzy, a w oczach pojawiły się wesołe ogniki
– I have nothing, nothing... – Naśladowała głos piosenkarki. – If I don't have you... – Dokończyła kompletnie go rozbrajając. Uśmiechnął się szeroko i przeczesał palcami jej jasne włosy, po czym sięgnął przez ramię i lekko przyciszył stojące na blacie radio.
– Za ile kolacja? – Zapytał, był już porządnie głodny. Nagle przypomniał sobie Angeline i jej ośli upór...mógł nie przewracać tego jedzenia, może gdyby zostawił ją samą zjadłaby tę cholerną chińszczyznę? Nie, jest na to zbyt dumna... – Powiedział głos w jego głowie i to trochę złagodziło wyrzuty sumienia.
– Jak tylko ugotuję makaron, myślę że za jakieś dziesięć minut. – Odpowiedziała przedzierając się do jego myśli. Lekko pokiwał głową i poszedł na górę, by się przebrać, chociaż spędził na dworze zaledwie kilka minut, jego jeansy mocno wciągały wodę. Wciągnął stare, szare dresy, które czasem nosił na siłowni i białą koszulkę z rękawem, po czym udał się na dół i zajął miejsce przy niewielkim stole, uprzednio zapalając światła w holu i salonie, nie miał ochoty siedzieć w ciemnościach. Chwilę później Sonia postawiła przed nim duży, parujący talerz spaghetti, obok stawiając własną porcję. Usiadła i przez chwilę jedli w milczeniu, Creig był tak głodny, że nawet nie zwrócił uwagi na palenie w przełyku.
– Co ci się stało w twarz?!- Wypaliła nagle jego siostra, a on zaśmiał się w duchu, przypominając sobie paznokcie Angeline orające jego skórę...że też jego siostra zauważyła to dopiero teraz! Przez chwilę zastanawiał się co ma powiedzieć...
– Zaciąłem się przy goleniu... – Bąknął w końcu, a Sonia zmarszczyła brwi.
– Nie wygląda...powiedziałabym raczej, że jakaś panna zrobiła ci to superdługimi paznokciami, przyznaj się co jej zrobiłeś? – Zatkało go, przez chwilę przeraził się, że o wszystkim wie, ona jednak wydawała się rozbawiona. Odetchnął, ostatnio był zbyt przewrażliwiony...
– Nic takiego... – Odparł podejmując grę, na co Sonia zmrużyła swe orzechowe oczy i wydęła lekko wargi.
– Tak, założę się, że złamałeś jej serce... – O mało co nie zakrztusił się jedzeniem. Zaraz jednak roześmiał się i wytarł usta serwetką.
– Opatrzyć ci to? – Pokręcił tylko głową i zabrał się z powrotem do jedzenia.
– Nie za ostre? – Zapytała go w pewnej chwili Sonia, ale on znowu pokręcił głową i dalej pałaszował. Kiedy zaspokoił pierwszy głód zwolnił trochę i przyjrzał się swojej siostrze: Nie przestawała się uśmiechać, nawet kiedy na niego nie patrzyła.
– Widzę że jesteś dziś w dobrym humorze. – Zagaił, od razu wyobrażając sobie że to za sprawą jakiegoś młokosa z uczelni. Instynktownie nienawidził każdego jej chłopaka, nawet go nie znając. To chyba normalne, każdy starszy brat ma to głęboko zakodowane w psychice...testosteron.
– Bardzo! – Odpowiada promieniejąc- Zaliczyłam sesję na piątkę!- Wyjaśnia, a Creig natychmiast się rozluźnia. Przerwał jedzenie i lekko poklepał ją po plecach, również się uśmiechając.
– To świetnie, Sonia! Jestem z ciebie dumny. – Często jej to powtarza, a ona czerwieni się za każdym razem.
– A jak tobie minął dzień? Jesteś dziś wcześniej. – Zauważyła, natychmiast zmieniając temat.
– Po tej ostatniej akcji z serwerem szef wypuścił mnie wcześniej... – Zmyślił natychmiast gładko, głos nawet mu nie zadrżał kiedy kłamał jej w żywe oczy.
– Cieszę się.. – odpowiedziała dziewczyna po czym wstała, zbierając talerze i wstawiając je do zlewu.
–Zostaw, ja pozmywam. – Od czasu do czasu miał potrzebę zrehabilitowania się w jakiś sposób za te wszystkie kłamstwa którymi raczył ją każdego dnia. Sonia pokiwała lekko głową i uśmiechnęa się z wdzięcznością, po chwili zaś udała na górę.
Creig powoli i w skupieniu umył pozasychane garnki i talerze, jakieś dwadzieścia minut później spuścił wodę ze zlewu, wyciągnął z małej lodówki butelkę piwa i położył się na kanapie. Jeszcze nie chciało mu się spać. Po chwili zdał sobie sprawę, że nie wziął otwieracza- szybkim ruchem odkapslował butelkę o drewniany stolik. Dobrze że Sonia tego nie widzi- Pomyślał, nienawidziła kiedy to robił. Pianka lekko zalała stary mebel, natychmiast przytknął butelkę do ust, by zapobiec większym plamom. Włączył telewizor i przeleciał kilka kanałów w poszukiwaniu czegoś ciekawego...zadowolony przygłośnił, właśnie zaczynała się druga część Matrixa...
Wypił piwo i odstawił butelkę na podłogę, po kilkunastu minutach oczy zaczęły robić się coraz cięższe i cięższe...nawet nie zauważył, kiedy zasnął.
  • awatar SallyLou: O nie Creig moim zdaniem nieco przegiął z tym policjantem. Z kolei ten był strasznie niekonsekwentny ( czyli wypisz wymaluj normalna drogówka :) ). Sielanka w domu. Normalne życie Creiga jest fajne, choć życie z takim sekretem musi być wyczerpujące psychicznie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
https://youtu.be/0csDQlWXthQ
Nie moge przestać tego słuchać...
  • awatar Naomi ∞: Zakochałam się w jej głosie •^•
  • awatar SallyLou: Mówię to z niejakim żalem, ale ta wersja jest lepsza niż oryginał. Ciara ma nieziemski głos :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

livli5
 
zakiraluna
 
Rozdział 9
Ostatnie co usłyszała, to odgłos ryglowania drzwi. Chociaż starała się zachować zimną krew, tak naprawdę była przerażona- nie miała pojęcia, czego chcą od niej ci obrzydliwi mężczyźni, ani nawet gdzie się znajduje...jak bardzo zapragnęła znowu usiąść przy swoim małym, znienawidzonym biurku w pracy, jak bardzo chciała znów usłyszeć docinki szefowej! Ale była tutaj...
Kim jest ten mężczyzna? Przeszło jej przez głowę, przypominając sobie to zielone, przeszywające spojrzenie, kwadratową szczękę ozdobioną kilkudniowym zarostem i czarne, ścięte na żołnierza włosy...mężczyzna który przykładał jej lód do bolącego policzka i który później obronił ją przed ciosem tego brutala był niezaprzeczalnie atrakcyjny. I równie niezaprzeczalnie niebezpieczny.- Przeszło jej przez głowę, po czym podwinęła kolana pod brodę, mocno objęła je rękami i zaczęła lekko kołysać się w przód i w tył- miała nadzieję, że w ten sposób zimno nie będzie tak intensywnie przenikać jej ciała. Powiedziała mu, że nie jest głodna- oczywiście było to kłamstwo, tak naprawdę czuła się wściekle głodna, miała wrażenie że od ostatniego posiłku minęła wieczność. Po chwili zastanowienia zdała sobie sprawę, że prawie tak jest: jej ostatnim posiłkiem był lunch w pracy o piętnastej, od tamtej pory nie miała w ustach nic innego. Która godzina?- Przemknęło jej przez myśl i pierwszy raz w życiu zaczęła żałować, że nie nosi zegarka. Co za głupota - pomyślała po chwili- Przecież nawet gdybym go nosiła, przed snem na pewno bym go ściągała...-Ale co miała zrobić? Przyznać mu rację? ,,Tak, w sumie to jestem bardzo głodna, mógłbyś zmówić pizzę?"- Ani nie potrzebuje, ani nie chce jego łaski, woli zdechnąć z głodu. Bolały ją oczy, miała wrażenie, że czuje pod nimi kryształki piasku...ale ani myślała położyć się spać. Powiedział że wróci...jeżeli to prawda, to woli czuwać. Zaczęła liczyć oddechy by nie popaść w obłęd i jednocześnie, by zająć czymś myśli. Pięćset czterdzieści oddechów później chciała zmienić pozycję i zdała sobie sprawę że właściwie nie czuje palców u stóp...były równie skostniałe co dłonie, jej skóry już nie pokrywała gęsia skórka, zrobiła się za to sina, na całym ciele pojawiły się brunatne plamy świadczące o wyziębieniu. Zignorowała to wszystko i oparła się plecami o betonową ścianę, jednocześnie prostując nogi, zaraz jednak odskoczyła jak oparzona, przypominając sobie ślady jakie zdobią to pomieszczenie...niepewnie pochyliła się i położyła głowę na pryczy- była twarda i niewygodna, już gdzieś czuła coś takiego, tylko nie mogła sobie przypomnieć gdzie...po chwili prawda spadła na nią niczym grom z jasnego nieba, wszystkie wspomnienia wróciły, niemal widziała biegające dzieci w skromnych, niebiesko-białych fartuszkach i otyłe zakonnice...sierociniec.
Spędziła w nim pierwsze osiemnaście lat swojego życia, z tego co się dowiedziała, kobieta która wydała ją na świat natychmiast ją oddała, zaś o ojcu nie było wiadomo nic. Prawdopodobnie nawet jej matka do końca nie wiedziała kto nim jest...Nigdy nie tęskniła za rodzicami, jak można tęsknić za czymś czego nigdy się nie miało? Jedynie kiedy żyjąc już na własny rachunek, opuściwszy mury sierocińca dostrzegała w kawiarni czy parku dwie kobiety- w jej mniemaniu matkę i córkę- roześmiane, trzymające się za ręce, czuła dziwny ucisk w sercu...Też by tak chciała, też chciałaby mieć kogo odwiedzać i z kim spędzać święta...teraz, kiedy została porwana, mocniej zdała sobie sprawę ze swej samotności. Kto pierwszy zorientuje się że jej nie ma? Bank? Szefowa? Kto będzie się martwił? Nikt. Nie miała nikogo. Była w kilku związkach, ale żaden nie okazał się udany. Zamknęła się więc we własnym świecie, pogodziła się z myślą że skończy jako stara panna i że nigdy nie będzie miała dzieci...Nie wiedziała co robi źle. Nikt nie pokazał jej jak ma się zachowywać, nie miała osoby, na której mogłaby się wzorować... Całkiem położyła się na prowizorycznym łóżku, nogi oczywiście wystawały jej ponad jego końce...przymknęła oczy, choć nie miała zamiaru spać- chciała zatrzymać łzy, które zdawały się wypłynąć lada moment. Jeżeli chodzi im o okup, to mogą od razu mnie zabić... – Przeszło jej przez głowę i wtedy drzwi celi otworzyły się z głośnym trzaskiem. Gwałtownie podniosła powieki, do celi wkroczył znany jej już mężczyzna, w ręku trzymając duże pudełko. Był niewyobrażalnie wysoki, by wejść musiał mocno się pochylić, ciemna koszula podkreślała śniadą cerę i muskularne ciało. Posłał jej szeroki, amerykański uśmiech.
– Obudziłem cię? – Nie miała ochoty na słowne przepychanki, więc bez słowa podparła się łokciem i usiadła na łóżku, spuszczając nogi na podłogę. Mężczyzna postawił pudełko na ziemi i sięgnął po coś.
– Łap! – Odruchowo wyciągnęła ręce i sekundę później trzymała w dłoniach duży, czarny koc. Patrzyła na niego, nie do końca wiedząc jak się zachować; bardzo chciała otulić się tym szorstkim, ale i tak idealnym pledem, z drugiej strony on pewnie właśnie tego chciał prawda? Na szczęście Creig postanowił skrócić jej rozmyślania, delikatnie wyjął jej z rąk czarne zawiniątko, rozłożył w rękach i mocno otulił chude ramiona- natychmiast zrobiło jej się przyjemnie ciepło. Mężczyzna ułożył jej krawędzie koca na odsłoniętych kolanach i przyjrzał się jej uważnie.
–Tu jest zimno jak w psiarni. – Powiedział tytułem wyjaśnienia. Nagle wyciągnął dłoń i kciukiem przejechał po jej delikatnych, spękanych wargach. – Masz sine usta. – Wyszeptał, wpatrując się w nie intensywnie. Przez chwilę myślała że ją pocałuje, zaskoczyła samą siebie stwierdzeniem, że pragnęła tego równie mocno co on. Na szczęście on w porę się opanował, odsunął się gwałtownie i mocno wyprostował, jednocześnie odwracając się do niej plecami, znowu szukając czegoś w dużym pudle. Po chwili odwrócił się z kolejnym białym, tym razem plastikowym pudełkiem, rodem z jakieś chińskiej knajpy. Postawił je na stole i lekko uchylił wieczko- po mikroskopijnym pomieszczeniu natychmiast rozszedł się zapach duszonego mięsa, przypraw i sosu. Żołądek Angeline po raz kolejny dał o sobie znać, na szczęście wszelkie dźwięki zostały zagłuszone przez otulające ją nakrycie.
– Dzisiaj w menu mamy cielęcinę w pięciu smakach. – Powiedział Creig odrobinę zbyt głośno i zbyt entuzjastycznie, podsuwając stolik pod sam nos dziewczyny i wyciągając plastikowe sztućce. Angeline nie poruszyła się ani o milimetr. – Smacznego. – Zachęcił ją, ale pozostała niewzruszona. Jej ciało kazało natychmiast rzucić się na parujący posiłek, ale rozum kategorycznie tego zabraniał. Nie zje niczego od tych łotrów! Zauważyła że uśmiech stojącego nad nią mężczyzny zgasł, na jego twarzy pojawiła się teraz zimna rezerwa. Na kilka długich minut zapadła zupełna cisza.
– Jedz. – Powiedział krótko, groźnie wypowiedziane polecenie odbijało się w jej uszach głośnym echem, ale ona sama pozostała niewzruszona. Położył jej dłoń na ramieniu i ścisnął lekko, w tym uścisku zawierając nieme ostrzeżenie.
– Powiedziałem: jedz. Więcej nie powtórzę tego polecenia. – Nawet nie podniósł głosu, ale ton był tak zimny i nieznoszący sprzeciwu, że prawie się ugięła. Prawie. Ostatkiem woli podniosła na niego wzrok i lekko pokręciła głową. Zmarszczył nos, jego usta zacisnęły się w cienką kreskę, a uścisk dłoni na ramieniu dziewczyny gwałtownie zwiększył swą siłę.
Mimowolnie syknęła z bólu, ale nie ugięła się, przez chwilę myślała że jego palce połamią jej kruche kości, w kącikach oczu znów pojawiły się łzy.
– Nie chcę twojego jedzenia, ani twojego koca! – Powiedziała przez zaciśnięte z bólu zęby. –Wolę umrzeć z głodu! – Niemalże splunęła, o on puścił ją gwałtownie i jednym ruchem zmiótł całe jedzenie, zrobił to z taką siłą, że nawet stolik się przewrócił, sos rozlał się po podłodze, posklejany ryż tworzył na niej drobny, nieregularny wzorek...
– Jak chcesz! – Wykrzyczał jej prosto w twarz. Patrzyła na niego przerażona- przez sekundę, przez ułamek sekundy pozwoliła sobie myśleć że on...że jest inny niż ten który ją uderzył. Myliła się. Jest taki sam. Nie wolno jej o tym zapominać.
***
W odpowiedzi na jej głupi upór, stracił nad sobą kontrolę, oddychał teraz ciężko, spoglądając na brudną podłogę. Podniósł wzrok na Angeline i zmarszczył czoło na widok czerwonych śladów, jakie jego palce pozostawiły na jej ramieniu. Nie chciał tego. Nie chciał jej skrzywdzić...po raz drugi. W chwili w której spojrzał jej w oczy wiedział że mu nie uwierzy: patrzyła na niego tak samo jak wcześniej na Robby'ego: z mieszanką pogardy i strachu. Nie wiedział co ma jej powiedzieć, nie mógł znaleźć odpowiednich słów.
– Idź spać. Rano przyjdę cię przesłuchać. – Powiedział chłodniej niż zamierzał i wyszedł, nie mogąc dłużej znieść napięcia panującego w celi. Co się z nim działo? Dlaczego nagle zapragnął uczynić wszystko, by nie przysporzyć dziewczynie cierpień? I dlaczego wychodziło mu to zupełnie odwrotnie? Angeline...wzbudzała w nim silną chęć opieki nad nią, chronienia jej, pociągała go nie tylko fizycznie-nie sądził że coś takiego jest możliwe.
Dokładnie zamknął drzwi celi i zabrał jedyny klucz- diabli wiedzą, co mogłoby przyjść Robby'emu do głowy, po czym udał się na parter, do swojego gabinetu. Zorientował się, że jest w biurze zupełnie sam, chłopaki najwyraźniej rozeszli się już do domów...albo burdeli w przypadku Robby'ego, dokładnie zamknął więc całe biuro i wyszedł prosto w mocny, gęsty deszcz-nawet tego nie zauważył, tylko od razu wsiadł do samochodu i włączył się do ruchu, jednak myślami wciąż był przy Angeline, toteż zupełnie nie zwracał uwagi na przepisy- w pewnej chwili dostrzegł charakterystyczny, czerwony lizak. Zaklął siarczyście i zjechał na pobocze. Tylko tego mi teraz brakowało-Pomyślał i uchylił szybę na kilka centymetrów. Podstarzały policjant z wąsami zasalutował dumnie, następnie omiótł czarne porsche pożądliwym spojrzeniem.

_________________________
wiadomość od zakiry - ma awarie pingera prosiła bym wstawiła za nią opowiadanie
  • awatar SallyLou: Mniam!Pyszny kąsek :D Widzę, że nie tylko ja mam problem z pingerem. Buntuje się okropnie... Wspaniały kawałek przeszłości bohaterki, oszczędziłaś mi dalszego gdybania nad jej przeszłością ( przynajmniej na chwilkę). Nie wiem czemu, ale ta nerwowość Creiga zaskoczyła mnie. Myślałam, że Angeline nie uda się go wyprowadzić z równowagi, a tu taki wybuch... Jestem w szoku. Choć z drugiej strony skoro gość tak się zamyślił, że złamał parę przepisów, może nie jest z nim tak źle. Mam zamiar wciąż go uwielbiać ( i chyba dopiszę do zeszytu z imionami wymarzonych facetów z opowiadań :P ).
  • awatar Zakira Luna: Moja kochana Lisa zawsze wyratuje mnie z opresji- dzięki niej nie zlamałam danej Wam wczesniej obietnicy o rozdziałach! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 8
Creig odwrócił się, Angeline wciąż patrzyła za Robbym, jakby obawiając się, że lada moment znowu tu wróci, jej szczupłą piąstka wciąż mocno ściskała jego rękę z zatrważającą siłą. Chyba naprawdę coś z nią nie tak...Odchrząknął delikatnie i podniósł ich złączone dłonie wysoko w górę, na wysokości głowy dziewczyny, dopiero teraz się odwróciła, ale na jej twarzy wciąż malowało się przerażenie, jakby patrzyła, ale tak naprawdę nie widziała, wzrok miała pusty. Lekko się uśmiechnął.
– Możesz już puścić. – Powiedział cicho, lekko potrząsając własną dłonią, dziewczyna zamrugała i natychmiast wyrwała dłoń, jakby się oparzyła, po czym zrobiła krok do przodu i stanęła przy jego boku, znowu spuszczając głowę, znowu przyjmując uległą, posłuszną rolę. Złapał ją pod ramię i zaczęli iść powolnym, równym krokiem, nogi Creiga w ciężkich butach odbijały się głośnym echem od obskurnych ścian. Miał nadzieję, że po drodze nie natkną się już na żadne niespodzianki...
– Zadowolona? – Zapytał wracając do wydarzenia sprzed kilku sekund. Nie widział jej twarzy, nie był stanie dostrzec grymasu, jaki się na niej pojawił, poczuł jedynie że mięśnie jej przedramienia nieoczekiwanie się napięły. Kiedy stracił już nadzieję na jakąkolwiek odpowiedź, Angeline nieoczekiwanie przemówiła:
– Właściwie nie... – Głos miała cichy, melodyjny, a on nie do końca zrozumiał co kryło się za tymi słowami. – On uderzył mnie znacznie więcej razy. – Dodała tonem wyjaśnienia, na co Creig zacisnął zęby. Normalnie taka odpowiedź by go rozbawiła, ale teraz nie czuł nic poza złością i frustracją. Bynajmniej nie miał do niej pretensji o to że to zrobiła...
Zatrzymał się przy czarnych, metalowych drzwiach, trochę mniejszych niż poprzednie i jedną ręką odryglował wszystkie zamki- zaczynał już mieć w tym wprawę... Następnie wprowadził Angeline do niewielkiej celi, usłyszał jak gwałtownie wciągnęła powietrze. Na każdą celę składały się dwa pomieszczenia, cela właściwa, w której mieściły się jedynie wąska, krótka prycza i niewielki metalowy stolik. Drugie pomieszczenie oddzielone było łukiem i nie znajdowało się tam absolutnie nic oprócz obskurnej toalety...na początku Creig zastanawiał się, po o właściwie te dwa pomieszczenia są od siebie oddzielone, ale koniec końców się do tego przyzwyczaił...ściany tej akurat celi zdobiły różnorakie plamy, od wymiocin po krew, bynajmniej nie był to przyjemny widok. Dziewczyna cofnęła się zdjęta obrzydzeniem, ale napotkała jedynie twardą klatkę piersiową mężczyzny. Odwróciła się i stanęła z nim twarzą w twarz, znowu przyjęła pozę jakby szykowała się do ucieczki, jej cielęcy wzrok wyrażał niemą prośbę: pozwól mi, pozwól mi, pozwól mi...ale akurat tego nie mógł dla niej zrobić. Zamiast tego ciepłym, niemalże ojcowskim gestem złapał ją za obydwa ramiona i lekko popchnął do tyłu, pomieszczenie było tak małe, że prawie natychmiast uderzyła nogami o łóżko, ręce na przedramionach skierowały ją w dół, usiadła więc, z jej twarzy zniknęły wszelkie emocje, wyglądała i zachowywała się w tej chwili jak drewniana kukła, nie jak żywy człowiek, jedynie ogromne oczy zdradzały jej emocje.
Creiga na chwilę rozproszył ten widok, po kilku sekundach zdjął jedną rękę z jej ramienia i palcem wskazującym podniósł jej głowę do góry- już się nie cofnęła, jak zrobiła to za pierwszym razem, tylko posłusznie spojrzała mu w oczy, wydawała się spokojna, wyczekująca...chyba wolał kiedy rzucała się na wszystkie strony. Postanowił potraktować ją nieco łagodniej niż do tej pory.
– Wiem że to nie jest pięciogwiazdkowy hotel. – starał się nadać swemu głosowi przepraszający ton – Ani duży dom w West Village. – Liczył że na wspomnienie własnego domu coś w niej drgnie, tymczasem jej mina w żaden sposób się nie zmieniła, w twarzy dziewczyny nie poruszył się żaden mięsień, miał nadzieję że to tylko tymczasowe odrętwienie. Udał, że tego nie zauważył i kontynuował:
– Ale jeżeli tylko będziesz z nami współpracować, długo tu nie pobędziesz. – Zapewnił ją, nie do końca wiedząc czy to co jej mówi to nie puste kłamstwo. Ale co z tego? Zawsze mówił to zakładnikom i to zawsze działało. Z zadowoleniem stwierdził, że na jego ostatnie słowa lekko się ożywiła: źrenice się rozszerzyły, a usta rozchyliły, wyraźnie oczekując na ciąg dalszy. Kiedy ten nie nastąpił, postanowiła sama przejąć inicjatywę.
– Czego ode mnie chcecie? – Nie powinien był robić jej nadziei. Nie może jej powiedzieć, jeszcze nie teraz. Dostał wyraźny rozkaz, że Angeline najpierw ma spędzić trochę czasu w celi. Nawet jeżeli dla niego nie miało to najmniejszego sensu, nie ośmielił się protestować kiedy boss go o tym poinformował. Polecenia się wykonuje, nie komentuje- sam był tego zagorzałym zwolennikiem, zwłaszcza mając pod sobą trzech bandytów, tylko w ten sposób był w stanie utrzymać ich w ryzach.
– Nie tak szybko, cierpliwości... – Odparł patrząc prosto w jej piękne, niebieskie oczy i natychmiast dostrzegł w nich błysk rozczarowania, frustracji i...szaleństwa? Może tylko mu się zdawało. Angeline objęła się ciasno ramionami i zaczęła mocno trząść na całym ciele- najpierw myślał, że to zapowiedź kolejnego wybuchu płaczu czy złości, ale szczękanie zębami i pojawiająca się gęsia skórka uświadomiły mu, że dziewczynie jest zwyczajnie zimno. Skarcił sam siebie za brak jasności umysłu.
No tak. – Pomyślał spoglądając na jej nagie ramiona i prawie całe nogi. Znajdowali się pod ziemią w kompletnie nieogrzewanym pomieszczeniu, nie było tu żadnego koca, nic czym mogłaby się okryć- Po prostu zwykle były niepotrzebne, mafia rzadko porywa młode, szczupłe kobiety...on sam miał do czynienia jedynie z mężczyznami, dlatego nie bardzo wiedział jak ma się zachować i co robić. Tym bardziej, że dziewczyna wzbudzała w nim nowe, uśpione dotąd emocje...gwałtownie zabrał ręce z jej ramion, jakby w ten sposób chciał zbudować dystans między nimi. Chciał też jakoś odwrócić jej myśli od samej przyczyny porwania. Zaryzykował.
– Odpowiem na jedno twoje pytanie, jeżeli ty odpowiedz szczerze na jedno moje.- Wyraźnie zaskoczył dziewczynę, czegoś takiego zupełnie się nie spodziewała. Po chwili zastanowienia pokiwała głową i mocno zagryzła wargi, intensywnie zastanawiając się nad zagadnieniem. Na pytanie dlaczego się tu znajduje raczej jej nie odpowie...poruszyła więc inną, równie ważną dla niej kwestię.
– Gdzie ja jestem? – Padło w końcu, a on zastanowił się przez chwilę...powiedzieć prawdę czy skłamać? W sumie co mu szkodziło...od czasu do czasu może chyba być szczery, niedługo całkiem zapomni jak to się robi...
– W podziemiach jednej z firm. – Odparł zwięźle, a dziewczyna westchnęła przeciągle. Przypuszczał że tego akurat zdołała się domyślić Ale co go to obchodziło? Przecież powiedział prawdę. Niedopowiedzenie to nie kłamstwo. Tak ,a paserstwo to nie kradzież.- Zażartował sam z siebie.
–Teraz moja kolej. – Przerwał monolog, zastanowił się chwilę i postanowił zapytać o najbardziej trywialną rzecz jaka przyszła mu do głowy:
– Kim jest Theresa? – A może wymyśliła to imię na poczekaniu?
– Siostrą miłosierdzia... – Odpowiedziała cicho. Teraz to on nic nie rozumiał. Co ma piernik do wiatraka? Nie zdążył jednak poruszyć tej kwestii, bo dziewczyna nieoczekiwanie przemówiła:
– Obcy facet porwał mnie z domu... – Głos lekko jej się załamuje, a usta drgają. W końcu jakaś ludzka reakcja. – Nie wiem gdzie jestem. Zostałam pobita prawie do nieprzytomności...a ty nie chcesz mi nawet powiedzieć dlaczego? – Marszczy brwi i kręci głową, otwiera usta by powiedzieć coś jeszcze, ale nagle przerywa jej Creig.
– Powiem ci jutro. – Sam jest zaskoczony własną żarliwością...Będzie musiał trochę nagiąć swoje zasady, ale to nic...Joseph nie określił jak długo Angeline ma być trzymana w niepewności. Z ust dziewczyny wydaje się ciche, ciężkie do zdefiniowania westchnienie. To była ulga, czy rozpacz?- Zastanawia się Creig przez chwilę, w celi zapada długa, niczym niezmącona cisza. Nagle rozlega się głośne...burczenie w brzuchu?- Mężczyzna unosi brwi i spogląda na dziewczynę z rozbawieniem, ta zaś czerwieni się po cebulki włosów.
– Głodna? – Pyta uśmiechając się łobuzersko – Przyniosę ci coś...– Obiecuje, ale teraz to Angeline przerywa jemu.
– Nie chce mi się jeść. – Ciasno obejmuje dłońmi brzuch i spuszcza wzrok, intensywnie wpatrując się w podłogę.
– Twoje ciało mówi mi co innego... – Dopiero kiedy wypowiedział te słowa zdał sobie sprawę, jak intymnie zabrzmiały. Przez sekundę pozwolił sobie na fantazję, że wcale nie rozmawiają o jedzeniu...oddech mu przyspieszył, jednak lodowaty głos dziewczyny szybko sprowadził go na ziemię.
– Moje ciało...należy tylko do mnie. – Nie wiedział kogo chciała o tym przekonać: jego czy siebie? Stwierdził, że nie będzie się z nią dłużej kłócił, po prostu przyniesie jej te cholerne jedzenie, a ona i tak je zje, kiedy tylko kobieca duma jej na to pozwoli.
– Bez wątpienia. – Powiedział więc, ale jego ton świadczył o tym, że nie do końca w to dowierza. Lekkim krokiem ruszył w stronę drzwi.
– Wrócę za jakiś czas. Będziesz tęskniła? – Nie mógł powstrzymać się od lekkiej kpiny, lubił się przedrzeźniać. Angeline podniosłą spłoszony wzrok, dokładnie tak jak się tego spodziewał, po chwili jednak zmrużyła swe piękne powieki.
– Jesteś bezczelny. – odparła przez zaciśnięte zęby, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– No proszę, zaczynamy się nawzajem poznawać... – I wyszedł zostawiwszy ją samą w maleńkim pomieszczeniu.
  • awatar SallyLou: Z małym poślizgiem czasowym, ale w końcu przeczytałam :D Biedna Angeline. Ta jej nowa "kwatera" chyba jest gorsza od tamtej celi, a przynajmniej na mnie zrobiła takie wrażenie. Jakby dziewczyna nie czuła się dość podle, jeszcze będzie w takich warunkach trzymana... Ale straszniejsze chyba było dla mnie jej zachowanie. Zdaje się, że biedaczka jest na granicy obłędu i wystarczy chwila, a jej psychika załamie się i to nie tak jakby chciał tego Creig. Niechże zadba o swego więźnia, bo pożytku z niej mieć nie będzie. Zresztą nie wydaje się być takim potworem by dręczyć młodą dziewczynę do utraty zmysłów. Creig zlituj się proszę....
  • awatar Lily :): Super opowiadania! Masz talent dzieewczyno!❤ Oby tak dalej! ❤ Pozdr. Ps. Zapraszam do mnie ❤ Moze ci sie spodoba?❤
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 7
Podniosła jedną rękę do twarzy, widział napięte ścięgna przedramienia i czerwone rany na nadgarstkach. Wkrótce dłoń opadła wzdłuż ciała, a dziewczyna powoli się odwróciła. Policzki w końcu odzyskały kolor, były w tej chwili czerwone i mokre od łez, to dosyć mocno kontrastowało z bielą reszty ciała, włosy zaś zwisały w nieładzie, kilka przednich kosmyków przykleiło się jej do czoła. Creig pozwolił sobie spojrzeć nieco niżej- jej klatka piersiowa podnosiła się i opadała, uwydatniając proporcjonalny, okrągły biust- nie mógł oderwać od niego wzroku, ten widok go hipnotyzował. Powoli, niechętnie podniósł wzrok do jej twarzy, wtedy ona oblizała spierzchnięte wargi i zaczęła przyglądać mu się z wyrzutem, kolana miała lekko ugięte, całe ciało spięte, jakby gotowała się do ucieczki. Podrapał się po brodzie...w ten sposób do niczego nie dojdą. Spojrzał na swoje przedramię, gdzie jej zęby zostawiły wyraźny ślad- użył całej swojej samokontroli by się nie roześmiać, coraz bardziej żałował, że nie miał pod ręką lusterka, by ocenić również twarz.
– Kto by pomyślał... – Powiedział pocierając się po lekko zarośniętej już brodzie. – Nie wiedziałem że jesteś taka zadziorna.- Wciąż się droczył. Nie odpowiedziała, tylko wciąż stała przy drzwiach, wciąż gotowa do biegu, śledząc każdy jego krok. Lekko się do niej zbliżył, wysoko unosząc przedramiona i pokazując jej otwarte dłonie. Natychmiast spięła się jeszcze bardziej, jej brwi złączyły się w zdziwieniu.
– Nie podchodź!- Powiedziała cichym, acz zdecydowanym tonem i zrobiła duży krok w prawo, bliżej rogu pomieszczenia. Creig uśmiechnął się lekko i zbliżył się jeszcze bardziej. Wtedy ona rzuciła się do biegu, minęła go i stanęła naprzeciwko drzwi, przyjmując pozycję obronną. Pozwolił jej na to, uśmiechając się pod nosem. Obrócił się lekko i spojrzał na nią z politowaniem.
– Będziemy tak się ganiać cały dzień? – zapytał siląc się na nonszalancję, po chwili, nie uzyskawszy żadnej odpowiedzi, wzruszył beztrosko ramionami. – Jeśli o mnie chodzi, nie mam nic przeciwko... – Postąpił kilka kroków w jej stronę, a ona uciekła w kolejny róg tego całkiem sporego pomieszczenia. Pozwolił jej na to, taka zabawa w kotka i myszkę nawet mu się podobała, ale kiedy Angeline zaliczyła już wszystkie ściany, znudziło mu się, przecież nie mógł tego przeciągać w nieskończoność. Na chwilę przestał się uśmiechać, kiedy przemówił w jego oczach pojawił się groźny błysk.
– Zrób to jeszcze raz, a przywiążę cię z powrotem do tego krzesła. – Rzucił ostrzegawczo, wskazując palcem metalowe siedzisko i zadowolony odnotował że dziewczyna wciągnęła gwałtownie powietrze. Znów się uśmiechnął i podszedł do niej powoli, już nie uciekała, stanęła nieruchomo, wraz z upływem jego kroków jej oddech stawał się coraz szybszy. Zbliżył się na tyle, że Angeline przytknęła plecy do betonowej ściany, jej skóra natychmiast pokryła się gęsią skórką, po trosze z zimna, po trosze z innych uczuć... Creig oparł dłonie po obu stronach jej głowy i pochylił się do przodu, jakby robił pompkę- ich twarze dzieliło teraz tylko kilka centymetrów. Patrzyła na niego przerażona, jej ciepły, słodki oddech owionął mu twarz, poczuł się silny, władczy- uwielbiał to uczucie. Dziewczyna przymknęła oczy, a on nachylił się jeszcze niżej i zatrzymał usta tuż przy jej uchu, jednocześnie mając okazję poczuć jej zapach- dawno nie czuł czegoś tak urzekającego i podniecającego...zaciągnął się głęboko. Z jej gardła wydobył się cichy jęk...Żadna lesbijka by tak nie zareagowała... – Stwierdził w myślach.
– Bardzo dobrze. – Wyszeptał niskim, uwodzicielskim głosem i natychmiast odbił się od ściany, dokańczając swoją pompkę, przez ułamek sekundy ich ciała dotykały siebie nawzajem. Przyjrzał się dziewczynie rozbawiony: wciąż miała przymknięte oczy, oddychała teraz dużo wolniej niż wcześniej, usta rozchylone, jakby na coś czekały...
Zaśmiał się gardłowo, wtedy ona opanowała się, gwałtownie otworzyła oczy i zamrugała kilkakrotnie, jakby wybudziła się z głębokiego snu...albo transu. Ręce miała schowane za plecami, jej wzrok miotał błyskawice.
– Kto by pomyślał... – Powtórzył swoje własne słowa, nadając im zupełnie nowego znaczenia i wyrazu. Jeśli było to możliwe, Angeline zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Przez kilka sekund patrzyła mu prosto w oczy, nagle w jej dłoni pojawił się sztylet, ten sam, którym Creig przeciął krępujące ją więzy, zamachnęła się mocno na jego głowę, na szczęście zdążył w porę się uchylić, zamachnęła się więc ponownie, ale on był już na to przygotowany, złapał ją za rękę i mocno wykręcił, jednocześnie przyciągając do siebie. Jedną ręką mocno przytrzymał ją przy sobie, stała teraz oparta o niego tyłem, próbując wyrwać się z tego morderczego uścisku, zaś w drugiej ręce wciąż ściskała sztylet z zadziwiającą siłą- Zwiększył uścisk na jej nadgarstku, wtedy ona syknęła z bólu, a nóż z głośnym brzękiem upadł na podłogę. Odrobinę już zirytowany, mocno odepchnął ją od siebie- zahaczyła biodrem o stojące krzesła i straciła równowagę, lądując na podłodze między nimi.
Dopiero teraz poczuł na prawej dłoni coś mokrego, uniósł ją do twarzy i zobaczył kilka kropel jasnej, rozrzedzonej krwi. Krwi, która nie należała do niego. Cholera!- Zaklął w duchu, kompletnie zapomniał o ranach na jej nadgarstkach, które, prawdopodobnie wskutek silnego ucisku, ponownie się otworzyły. Zmarszczył brwi i patrzył na swoją rękę, jakby należała do kogoś innego. Chciał żeby tak było, nie podobało mu się, że sprawił jej ból. Nie miał takiego zamiaru...Potrząsnął głową, przywołując się do rzeczywistości.
Tutaj nie ma sentymentów, koniec końców nie wyrządził jej żadnej poważnej krzywdy... a nawet jeśli sprawił jej ból to sama się o niego prosiła! Ostrożnie podniósł z podłogi sztylet i znów schował go do kieszeni, tym razem pamiętając, by co jakiś czas upewnić się co do jego położenia. Spojrzał na skuloną postać kobiety, wciąż siedzącej na podłodze, wciąż zszokowanej...
A to ci dopiero...– Pomyślał – Kobieta wyjęła mi nóż z kieszeni, a ja nawet tego nie zauważyłem...– Nigdy wcześniej coś takiego mu się nie zdarzyło, zwykle był bardzo spostrzegawczy... ,,Ciekawe dlaczego"- zadrwił jakiś cichutki głos w jego głowie, ale jego też zignorował, skupiając się na chwili obecnej.
Powoli zaczynał czuć się trochę zniecierpliwiony, znudziły mu się już te przepychanki...Zabiorę ją do celi. – Pomyślał. Choć zwykle nie robił tego tak od razu, w tej chwili to wydało mu się dobre wyjście. Posadzi ją na pryczy, da jeść, dowie się czego chce, a potem...wypuści? Zastanawiał się nad tym przez chwilę. Zobaczymy- Powiedział sobie i podszedł do niej powoli, wyciągając lewą, nie ubrudzoną krwią rękę.
– Do trzech razy sztuka? – Starał się zażartować, ale Angeline nawet na niego nie spojrzała, tylko sama podniosła się z podłogi, zupełnie ignorując wyciągniętą do niej dłoń. Kobieca duma... – Delikatnie złapał ją pod ramię, a ona uniosła głowę i wbiła w niego przerażone spojrzenie.
– Przeniesiemy się teraz dobrze? – Zapytał, choć nie oczekiwał odpowiedzi. To było pytanie retoryczne, chciał raczej...stworzyć iluzję, pozory. W tym był najlepszy, w końcu robił to nieprzerwanie od ponad dziesięciu lat, z doskonałym skutkiem. Powoli podszedł z Angeline do drzwi i otworzył je jedną ręką, uznał że puszczenie jej będzie zbyt ryzykowne, być może musiałby potem ganiać dziewczynę po całym biurze... Nie protestowała, spuściła głowę i posłusznie czekała, a kiedy Creig otworzył drzwi, grzecznie szła obok niego ze wciąż spuszczoną głową...był nią tak zaaferowany, że nawet nie dostrzegł zbliżającej się postaci. Dostrzegła za to Angeline. Zatrzymała się gwałtownie i zmrużyła oczy, na jej twarzy pojawiła się złość jakiej jeszcze u niej nie widział. I to nie skierowana na niego. Podążył więc za jej spojrzeniem i dostrzegł Robby'ego mijającego ich w korytarzu z tym swoim złośliwym uśmieszkiem na ustach. Kurwa, jeszcze ten...– Creig wycofał Angeline lekko za siebie, ani na chwilę jej nie puszczając, ale kiedy Robby znalazł się koło nich, świat jakby stanął w miejscu: W jednej sekundzie Angeline, wciąż przytrzymywana przez Creiga zamachnęła się wolną ręką i mocno uderzyła zbira w twarz- nie było to bynajmniej kobiecy policzek, niosący za sobą głośny plask, ale ostry cios małej, zaciśniętej pięści. Robby, równie zszokowany co Creig, złapał się za bolącą szczękę, najwyraźniej Angeline nie była w stanie sięgnąć wyżej, ale naturalnie nie miał zamiaru pozostać jej dłużny: Z niemal zwierzęcym warknięciem podniósł otwartą dłoń do góry i mocno się zamachnął. Angeline widząc to skuliła się trochę, natomiast Creig zareagował niemal instynktownie, puścił dziewczynę i w ostatniej sekundzie sparował cios Robby'ego swoim przedramieniem. Tamten zazgrzytał zębami i przez chwilę siłował się ze swoim przeciwnikiem, po czym odpuścił i zabrał rękę.
– Co ty wyprawiasz co kurwy nędzy?! – Zapytał Robby przez zaciśnięte zęby, wciąż łypiąc złym wzrokiem na Angeline. Creig, wiedziony instynktem wyciągnął rękę za siebie, i nie przerywając kontaktu wzrokowego ze swoim oponentem, wymacał drobną dłoń Angeline, po czym delikatnie, acz stanowczo pociągnął ją całą za siebie, w tej chwili zupełnie nie było jej widać- był nie tylko wyższy, ale i szerszy od drobnej kobiety. Nie puścił już jej dłoni, wciąż nie był pewien czy mu nie ucieknie, ale po chwili zdjęty szokiem stwierdził że to Angeline trzyma jego rękę, mocno wbijając mu paznokcie w dłoń! Czyżby aż tak się przestraszyła że zapomniała z kim ma do czynienia?
– To mój zakładnik. – Odparł takim samym tonem.- I nic ci do tego.- Uważnie obserwował jak na twarz tamtego wykwitł rumieniec wściekłości, jeszcze chwila, a zacząłby toczyć pianę z ust.
– Uderzyła mnie! – Wykrzyczał. – Kobieta! – Ostatnie słowo wymówił jakby było obelgą, niemalże splunął, dodatkowo rozjuszony tym, że nie miał już Angeline w zasięgu wzroku. Creig jednak nie miał zamiaru dać się sprowokować.
– Teraz jesteście kwita. – Odpowiedział zimnym, oschłym tonem. – Zmiataj stąd! – Warknął, na co Robby zacisnął dłonie w pięści, ale już po chwili posłusznie ich wyminął, nawet nie oglądając się za siebie.
  • awatar ☆M.H.Northwood☆: Masz świetny styl pisania!Szacun!
  • awatar Zakira Luna: @SallyLou: cierpliwości :)
  • awatar SallyLou: "-Kobieta mnie bije! - krzyknął Robby z jękiem przerażenia zasłaniając się wątłym ramieniem..." Wybacz, ale ta ostatnia scenka tak właśnie objawiła mi się w głowie :D Biedny Robby... Aniołek ma pazurki i to ostrzejsze niż sądziłam. Przez chwilę byłam pewna, że dźgnie Creiga, w końcu adrenalina i strach dodają siły. Jedak cieszę się, że się nie udało. Jego jedynego z tej bandy lubię. Pod względem psychologicznym to opowiadanie powala mnie na kolana, czekam tylko na zmianę zachowania tej dziewczyny. W końcu sam tytuł obiecuje dużo ciekawych wątków, dla osoby uwielbiającej złożoność ludzkiego umysłu ^_^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Rozdział 6
Powoli podszedł do dziewczyny i ukląkł przy niej- spojrzała na niego przerażona, a kiedy zobaczyła jak powoli wyciąga z kieszeni niewielki składany nóż, zaczęła niemal tańczyć na metalowym krześle, rzucała i wyginała się na wszystkie strony, jakby to mogło wyswobodzić ją z okowów... a on, chociaż lekko go już to drażniło, cierpliwie czekał, dopóki choć trochę się nie uspokoiła. W końcu przestała wierzgać, słyszał jedynie jej krótki, urywany oddech, więc delikatnie złapał ją za łydkę i jednym szybkim ruchem przeciął białe sznury, pozwalając im opaść swobodnie na podłogę - dziewczyna była tak zszokowana, że na jakiś czas zupełnie wstrzymała oddech. Powoli wstał, obszedł ją i przeciął węzły krępujące nadgarstki- ogarnęły go dziwne, nieznane dotąd uczucia, kiedy ujrzał na nich ciemne plamy krwi. Schował sztylet z powrotem do kieszeni i powolnym krokiem wrócił w pole jej widzenia, jednocześnie siadając na krześle. Targany różnymi uczuciami obserwował jak rozciera sobie najpierw jeden, potem drugi nadgarstek - po chwili podniosła wzrok i wbiła w niego intensywne spojrzenie ogromnych oczu. Teraz to on wstrzymał oddech, ten wzrok przeszył go na wskroś, nie był w stanie odwrócić wzroku... a może nie chciał. W końcu się opanował i przypomniał o ranie na policzku dziewczyny. Sięgnął po stojącą na podłodze butelkę i wyciągnął ją w jej stronę w zachęcającym, jak mu się wydawało, geście- w żaden sposób nie zareagowała, jedynie wciąż mu się przyglądała z tym samym przerażeniem na twarzy. Po chwili zrezygnowany zabrał naczynie i z głośnym brzękiem ustawił je z powrotem na podłodze. Wziął ręcznik pełen lodu, ale kiedy chciał jej dotknąć, natychmiast się odsunęła- mimo to czekał cierpliwie, zupełnie nieruchomo trzymając białe zawiniątko na wyciągniętym ręku, jednocześnie dokładnej analizując ranę pod okiem. O ile się nie mylił, żadna kość nie jest złamana. Lód powoli zaczynał się topić, pierwsze zimne krople spłynęły mu po przedramieniu... kilka minut później dziewczyna delikatnie przytknęła policzek do białej materii- przez ułamek sekundy na jej twarzy gościł wyraz błogiej ulgi, potem jakby zdała sobie sprawę co się dzieje, znowu gwałtownie się odsunęła i zaczęła przyglądać się mężczyźnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Głośno przełknęła ślinę i oblizała spękane wargi.
– Czemu tu jestem? – Na to Creig jeszcze nie był przygotowany. Nie wiedział co ma jej powiedzieć, było na to dużo za wcześnie, nie minęły nawet przepisowe dwadzieścia cztery godziny. Postanowił więc postąpić tak, jak zawsze postępował z zakładnikami: na początek chciał sprawdzić prawdomówność dziewczyny.
– Jak się nazywasz? – Zapadła długa, niczym niezmącona cisza. W końcu Angeline wzięła głęboki wdech, odchrząknęła. Czy ona ma zamiar powiedzieć mi to dzisiaj?- Pomyślał lekko już rozdrażniony.
– Theresa.– Kłamstwo. Zmarszczył brwi, ale pokiwał głową, jakby uznał to za poprawną odpowiedź, w żaden sposób nie pokazując jej jak bardzo mu się to nie podoba.
– Ile masz lat? – Ponowił próbę. Tym razem spodziewał się prawdy, przecież na podstawie wieku człowieka i tak nie za wiele można ustalić prawda?
– Dwadzieścia dwa – Szybko dokonał obliczeń... Kolejne kłamstwo wypowiedziane ochrypłym, monotonnym głosem. Wziął kilka bezgłośnych oddechów i zachował kamienną twarz.
– Jesteś zamężna? – To pytanie samo wydostało się z jego ust, zanim zdążył zastosować coś w rodzaju filtra. Przyznał przed samym sobą że chciał wiedzieć, był zwyczajnie ciekawy...ale i zaintrygowany.
– Tak. – Nastąpiła szybka odpowiedź. Creig poczuł coś na kształt...rozczarowania? Opamiętaj się chłopie, ona jest twoim zakładnikiem – przywracał sam siebie do porządku, zdał sobie sprawę, że przecież to również może być kłamstwo i w ten sposób trochę poprawił sobie humor. Szybkie spojrzenie na lewą dłoń dziewczyny upewniło go, że nie ma obrączki ani żadnego pierścionka. A może jest lesbijką? – Przyszło mu do głowy kiedy przypomniał sobie że orientacja seksualna nie została określona w dostarczonych mu aktach. Ale kiedy tak na nią patrzył, nie mógł jej sobie wyobrazić w ramionach innej kobiety...
Uśmiechnął się lekko, oparł łokcie na kolanach i pochylił w jej stronę, ignorując fakt, że natychmiast się odsunęła. Iście lesbijski odruch... – Zaśmiał się w duchu i próbował przywołać na twarz maskę zimnej obojętności. Nie udało mu się to zupełnie.
– Nie lubię kłamstwa... – Starał się by jego głos brzmiał spokojnie i zdecydowanie , tymczasem wypowiedział te słowa, jakby chciał ją uwieść. Trzy słowa wypowiedziane niskim, lekko zachrypniętym tonem o miękkim, gorącym niczym rozgrzany miód brzmieniu. Jeśli to możliwe, był w tej chwili bardziej zaskoczony od samej Angeline.
– Żądam, byście natychmiast mnie stąd wypuścili. – Wypaliła nagle dziewczyna, jej głos stał się nieco mocniejszy, Creig ze zdziwienia uniósł wysoko brwi, nie słyszał jej jeszcze w takim wydaniu. – Przetrzymywanie mnie tutaj bez mojej zgody jest niezgodne z piątym artykułem...
– Zaraz, zaraz. – Przerwał jej gwałtownie, nie mogąc dłużej słuchać takich bredni – Nie jesteśmy w sądzie. Nie obowiązują tu takie reguły – Nie mógł się powstrzymać i roześmiał się cicho. Czy ona naprawdę myślała, że strasząc go jakimś kodeksem utoruje sobie drogę do wolności? Może naturalnie jest blondynką jak jego siostra i tylko farbuje się na brąz? – Okłamałaś mnie , a teraz jeszcze...– Pokręcił głową z udawanym oburzeniem, jakby był jej szefem i dawał właśnie reprymendę za źle wykonaną pracę.
– Wszystko o mnie wiesz... – jej oczy stały się szkliste, był w stanie dostrzec w nich dwie duże łzy napierające na dolne powieki jakby lada moment miały się z nich wydostać. Creig widząc to od razu spoważniał. Kobiety potrafią tylko płakać... – Więc po co się pytałeś? – Ponownie wbiła w niego spojrzenie swych intensywnie niebieskich oczu, patrząc w nie, nie był w stanie zebrać myśli. Czyżby go przejrzała? Wiedziała, że one wie i zabawiła się z nim w jego własną grę? To niemożliwe – Pomyślał – Zwykły zbieg okoliczności, ona po prostu blefuje – ta myśl trochę go pocieszyła. Celowo nie odpowiedział na jej pytanie, więc znowu zaczęła mówić.
– Wypuście mnie stąd... – Słysząc błaganie w jej głosie, zamarł. Wydawała się taka bezbronna, taka krucha...a jednak była zdolna do kłamstwa. Na szczęście w porę sobie o tym przypomniał. jeszcze chwila i rzeczywiście by ją wypuścił, osobiście otwierając drzwi. A to ci dopiero... Ale to się więcej nie powtórzy – obiecał sobie solennie- Nie da się nabrać na te zwykłe kobiece sztuczki, już nieraz dawał sobie z nimi radę...
– Jeszcze nie teraz – Pokręcił głową.– Bardzo nam się przydasz... – Dorzucił składając ręce przed sobą i oblizując lekko wargi. Jej oczy stały się jeszcze szersze.
– To jakaś potworna pomyłka, ja... – Przerwał jej ruchem dłoni i uśmiechnął się łobuzersko, jego zęby błysnęły w ostrym świetle jarzeniówek.
– Nie doceniasz się aniołku... – Powiedział, naśladując słodki głos Robby'ego, chcąc trochę się z nią podroczyć. – Swoją drogą, twoje imię bardzo do ciebie pasuje... Angeline. – Wymawiając ostatnie słowo dokładnie obserwował jej reakcję. Drgnęła słysząc swoje prawdziwe imię, a jej skóra stała się jeszcze bardziej blada.
Nagle szarpnęła się do przodu i zanim zdążył się zorientować, rozorała mu twarz paznokciami- poderwał się z krzesła i odruchowo złapał ją za obie ręce, mocno przytrzymując w miejscu. Ale ona nie przestawała wierzgać, nie zdołała jednak poderwać się z krzesła, kopała więc, wyrywała się i krzyczała, po jej policzkach toczyły się strumienie gorących łez.
– Przestań do cholery! – Powiedział przez zaciśnięte zęby mocno nią potrząsając, w odpowiedzi ugryzła go w rękę, krzyknął bardziej ze zdziwienia niż z bólu i odruchowo ją puścił. Ta natychmiast wykorzystała sytuację, chociaż początkowo zachwiała się i upadła na podłogę, sekundę później podniosła się i niczym tygrysica dopadła drzwi. Creig nie ruszył się z miejsca- właśnie na taką ewentualność dokładnie je zamknął. Zawsze albo to robił, albo po prostu nie uwalniał swego zakładnika z krzesła. W tym wypadku chciał być delikatniejszy, chodziło przecież o kobietę. I to nie byle jaką kobietę- przeszło mu przez głowę. – Tylko o jakąś zawziętą tygrysicę...– Twarz lekko go paliła, zastanawiał się jak w tej chwili wygląda...Kiedy ona pięściami waliła w metalowe wrota, raz po raz wydając okrzyki zniecierpliwienia i przerażenia, on w końcu mógł ujrzeć ją w pełnej krasie: długie, zgrabne nogi zdawały się nie mieć końca, dodatkowo teraz wyeksponowane przez krótkie okrycie- wstrzymał oddech kiedy koszulka Angeline lekko się podwinęła i przez sekundę miał okazję dostrzec jędrne, krągłe pośladki, okryte jedynie cienką, czarną koronką- nie zdążył jednak nacieszyć się tym widokiem, bo dziewczyna nagle przestała się rzucać, obciągnęła czarny, satynowy materiał i oparła głowę o te nieszczęsne drzwi. Nie widział jej twarzy, nie widział malujących się na niej emocji, słyszał jedynie ciche kwilenie i krótki urywany oddech, ramiona dziewczyny unosiły się i opadały w szybkim, nieregularnym rytmie.
_________________________________
Rozdział jest, zgodnie z harmonogramem Jakby ktoś jeszcze nie załapał:
Angeline = angel = Anioł
  • awatar Nurbahar ♥: Na prawdę świetne. Jesteś mistrzynią! ;)
  • awatar Reach the stars: Obłędne! :)
  • awatar SallyLou: Można się tylko napawać tym cudem. Po raz kolejny zachwyciły mnie te opisy. Czytając to miałam wyobrażenie całej tej sceny i niemal odczuwałam emocje Angeline. Kurcze, ta dziewczyna nie zdaje sobie chyba sprawy jak działa na Creiga. Jeszcze go uwiedzie i to on będzie na jej łasce :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Moje zapędy do wrzucania rozdziałów opowiadań w coraz mniejszych odstępach czasowych nie mają granic... żeby to jakoś uporządkować, zapraszam na rozdziały mojego opowiadania "Syndrom Sztokholmski" w każdy WTOREK i SOBOTĘ
  • awatar Gavot i spółka: Nie no ja to bym wolała w każdy poniedziałek wtorek środę czwartek piątek sobotę i niedzielę. Ale nie tak na serio to mi się fo podoba :) przynajmniej będę wiedziała kiedy co czytać bo jestem na kilku książkach i opowiadaniach ;D
  • awatar MIK☆: To czekam na wtorek by przeczytać! :D
  • awatar SallyLou: A ja bym tak chciała codziennie czytać. Wciągnęło mnie i czekanie będzie się dłużyć :D Ale grunt, że będzie regularnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Rozdział 5
Mocno zatrzasnął drzwi swojego czarnego porsche i szybkim krokiem wkroczył do biura, ignorując protesty zbolałych mięśni- choć w życiu by się do tego nie przyznał, odczuwał swego rodzaju podekscytowanie, nie mógł doczekać się przesłuchania tej dziewczyny. Zwykle miał do czynienia ze zwykłymi facetami, wystarczyło albo ich przekupić albo pobić, tutaj musiał wykazać się większą finezją, nie miał ochoty bić dziś kobiety... ostatnie, pełne monotonii miesiące znudziły go, teraz liczył na małe wyzwanie. W pomieszczeniu, które pełniło funkcję poczekalni i recepcji zarazem natknął się na Paula i Tony'ego- siedzieli przy niewielkim stoliku, grając w karty i paląc tanie papierosy, kiedy usłyszeli kroki, podnieśli swe łyse głowy i spojrzeli na niego z dziwnym wyrazem w oczach- od razu zorientował się że coś jest nie tak. Czyżby nie wykonali powierzonego im zadania? Patrzyli na niego jakby...przepraszająco? Z lękiem?- Żółte światło. Pierwszy sygnał ostrzegawczy.
– Czy dziewczyna tu jest? – Zapytał oschle, chcąc ukryć narastające zdenerwowanie. Bracia pokiwali smętnie głowami, wyraźnie niezadowoleni- Pomarańczowe światło. Drugi sygnał ostrzegawczy. Więc o co chodzi? – Pomyślał i dopiero wtedy zdał sobie sprawę że przy stole siedzi dwóch mężczyzn, wcześniej nie zwrócił na to uwagi. Zmarszczył brwi. Zatem gdzie jest trzeci?
– Gdzie jest Robby? – Zapytał i natychmiast dostrzegł spojrzenie, jakie rzucili sobie nawzajem jego towarzysze. Trzeciego sygnału nie potrzebował. Czerwone światło. Zaklął pod nosem i popędził do swojego gabinetu, odsunął ciężki, prążkowany dywan i przez gruby właz zszedł do piwnic- nie zamknął go nawet dokładnie, to by oznaczało stratę kilku kolejnych sekund. Kiedy zbiegał po metalowych schodach na niższe piętro, zatrzymał się nagle, zdawało mu się że coś usłyszał...wytężył słuch i sekundę później dobiegł go zduszony, damski krzyk. Taki krzyk mógł oznaczać tylko jedno. I bynajmniej nie było to zdziwienie. Przyspieszył, w końcu dopadł drzwi pokoju przesłuchań i otworzył je gwałtownie- zaklął siarczyście na widok tego co zobaczył.
Robby stał nad wątłą, trzęsącą się postacią i właśnie zamierzał się do silnego ciosu, najwyraźniej w brzuch, jedną dłonią podtrzymywał ramię swej ofiary, drugą zaś miał zaciśniętą w pięść trzymając ją w bardzo jednoznacznym geście- powstrzymał się w ostatniej sekundzie, widząc ruch przy drzwiach i smugę jasnego światła z korytarza. Creig wszedł powoli, zmrużył oczy i posłał mu mordercze spojrzenie.
– Wyjdź. – Rzucił chłodno, opanowując palącą go w środku wściekłość. Chociaż bardzo miał na to ochotę, nie był na tyle głupi by ukarać go, czy choćby zrugać przy zakładniku- złamałby swoją własną, żelazną i podstawową zasadę. Co za idiota!- pomyślał tylko. Robby zupełnie nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo utrudnił całe zadanie- a może zdawał i dlatego właśnie to zrobił? Bity zakładnik staje się albo przesadnie strachliwy, albo zaczyna nienawidzić swoich oprawców do tego stopnia, że koniec końców nie ma z nim żadnego kontaktu- oba przypadki tylko wszystko niepotrzebnie przedłużają.
Robby przez chwilę przyglądał mu się skonsternowany ale nie odważył się zakwestionować rozkazu, po chwili pełnej wahania odsunął się od dziewczyny i wyszedł, do samego końca nie przestając wbijać w Creiga swego morderczego spojrzenia, ostentacyjnie zatrzaskując drzwi. Ten z kolei westchnął przeciągle i przyjrzał się dokładniej postaci przywiązanej do metalowego krzesła- widział nagie, długie i zgrabne nogi dziewczyny, głowę miała opuszczoną, więc resztę ciała zasłaniały ciemne, bujne włosy. Zbliżył się bezszelestnie, a kiedy wsunął jej palec pod brodę, przebijając się przez kaskadę kasztanowych kosmyków, wzdrygnęła się gwałtownie, niemal podskakując razem z krzesłem na którym siedziała i odwróciła głowę w bok. Mógł się tego spodziewać. Niepewnie zabrał rękę, a wtedy ona w końcu uniosła twarz, włosy opadły jej na ramiona odsłaniając szczupłą buzię. Wciągnął gwałtownie powietrze, nie był zdolny do jakiejkolwiek reakcji: duże, niebieskie oczy były opuchnięte i przekrwione, ogromna czerwona rana na lewym policzku szpeciła łagodne rysy twarzy, krew spływająca z nosa zaplamiła wydatne, ładnie wykrojone usta- Anioł, w rzeczy samej...anioł cierpiący - Pomyślał przypominając sobie jej imię. Kątem oka dostrzegł, że była ubrana jedynie w czarną nocną koszulkę, sięgającą do połowy uda- biała, alabastrowa skóra pokryta była gęsią skórką. Jej twarz wykrzywił grymas cierpienia, zupełnie odruchowo zbliżył się jeszcze bardziej, na co jej oczy stały się ogromne niczym spodki. Wyraźnie się bała.
– Proszę nie... – Wyszeptała cienkim, płaczliwym i lekko zachrypniętym głosem. Zamarł, dopiero po chwili dotarł do niego sens jej słów. Najwyraźniej spodziewała się że teraz on przyszedł ją torturować...Znowu zawrzał w nim gniew, odwrócił się gwałtownie i niemal wybiegł z pokoju, dłonie ponownie zaciskając w pięści. Na zewnątrz zastał Robby'ego, stał oparty nonszalancko o ścianę i czyścił sobie paznokcie scyzorykiem, na widok swojego szefa uśmiechnął się złośliwie, najwyraźniej na niego czekał.
– Jak tam nasza królewna? – Zapytał swoim normalnym tonem, który wszyscy członkowie jego szajki zdążyli znienawidzić już kilka razy.
– Kto ci dał prawo bić mojego zakładnika? – Przysunął się do niego, ich twarze dzieliło teraz tylko kilka centymetrów, Robby wyprostował się dumnie, ale wciąż pozostawał niższy od Creiga o dobre dziesięć centymetrów. Temu pierwszemu zupełnie to odpowiadało, dzięki temu że nad wszystkimi górował, utwierdzał swoją pozycję i siłę.
– Nie potrzebowałem go. – Odparł arogancko i hardo patrzył mu w oczy. Tego Creig nie był w stanie zdzierżyć. To było jawne nieposłuszeństwo. Podniósł rękę i przedramieniem przyparł mężczyznę do ściany, lekko go podduszając, coś na szyi chłopaka wbiło mu się lekko w rękę, ale zupełnie tego nie zauważył, zbyt zaaferowany swoją ofiarą. Tamten był tak zszokowany, że scyzoryk wypadł mu z ręki, z głośnym brzękiem lądując na podłodze.
– Nie zapominaj gdzie jest twoje miejsce. – Powiedział Creig, ciągle go przytrzymując, oczy Robby'ego zrobiły się ogromne, wyraźnie nie spodziewał się takiego zwrotu akcji.
– Jeszcze raz złamiesz mój rozkaz, a będzie to ostatnie co zrobisz w życiu. – Puścił go tak gwałtownie, że ten prawie upadł na zimną, betonową posadzkę, Creig natomiast, podniósł z ziemi jego sztylet, wsunął go do tylnej kieszeni spodni i nawet się nie oglądając, ruszył po metalowych schodach na górę. Nie obawiał się ataku od tyłu- wiedział że po ty co stało się kilka sekund temu Robby by się na to nie zdobył. Już po chwili znalazł się z powrotem w swoim gabinecie gdzie sięgnął po opróżnioną do połowy butelkę whiskey stojącą na barku i kilka kostek lodu, które owinął w niewielki ręcznik znaleziony w przylegającej do gabinetu łazience.
Po kilku minutach znów był w pokoju przesłuchań, miał już wprawę ze schodzeniem przez właz mając jednocześnie zajęte ręce, tym razem mocno zaryglował za sobą wejście – Nigdy nie wiadomo – pomyślał. Dziewczyna słysząc otwierane drzwi znów gwałtownie podskoczyła. Nie jest dobrze... – Postawił butelkę alkoholu na ziemi razem z ręcznikiem i sięgnął po niewielkie, rozkładane krzesło, stawiając je pół metra przed Angeline, nie usiadł jednak na nim od razu. Tylko by ją spłoszył, a zupełnie nie o to tym razem chodziło.
  • awatar same old love.: ciekawe! :)
  • awatar ღ Colour of your dreams ღ: Wow świetne :D
  • awatar SallyLou: Creig... patrząc na jego zachowanie tak odmienne niż u reszty tej bandy, zaczynam się go bać. Skoro taki spokojny i opanowany gość trzyma w garści takich nieokrzesanych brutali, musi mieć w sobie coś tak strasznego, że nawet oni bledną ze przerażenia i mdleją jak panienki :D Muszę wiedzieć co będzie dalej. Ciekawość mnie pożera, zwłaszcza, że znowu przerwałaś w najlepszym momencie. Znęcasz się nade mną....
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Do domu, do jej własnego domu, w biały dzień wdzierał się jakiś mężczyzna. A właściwie już się wdarł! Wciągnęła głośno powietrze, wtedy nieznajomy spojrzał w jej stronę z dzikim błyskiem w oku. Ta twarz przeraziła ją, ostre rysy twarzy, kilkudniowy zarost i długie włosy nadawały obcemu wygląd psychopaty. Nagle mężczyzna ruszył w jej stronę, był wysoki miał co najmniej sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, jego mięśnie napinały się przy każdym kroku, dziurawa koszulka również nie dodawała uroku. Angeline jakby wrosła w podłogę, nie mogła wykonać najmniejszego ruchu, ale kiedy nieznany przybysz zahaczył biodrem o ścianę i zaklął siarczyście włączył się jej instynkt samozachowawczy- zamrugała szybko, cała krew spłynęła jej do nóg, adrenalina wyostrzyła wzrok, kiedy gwałtownie rzuciła się do biegu- usłyszała za sobą kolejne przekleństwo, następnie ciężkie kroki goniące ją po schodach. Kiedy dotarła na piętro wiedziała, że nieznajomy jest tuż za nią, więc nawet się nie zatrzymała, tylko pognała do sypialni i wtedy poczuła na włosach czyjąś zimną, dużą dłoń- wyślizgnęła się w ostatniej chwili, a biegnąc do garderoby pchnęła mocno stojące w rogu lustro, mając nadzieję, że na chwilę zatrzyma obcego. Miała rację, zatrzaskując za sobą drzwi usłyszała zdławiony krzyk i odgłos rozbijanego szkła. Klika sekund później ujrzała poruszającą się klamkę, a kiedy to nie podziałało nieznajomy przybysz zaczął pięściami uderzać w drewniane wejście. Oddychała ciężko, jej umysł pracował na najwyższych obrotach- znajdowała się w pułapce, nie miała jak opuścić pomieszczenia- jedyna droga prowadziła przez drzwi, które akurat w tej chwili były wyłamywane przez tego barbarzyńcę. Stała i czekała na rozwój wypadku, wiedziała że nic już nie może zrobić, pozostała jej jedynie ewentualna walka wręcz z napastnikiem- dopiero kiedy psychicznie się na to przygotowywała, poczuła przeraźliwe zimno panujące w pomieszczeniu, jej skóra okryła się gęsią skórką-wciąż miała na sobie jedynie koszulkę nocną i bokserki.
To dziwne – pomyślała w przebłysku świadomości – Nie przypominam sobie bym otwierała tu okno.– Powoli odwróciła się i z jej gardła wydał się głośny okrzyk przerażenia. Jak mogła go wcześniej nie zauważyć ?! Stanęła twarzą w twarz z drugim mężczyzną- ten był równie wysoki, tylko łysy i nie miał tego... szaleństwa w oczach, miał za to krzywy nos i gruby złoty łańcuch na szyi- przeraziła się jeszcze bardziej. Kiedy nieznajomy wyciągnął ręce w jej stronę zaczęła walkę- mocno kopnęła go w krocze, mężczyzna zawył z bólu, ale zaraz się opanował i złapał ją w pół, przekręcając tyłem do siebie, długimi rękami przytrzymując w miejscu jej ramiona. Pokonując obrzydzenie, mocno ugryzła go w owłosioną rękę- Po raz kolejny wydał okrzyk bólu, ale jego uścisk nie zelżał ani trochę. Mimo to wciąż gryzła, rzucała się, próbowała kopać- wszystko na próżno. Kilka sekund później pierwszy włamywacz w końcu sforsował drzwi i łypnął na dziewczynę z nienawiścią.
– Co tak długo? – Wykrzyknął ten który ją trzymał do swego towarzysza- No dawaj, uśpij ją!- Angeline zaczęła wyrywać się jeszcze bardziej zaciekle, z jej oczu zaczęły płynąć strumienie łez- wtedy mężczyzna wyciągnął z kieszeni niewielkie zawiniątko, po względnie niedużym pomieszczeniu rozszedł się ostry zapach alkoholu. Powoli, jakby wydłużanie przerażenia ofiary sprawiało mu przyjemność, podszedł do niej i mocno odchylił jej głowę, brutalnie łapiąc za włosy, po czym przyłożył jasny materiał do twarzy- jego silna dłoń niemal miażdżyła jej nos. Chlorofil zadziałał momentalnie, opór dziewczyny zaczął powoli słabnąć, jeszcze przez chwilę wierzgała nogami i po chwili...odpłynęła.
***
– Miałeś coś zjeść! Obiecałeś! – Sonia biegała po całym domu, była już spóźniona, w biegu łapała wszystkie potrzebne rzeczy, jednocześnie susząc głowę swemu bratu, który przyglądał jej się teraz zajmując jedno z krzeseł w jadalni.
– Zjadłem. – Odparł Creig, wskazując palcem pustą i wciąż brudną miseczkę na szafce. Kończył właśnie swoje śniadanie, miał takie zakwasy po wczorajszej wizycie na siłowni, że z trudem podnosił widelec do ust.
– Pyszna sałatka – dodał, chcąc ją trochę udobruchać, zabrzmiało to tym bardziej wiarygodnie, że nie było do końca kłamstwem. Sonia tylko westchnęła ciężko i posłała mu mordercze spojrzenie, jednocześnie zapinając kurtkę.
– Jak ty sobie poradzisz kiedy wyjadę? – Pokręciła głową i nie czekając na odpowiedź wyszła, mocno zatrzaskując za sobą drzwi.
Prawie zapomniał o tym jej wyjeździe- za kilka dni wybierała się na tygodniową serię wykładów i warsztatów, razem ze znajomymi stwierdziła że bardziej opłaca im się zanocowanie na miejscu niż codzienne dojeżdżanie prawie pięćdziesięciu kilometrów w jedną stronę. Strasznie cieszyła się na ten wyjazd, miał tam być jakiś supersławny psycholog i pedagog, ale kiedy siostra podała mu nazwisko, te niemal natychmiast wyleciało mu z głowy. Mimo wszystko, martwił się o nią- by trochę się uspokoić, osobiście sprawdził wszystko co było związane z tym wyjazdem, kiedy chciał, potrafił być bardzo dociekliwy, nie ujawniając do końca swej tożsamości. A tym razem chciał.
Spojrzał na zegarek i zdał sobie sprawę, że ma jeszcze mnóstwo czasu- była dopiero ósma rano, jego więzień ma się pojawić w południe, więc nie ma sensu wcześniej jechać do biura, jak je po prostu nazywał. Na sekundę zwątpił w sens całej tej akcji- porwanie było jego zdaniem zbyt radykalne, sam zdecydowałby się na coś mniej czasochłonnego, ale równie skutecznego, jak szantaż czy zastraszenie. Albo po prostu przekupstwo- pieniądze potrafią zdziałać cuda- pomyślał zniesmaczony. Za pieniądze można kupić wszystko. Nie ma ludzi nieprzekupnych ani niezastąpionych- to były jego dwie główne maksymy. Kiedyś było inaczej... Potrząsnął gwałtownie głową, chcąc odegnać nieprzyjemne myśli i udał się pod prysznic. Polecenia się wykonuje... Wyszedł owinięty jedynie ręcznikiem- to był tylko jeden z minusów usytuowania łazienki na parterze, a nie na piętrze gdzie znajdowały się sypialnie- jeżeli zapomniało się naszykować ubrania wcześniej, pozostawało jedynie szybko biec na górę. Półnago. Dodatkowo łazienka była mikroskopijna, stare płytki na podłodze gdzieniegdzie popękały, zaś ściany zostały pomalowane przez Creiga na żółto zaraz po wprowadzeniu się- było to wyraźne życzenie Soni, uważała że jasny kolor nie tylko powiększy to ponure pomieszczenie, ale również uczyni je mniej przygnębiającym. Nie spierał się z nią wtedy, tak jak nie spiera się teraz o to czy efekt został osiągnięty. W sypialni na górze ubrał się w ciemne jeansy i czarną, materiałową koszulę- lubił odrobinę elegancji, musiał też tworzyć pozory, oficjalnie był przecież asystentem prezesa w firmie...przyjemne z pożytecznym. Rozłożył się na kanapie, włączył telewizję i zaczął powoli rozcierać zbolałe mięśnie ramion, jednocześnie oglądając zawody MMA. Zanim się obejrzał, komentator sportowy wskazał godzinę jedenastą- niechętnie wstał, wygładził lekko już zmiętą koszulę i wyjechał do pracy...jeśli można to tak nazwać.
***
Pierwszy wrócił jej słuch. Gdziekolwiek się znajdowała, panowała tu głucha, niczym niezmącona cisza. Cisza głośniejsza niż jakakolwiek muzyka. Chwilę potem powróciło czucie- dziwny, piekący ból w nadgarstkach i kostkach, język niemal przyklejony się do podniebienia, przejmujące zimno osiadające na karku i ramionach niczym szron w mroźny poranek ... Zebrawszy wszystkie siły, uchyliła ciężkie powieki, powoli podniosła głowę i zaczęła się rozglądać. Znajdowała się w dosyć dużym, brzydkim pomieszczeniu, betonowe ściany zlewały się z równie betonową podłogą, nie dostrzegła nigdzie żadnego okna, a jedynym źródłem światła był rząd ostrych jarzeniówek u sufitu, od widoku których natychmiast rozbolały ją oczy. Obróciła lekko głowę i dojrzała drzwi- czarne i ciężkie, przywodzące na myśl wrota do lochów, a także kilka metalowych, składanych krzeseł ustawionych w rogu pomieszczenia. Odruchowo chciała wstać, ale natychmiast poczuła opór- jej nogi, podobnie jak nadgarstki były skrępowane mocnym, szorstkim sznurem- misternie przymocowane do krzesła na którym siedziała. Kilka razy za nie pociągnęła, czuła że zostawiły ostre, wyraźne ślady na jej kończynach, mimo to wciąż próbowała, dopóki nie poczuła w nozdrzach zapachu własnej krwi spływającej z nadgarstków. Wtedy krzyknęła przerażona i zaniosła się głośnym płaczem. Jej strach mieszał się z bólem, tworząc zabójczą mieszankę, mieszankę, którą bardzo trudno było znieść, zwłaszcza kobiecie. Nie wiedziała gdzie jest, ani dlaczego, nie wiedziała jak ma się stąd wydostać. Nagle usłyszała za sobą głośny, męski śmiech, nieprzyjemnie rozdzierający panującą ciszę- zamarła i próbowała obrócić się w stronę dźwięku, ale wtedy mężczyzna zrobił kilka ciężkich kroków, stanął przed nią i patrzył z rozbawieniem. Gwałtownie wciągnęła powietrze, bez trudu go rozpoznając- to był ten łotr, ten barbarzyńca, który w biały dzień wdarł się do jej domu! Całe jej ciało objął dygot na widok tej twarzy i żądzy mordu w oczach. Mężczyzna podszedł bliżej i założył ręce na piersi.
– To nie pomoże. – Powiedział niskim, słodkim głosem, a ona się wzdrygnęła. Kucnął przy krześle, wyciągnął prawą dłoń i zaczął palcem wskazującym wodzić po jej twarzy, z tym samym, dzikim uśmiechem zadając morderczą pieszczotę.
– Jesteś tutaj, zdana całkowicie na moją łaskę...nie uciekniesz. – Po tych słowach zamachnął się i mocno uderzył ją w twarz, cios z echem rozszedł się po pomieszczeniu. Zacisnęła zęby i zaczęła szybciej oddychać, policzek mocno pulsował, ból zdawał się nie mieć końca, miała wrażenie że promieniuje na całe ciało. Głowa opadła bezwładnie, broda oparła się na klatce piersiowej, wtedy oprawca mocno złapał ją za włosy z tyłu i pociągnął w dół, zmuszając do podniesienia głowy. Drugą dłonią znowu zaczął wodzić jej po twarzy, raz po raz ocierając się kciukiem o powstałą ranę, potęgując tym samym jej cierpienie.
– To za to że przede mną uciekałaś. – Kontynuował tym samym słodkim głosem , a ona przymknęła oczy. Wtedy on ponownie się zamachnął i jej policzek objęła kolejna fala bólu- tak ostry i przeszywający, zdawało jej się nawet, że usłyszała pęknięcie ... Był jak ogień, który swe źródło miał w jej kości policzkowej, tam płomień był niemalże biały, mocny i intensywny, reszta twarzy paliła się czerwonym, nieco spokojniejszym płomieniem, zaś linię włosów i szyję raz po raz lizały lekkie języki ognia.
– A to, żebyś mnie dobrze zapamiętała. Trochę się jeszcze zabawimy. – Wciągnęła gwałtownie powietrze, nawet to spowodowało ból. Długo nie wytrzyma takich tortur...Modliła się by w końcu spłonąć. Ale nie, on nie pozwoli temu ogniowi zgasnąć, będzie go gasił a potem znów rozpalał i podsycał do granic możliwości...
_________________________________________________________
Ech, i gdzie moje postanowienie by wrzucać rozdział tygodniowo? Tak to już jest, kiedy człowiek ma napisaną całość, natychmiast chce się nią podzielić- mam nadzieję że nie macie mi tego za złe
  • awatar SallyLou: Serce mi wali jak to czytam... Ten opis wypadł tak realistycznie, że sama poczułam przerażenie Angeline. Czego te wstrętne typy od niej chcą? Wciąż mam za mało informacji by ułożyć sobie opinię na temat poszczególnych bohaterów, ale tych psycholi, którzy się włamali na pewno nie polubię. Cieszę się, że rozdziały są częściej. Czekanie na kolejne strasznie mi się dłuży :D
  • awatar Panna15: Cudna część. Czekam z niecierpliwością na kolejną część :D zapraszam do siebie :)
  • awatar Lisa Angels: Jestem zachwycona, że go wstawiłaś. NA opisy brak mi słów, jak już wcześniej wspomniałam są cudowne. Co do fabuły, cudownie to wszystko przedstawiłaś tak realistycznie. Angela całkiem nieźle sobie poradziła, gdyby nie ten drugi... ech. Bandziory jedne!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

,, … Jeśli dopiero zaczynacie karierę pisarską, może warto usunąć izolację z przewodu od telewizora, okręcić go wokół haka, a potem wetknąć do gniazdka i zobaczyć co wybuchnie i jak daleko poleci. To tylko taki pomysł. ‘’

  • awatar SallyLou: @Zakira Luna: A ja tu się głębokiego sensu doszukiwałam w każdym słowie. Humanista ze mnie wychodzi :D No cóż nie wiem czy do końca się zgadzam z jego słowami, to trochę też zależy od tego co się ogląda. Ja często na podstawie obejrzanych filmów wysnuwałam nowe wątki i tworzyłam dalszą akcję, co potem zmieniało się w opowiadania. Choć przyznam z bólem, że mało jest ambitnych rzeczy puszczanych w tv...
  • awatar Zakira Luna: @SallyLou: to trzeba rozumieć dosłownie- S.King uważa ze telewizor zabija kreatywnośc i jest jego przeciwnikiem... Zgadzam się z nim ;)
  • awatar SallyLou: O nie... zawsze jestem kiepska w metaforach i głowię się co to może znaczyć... Chodzi o odcięcie się od mediów, czy coś? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Człowiek w 60 procentach składa się z wody- woda to życie, symbol płodności, odrodzenia i oczyszczenia...dlatego warto ją pić!
Według naukowców, dzienna ilość wypijanej wody jest zależna np. od naszej wagi- 1 litr na każde 30 kg, przykładowo osoba ważąca 60 kg powinna wypijać dziennie 2 litry...bardzo ważne jest też picie jej przez cały dzień, małymi łyczkami, a nie ,,wlewanie" w siebie całej butli wieczorem, by ,,wyszło 2 litry''
A teraz czas na konkrety- co tak naprawdę daje nam picie wody?
1. Nie zawiera kalorii, a można nią oszukać żołądek- na jakiś czas daje uczucie sytości.
2. Poprawia trawienie
3. Wspomaga odchudzanie (sprawdzone!)
4. Poprawia stan naszej cery i skóry (również sprawdzone )
5. Oczyszcza organizm z toksyn
6. Poprawia wytrzymałość fizyczną
7. Reguluje temperaturę ciała
8. niweluje nieświeży oddech oraz dyskomfort spowodowany spierzchnięciem ust, suchością gardła oraz opuchnięcie języka
9. Zwalcza zmęczenie i dodaje energii
10. Redukuje cellulit

Ten wpis powstał chyba bardziej...dla mnie Nie ukrywam że mam problem z odpowiednim nawadnianiem organizmu, nie mam czegoś co nazywa się ,,naturalnym pragnieniem"- jak znowu stwierdzę że nie ma po co pić zajrzę do tego posta i może to mnie zmotywuje

  • awatar serpentard210: Lubię pić wodę, ale potrafię nic nie pić przez cały dzień, ale gdy zacznę pić to piję strasznie długo i dużo, jestem jak wielbłąd XD
  • awatar Zakira Luna: @Kowalski, opcje!: ? ;)
  • awatar Kowalski, opcje!: A co się stało z mlekiem?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
W odpowiedzi na wasze narzekania dotyczące długości rozdziału wstawiam kolejny - w sam raz na niedzielne popołudnie
_________________________________________________________
Rozdział 3
Creig wypalił jeszcze kilka papierosów, jeden po drugim i sam zaczął zbierać się do wyjścia. Zamknął piętrowe biuro stanowiące przykrywkę całej mafii- oficjalnie znajdowała się tu firma przewozowa, a Creig był asystentem prezesa. Ale wystarczyło zejść do piwnic przez strategicznie umieszczone włazy, żeby ujrzeć całą prawdę : Broń, cele i pokój przesłuchań. Wsiadł do swojego czarnego porsche, odpalił silnik i z rykiem wyjechał w ciemną noc. Po drodze stwierdził, że jest zbyt rozbudzony by od razu jechać do domu, skręcił więc w wąską uliczkę prowadzącą do całodobowej siłowni- z bagażnika wyciągnął sportową torbę, zawsze miał ją naszykowaną, niezależnie od tego czy planował tego dnia pójść na siłownię czy też nie- po prostu w końcu weszło mu to w krew. Sala ćwiczeń była praktycznie pusta, naliczył jedynie trzech facetów z czego jeden podnosił ciężary w rogu, pozostała dwójka siedziała zaś przy jakiś sprzętach, tylko je blokując, widok telefonów w ich dłoniach zniesmaczył go. Miał ochotę podejść i zapytać za ile esemesów kończą swój ,,trening'', ale stwierdził że nie będzie marnował czasu na idiotów. Najpierw postanowił trochę pobiegać, by lekko obniżyć poziom adrenaliny- wskoczył na bieżnię i zaczął szybki, mocny bieg, co kilka minut przerywany atakami kaszlu. Muszę przestać palić.- powiedział i zwolnił trochę, ale wiedział że to tylko czcze gadanie- za bardzo polubił nikotynę i jej relaksujące działanie. Godzinę później zatrzymał się i wyregulował oddech, jego skóra lśniła od potu, serce tłukło się w klatce piersiowej, sprawiając niemalże ból... Potem przerzucił się na ciężary, zrobił kilka porządnych serii, Bez telefonu- Pomyślał zgryźliwie, a kiedy już czuł w mięśniach nie tylko palenie, ale i mocny ból który lada moment rozerwałby mu mięsnie, postanowił wrócić do domu- najpierw rzecz jasna poszedł pod prysznic, nie lubił chodzić spocony, ani tym bardziej wsiadać tak do samochodu. Kiedy był już czysty i świeży, zegar ścienny wybił godzinę dwudziestą trzecią.
– Cholera, Sonia mnie zabije... – wymruczał pod nosem, kiedy wjeżdżał na podjazd ich malutkiego domku na Brooklynie. Budynek był dość stary, posiadał niewielką, drewnianą werandę i szare, ciemne ściany przybrudzone od samochodowego pyłu. Odetchnął kiedy ujrzał, że w domu nie pali się ani jedno światło. Pewny swego, głośno otworzył drzwi i w tej samej sekundzie oślepiło go jasne, żółte światło, odruchowo przysłonił oczy dłonią, jakby przed słońcem. O starą kanapę ustawioną tyłem do wejścia opierała się jego siostra Sonia- ręce miała złożone na wysokości klatki piersiowej, a brwi ściągnięte. Wyglądało to dosyć komicznie, była bowiem ubrana w różową, flanelową piżamę, a blond włosy wychodziły jej spod koka we wszystkich możliwych kierunkach. Dopiero teraz wygląda na swoje dwadzieścia lat- pomyślał, bo Sonia zawsze ubierała się dość poważnie jak na swój wiek. Rzadko widywał ją w takim wydaniu. On również zmarszczył brwi, przypominając sobie dlaczego tak jest. Dlaczego jego dwudziestoletnia siostra zachowuje się i ubiera jakby była co najmniej jego rówieśniczką.
– Gdzie byłeś? – Zapytała swoim wysokim, cienkim głosem, w którym pobrzmiewała teraz nuta oskarżenia. Creig uniósł wysoko brwi, jakby chciał powiedzieć: ,,Jestem dziesięć lat starszy od ciebie, nie muszę się tłumaczyć" – Jest prawie północ. Martwiłam się. – Dodała cicho, a on natychmiast zmiękł.
Nie wiedzieć czemu, Sonia ciągle jeszcze miała wyrzuty sumienia z powodu tego że to jej starszy brat za wszystko płaci i stale sobie to wypominała, w pewnym sensie mieszkała u niego w domu, na który oficjalnie został zaciągnięty kredyt choć wcale tak nie było...akurat pieniądze było ostatnią rzeczą, jakiej brakowało Creigowi- ale przecież nie mógł powiedzieć młodszej siostrze prawdy o mafii, wolał trzymać ją w niepewności: dla niej był tylko asystentem w firmie przewozowej...wiedział że tak jest lepiej, nawet jeżeli oznaczało to mieszkanie w starym, zniszczonym domu kiedy wiesz że byłoby cię stać na willę z basenem, jako prawa ręka jego dochody zwiększyły się o przeszło sto procent- na początku strasznie go to denerwowało, teraz już się przyzwyczaił, i nie miał najmniejszego problemu z utrzymywaniem własnej siostry- nawet jeżeli byli z różnych ojców, zawsze łączyła ich silna więź...był dumny mogąc płacić za jej studia, czuł się odpowiedzialny i chciał by była wykształcona, w pełni zasłużyła na życie jakie sobie wymarzyła.
– Ekh... – głos siostry wyrwał go z zamyślenia, zdał sobie sprawę, że wpatruje się w nią bez słowa przez dłuższą chwilę. Potrząsnął głową i podrapał się po skroni.
– Byłem w pracy... – Odpowiedział- Serwer nam padł, było z tym strasznie dużo roboty- zmyślił na poczekaniu, mając nadzieję że Sonia nie będzie drążyć temat. Odetchnął z ulgą, kiedy pokiwała głową ze zrozumieniem. To była jedna z jej zalet- wystarczyło wspomnieć jej o pracy, a więcej już nie wypytywała, sama nie pracowała, z wyjątkiem weekendów, kiedy od rana do nocy kelnerowała w jednej z pizzerii. Był temu strasznie przeciwny, ale co mógł zrobić by ją powstrzymać?
– Na pewno jesteś głodny! – ożywiła się nagle, otwierając szeroko swe duże, orzechowe oczy – Zrobiłam puree z ziemniaków i steki i sałatkę, a...
– Sonia. – Przerwał jej gwałtownie, kładą dłoń na ramieniu, a ona natychmiast zamilkła. –Kładź się spać, poradzę sobie, jestem dużym chłopcem, pamiętasz? – Uśmiechnął się do niej łobuzersko, a ona westchnęła przeciągle. Że też ciągle musi jej o tym przypominać...zupełnie jakby to ona była jego starszą siostrą.
– Znowu nic nie zjesz! – Zarzuciła mu, łapiąc się pod boki i ponownie marszcząc brwi ze wzburzenia. Ledwo powstrzymał śmiech, ale w głębi serca cieszył się, że tak o niego dba.
– Coś zjem, obiecuję – spojrzał jej w oczy – Idź spać. – W końcu go posłuchała i z miną naburmuszonego dziecka ruszyła schodami na górę, mamrocząc coś pod nosem. Ciekawe jakby zareagowała jakby powiedział że daje jej szlaban?- Zaśmiał się na tę myśl. W tym czasie podszedł do lodówki i potarł dłonią kark. No cóż, słowo się rzekło...– Otworzył i niechętnie spojrzał na usmażone kawałki mięsa. Jeszcze mniej chętnie na zmielone ziemniaki. W końcu zdecydował się na sałatkę, naszykował małą, szklaną miseczkę, nałożył sobie porcję sałaty z sosem, po czym wyciągnął się na długiej, i starej , ale bardzo miękkiej kanapie, jednocześnie zmieniając kanały w telewizji, nie natrafił jednak na nic ciekawego, więc po chwili wyłączył go i w ciszy dokończył posiłek. Specjalnie po sobie nie pozmywał, był to swego rodzaju dowód na to, że tym razem zjadł kolację. Po chwili zastanowienia udał się na górę, do swej sypialni- nie było to zbyt duże pomieszczenie, na podłodze leżały drewniane panele, ściany zostały białe, w obdrapanym oknie nie było nawet firanki czy zasłony, znajdowały się tu tylko łóżko, szafa i biurko z niedużym krzesłem wyniesionym z salonu. Brał prysznic niecałą godzinę temu, założył więc czarne bokserki i od razu położył się do łóżka. Jutro będę przesłuchiwał tę dziewczynę – Pomyślał – Zapowiada się niezła zabawa... – I odpłynął w niebyt.

Powoli uchyliła powieki i przeciągnęła się mocno, czubkami palców dotykając ramy wielkiego łóżka. Na jej usta wypłynął delikatny, kobiecy uśmiech, czuła się rześka i wypoczęta, miło było nie zrywać się z samego rana i w pośpiechu wykonywać wszystkich poranne czynności...powoli zsunęła z łóżka najpierw jedną, potem drugą nogę i po chwili wstała, ponownie się przeciągając. Na palcach, lekko stawiając kroki zeszła na dół, prosto do aneksu kuchennego- na sam widok lodówki głośno zaburczało jej w brzuchu. Zwykle nie jadała śniadań, jeżeli nie brać pod uwagę zjedzonego w pośpiechu jogurtu czy banana, gotowała coś dopiero po powrocie z pracy...o ile miała na to siłę, więc w weekend lubiła przygotowywać sobie coś specjalnego; dzisiaj zdecydowała się na tosty francuskie- wyciągnęła wszystkie potrzebne składniki: chleb tostowy, bułkę tartą, mleko, i olej i wzięła się do pracy. Na rozgrzaną patelnię położyła dwie kromki pieczywa maczanego najpierw w mleku, potem w bułce tartej, kilka sekund później po pomieszczeniu rozszedł się przyjemny, niemalże nieziemski zapach- żołądek Angeline zaczął domagać się posiłku jeszcze głośniej. Zsunęła gotowe tosty na biały, kwadratowy talerz i odwróciła się w stronę lodówki by sięgnąć po dżem, kiedy usłyszała dziwny, rozdzierający dźwięk, jakby...tłuczonego szkła? Czyżby któreś z dzieci sąsiadów znów wybiło jej jedną z szybek przy drzwiach? Tym razem zabiję tego gówniarza!- Nie żeby nie lubiła dzieci...ale myśl że miałaby pod dachem kogoś takiego jak te urwisy z sąsiedztwa nie wpływała dobrze na jej instynkt macierzyński. Wychyliła się nad marmurowym blatem, by zlokalizować źródło tych odgłosów i zamarła.
  • awatar Seiti: Intrygujące. Świetnie napisane, opisy miodzio, choć osobiście ich nienawidzę. Gościu wydaję się mieć swoje zasady jak rasowy mafiozo, a nie brutalne chłystki i kupki mięsa.
  • awatar Lisa Angels: Czytając o soni, miałam migawkę siebie, gdy ludzie twierdzą, że jestem o wiele starsza niż wyglądam XD Doskonale rozumiem Angelikę, też bym się zdenerwowała na samą myśl o takich demonach, no cóż, przynajmniej dzieciaki nie zostaną ukatrupione przez naszego demona :D Podoba mi się zabieg dodania Soni. Pokazuje to, że ten bandzior też ma swoje życie i osobę, która jest dla niego ważna. Nie masz pojęcia jak się cieszę, że dodałaś dzisiaj ten rozdział, czekam na następny :D
  • awatar Zakira Luna: @SallyLou: Takie słowa to miód na moje serce :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Stephen King #1
,, … Poza tym odkryłem, że przerywanie pracy nad czymś tylko dlatego że jest trudne ze względu na emocje czy wyobraźnię to kiepski pomysł. Czasami trzeba kontynuować, nawet jeżeli nie ma się na to ochoty. A czasami, gdy sądzisz, że siedząc przy biurku przerzucasz łajno, w istocie odwalasz kawał dobrej roboty.”
  • awatar Zakira Luna: @SallyLou: Notatnik najlepszym przyjacielem pisarza :D
  • awatar SallyLou: Zapiszę sobie w swoim notatniku :D W sumie ma to sens, czasami zapisuj się tak na odwal całkiem niezłe pomysły, które potem można rozwinąć :D
  • awatar Panna15: hm autor ma ciekawe książki ale kupić bym ich nie kupiła. Zapraszam na kolejną część :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Rozdział 2
Creig Williams ostatni raz zaciągnął się mocnym papierosem i zgasił go w srebrnej, kunsztownej popielniczce- w ciągu dnia zdołał wypalić już całą paczkę, dobrze wiedział, że to mu jedynie szkodziło, zwłaszcza ze względu na styl życia jaki prowadził, ale zbytnio się tym nie przejmował. Na coś trzeba umrzeć...– żartował sam z siebie. Zerknął na zegarek- dwudziesta pierwsza trzydzieści. Chłopaki pewnie odprowadzili już pannę stafford do domu- Prychnął zdając sobie sprawę jakiego sformułowania użył – odprowadzili...szpiegowali. Tak, to lepiej oddaje istotę sprawy, ale nie brzmi tak dobrze. – On jednak nigdy nie zwracał uwagi na konwenanse, żył jedynie wedle własnych zasad. Wyciągnął kolejnego papierosa i jeszcze raz przejrzał dostarczone akta.
Imię: Angeline
Nazwisko: Stafford
Płeć: żeńska
Orientacja seksualna: nieznana
Data urodzenia: 09.04.1990r.
Adres: West Village, Manhattan. NY
Pochodzenie: nieznane
Stan cywilny: nie stwierdzono
Numer ubezpieczenia: WB852796M
Do akt zostało dołączone również kilka zdjęć, kiedy Creig pierwszy raz je zobaczył, zdziwił się trochę- spodziewał się kogoś znacznie starszego. I mniej atrakcyjnego- tego nie był gotów przyznać nawet przed samym sobą. Zdjęcie, choć robione z ukrycia, ukazywało Angeline Stafford w całej krasie: szczuła, wysoka sylwetka- co najmniej metr siedemdziesiąt pięć, proste włosy opadające na plecy ciemną kaskadą, łagodne i regularne rysy twarzy- szczegółów takich jak kolor oczu nie był w stanie dostrzec, zdjęcie było na to zbyt słabe. Zirytował się, kiedy okazało się że nie wiadomo czy kobieta jest mężatką czy nie- ewentualny mąż lub narzeczony mógłby trochę utrudnić im to co chcieli zrobić...ale nie uczyniłby zadania niemożliwym. Jak zawsze. Odgłos otwieranych drzwi przerwał jego rozmyślania, gwałtownie zamknął akta i schował je z powrotem do szuflady ogromnego biurka. Do jego gabinetu wkroczyło trzech mężczyzn: Tony, Robby i Paul. Robby, a właściwie Robert Danreg szedł oczywiście pierwszy, najwyższy z całej trójki, ale i najbardziej nieobliczalny- Chociaż Creig nigdy by się do tego nie przyznał, czasem żądza mordu w oczach zbira przyprawiała go o gęsią skórkę; ubrany był w jakieś stare łachy, kilkutygodniowy zarost i przydługie włosy obcięte byle jak nadawały mu wygląd barbarzyńcy. W tym konkretnym przypadku szata rzeczywiście zdobi człowieka – Pomyślał Creig – wiedział że Robby zabił w swoim życiu wielu ludzi, wiedział również ile przyjemności w tym znalazł. Mimo wszystko, ktoś taki czasem okazywał się przydatny, nie miał skrupułów ani ograniczeń, można było więc rozkazać mu dosłownie wszystko, mając pewność że nic go nie powstrzyma. Jego dwaj pozostali towarzysze byli braćmi i, choć nie bliźniacy byli do siebie uderzająco podobni- zaś swą obecność w mafii traktowali jak pracę do której chodzą i z której potem wracają, obaj mieli żony i dzieci w jednej z dzielnic Queens. Creig swego czasu dziwił się im, praca na ich...stanowisku nie dawała aż tak dużych dochodów, mniej więcej tyle samo zarobiliby w uczciwej pracy...ale skoro już weszli do mafii, nie tak łatwo było z niej wyjść. Właściwie była tylko jedna droga. Karawana.
Jakiś czas temu główny boss mafii, Joseph Saragino przekazał opiekę nad tą trójką Creigowi- od tamtej pory mieli wykonywać wszystkie jego rozkazy, w ten sposób mężczyzna niespodziewanie awansował- stał się prawą ręką nieuchwytnego Josepha. Stał się prawą ręką samego bossa- ojca w tej ich pseudo rodzinie. Napawało go to dumą i strachem jednocześnie, nie bał się odpowiedzialności, ta zawsze ciążyła mu na barkach, bał się jedynie tego co będzie, kiedy któregoś dnia zechce odejść- wiedział że to nierealne, mimo to od czasu do czasu ta myśl świtała mu w głowie...
Robby usiadł przed nim na niewielkiej kanapie i zaczął bawić się swoim scyzorykiem, niby od niechcenia, bracia usiedli po obydwu jego stronach i przyglądali się Creigowi z zainteresowaniem, raczej nie sprawiali mu problemów... dopóki wszystko szło po ich myśli. Od samego początku trzymał ich krótko, tylko w ten sposób mógł utrzymać swoją małą bandę w ryzach, tym bardziej że nie zdążył jeszcze zasłużyć na ich lojalność czy szacunek.
– Załatwione? – Zapytał ich swoim grubym, niskim głosem. Bracia pokiwali ochoczo głowami, ich podbródki komicznie się przy tym podwoiły, ale kiedy jeden z nich otworzył usta by coś powiedzieć, Robby natychmiast się wtrącił.
– Nasza królewna już śpi. – Powiedział uśmiechając się złośliwie. Creig zdusił przekleństwo i wyprostował się na obrotowym, skórzanym krześle. Denerwował go niemiłosiernie, chociaż starał się zachowywać obojętny wyraz twarzy.
– Dobrze.– Specjalnie nadał swemu głosowi surowe brzmienie.– Jutro w południe ma znajdować się w pokoju przesłuchań. Tylko bez numerów.– Ostatnie zdanie skierował prosto do Robby'ego patrząc mu hardo w oczy. Uśmiech tamtego stał się jeszcze szerszy, wyglądał teraz jak Joker stojący przed swoją ofiarą. O tak.– Pomyślał Creig– On doskonale pasowałby do tej roli.
– A teraz wynocha. – Creig niemalże warknął, na co Paul i Tony od razu się podnieśli, Robby chwilę się ociągał, przyglądał mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy, po chwili pełnej niewysłowionej groźby wstał i podążył za swymi towarzyszami.
  • awatar Panna15: Świetne opowiadanie, masz talent ^^ Czekam na więcej tylko czemu takie krótkie? :( Zapraszam do siebie na opowiadanko :)
  • awatar SallyLou: Biedna Angelica chyba wplątała się w jakieś niebezpieczne sprawy... Zaciekawiłaś mnie znowu. Zastanawiam się czego ten Creig chce od niej. I jak potoczy się dalsza akcja. Wietrzę jakąś sensację... :)
  • awatar Lisa Angels: Czemu tak krótko? To chyba jedno z najlepszych stylistycznie z twoich opowiadań. Serio widać kolosalną różnicę miedzy twoimi opowiadaniami. Ciekawe co Angelika przeskrobała, że mafia ja ściga :D Nie mogę się doczekać kolejnej części.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Stephen King… niekoronowany król literatury z gatunku horroru, autor takich książek jak ,,Lśnienie” czy ,,Zielona Mila”, znany chyba każdemu… niedawno miałam okazję przeczytać coś w rodzaju ,,poradnika pisania” napisanego przez tego autora- polecam wszystkim, nie tylko pisarzom! Chociaż to poradnik… pomieszany z wątkami autobiograficznymi, zrobił na mnie ogromne wrażenie, rozbawił niemal do łez i żałowałam, że tak szybko się skończył Nie ukrywam również, że bardzo mi pomógł, jego słowa trafiały do MNIE idealnie, miałam wrażenie że są pisanie dla MNIE… zobaczyłam swoje błędy, niedociągnięcia, spojrzałam też na własne pisanie z nieco innej perspektywy… A więc jakich rad udziela pisarzom (tym początkującym i zaawansowanym) Stephen King?
Dużo czytać. Jeszcze więcej pisać. Wyłączyć telewizor. – To tylko trzy przykłady, bardziej szczegółowo jutro!
Dziesięć dni ze Stephenem Kingiem czas zacząć!

  • awatar Optymisst: Uwielbiam tego pisarza! Pod kopułą zawładnęło moim sercem. :D
  • awatar SallyLou: Hm słyszałam o poradniku pana Kinga i o dość dużym wątku autobiograficznym, ale i tak muszę upolować tę książkę :D Ubóstwiam "Miasteczko Salem" i "Wielki marsz". Jeszcze nie czytałam żadnego horroru tak doskonałego jak te, które wychodzą spod pióra mistrza gatunku. Te dziesięć dni z Stephenem Kingiem to cudny pomysł. Będę wyczekiwać niecierpliwie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
,, Na niezadane pytania odpowiedź zawsze brzmi: NIE "

 

 
Wbrew pozorom wyprowadzenie samych siebie w pole nie jest takie trudne...ale wrażenia są dosyć osobliwe
* ZJAWISKO PURKINJE- W słoneczny dzień zamknij oczy, zwróć twarz w kierunku słońca i powoli przesuwaj ręką przed oczami (oczywiście zamkniętymi) Po jakimś czasie pojawią się różnokolorowe kręgi zmieniające kolor i kształt- ot takie LSD dla ubogich
* ZMNIEJSZANIE BÓLU- Ten eksperyment to kolejny dowód na to że ból jest czasem wrażeniem czysto subiektywnym, wszystko co musisz zrobić by się o tym przekonać to..obejrzeć skaleczony/stłuczony palec odwrotną stroną lornetki. To naprawdę działa!
* ILUZJA PINOKIO- Potrzebne są dwa krzesła i dwie osoby, człowiek z zawiązanymi oczami siada z tyłu, druga osoba zajmuje krzesło z przodu. Osoba z zawiązanymi oczami kładzie dłoń na nosie osoby siedzącej z przodu. W ciągu niecałej minuty pojawi się wrażenie posiadania...całkiem sporego nosa
* METODA GANZFELD- Włączamy radio i nie ustawiamy żadnej konkretnej stacji (same szumy) Kładziemy się na plecach, i zakrywany czymś oczy- zaraz pojawią się halucynacje, zdarzają się przypadki ludzi którzy rozmawiają ze zmarłymi albo widzą dajmy na to pegazy Jak to działa? Jeżeli Twój mózg nie dostaje żadnych sensownych bodźców, tworzy je sobie sam- nie zawsze sensowne.
* GUMOWA RĘKA- Potrzebna jest gumowa ręka (Zrobiona np. z gumowej rękawiczki) którą kładziemy na stole w miejscu w którym mogłaby się znaleźć nasza dłoń- tę prawdziwą chowamy np. pod stół. Prosimy partnera by przez jakiś czas głaskał jednocześnie prawdziwą i gumową dłoń. Później prosimy kogoś innego by wziął młotek i..uderzył nim w gumową rękę! To niewiarygodne ale- poczujemy ból

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nic bardziej mylnego! Korzystanie z sauny często utożsamiane jest ze sposobem na pozbycie się tkanki tłuszczowej. Jednak tak nie jest. Większość ludzi żyje w przeświadczeniu, że skoro leci z nich pot to od razu spala się tkanka tłuszczowa. Sauna zdecydowanie nie wpływa na spalanie tkanki tłuszczowej.
Podczas jednej wizyty nasz organizm traci 400-800 ml, więc ewentualny spadek wagi, który został odnotowany po takiej wizycie to tylko i wyłącznie utrata wody. W momencie uzupełnienia płynów, waga wraca do normy. Nie mniej jednak wizyta w saunie wspomaga efekty odchudzania, dzięki temu, że pomaga usuwać toksyny z organizmu oraz poprawia jego wydolność. Dodatkowo jest to dobry sposób na regenerację organizmu, jednak bez odpowiedniej diety i ćwiczeń samo chodzenie do sauny nie spowoduje utraty zbędnych kilogramów.
  • awatar Panna15: Sauna wypaca.; Wypacamy wodę z organizmu ale nie tłuszcz bo to są dwie różne... substancje :) Ale ciekawy artykuł. Zapraszam do siebie :)
  • awatar Seiti: Myślałam, że to logiczne, że się wypaca wodę a nie tłuszcz...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Hej, wszystko OK?
- OMG, widziałaś co Kaśka ma na głowie? LOL
- YOLO Daj spokój...XD
- WTF?
________________________________________________________
W ostatniej odsłonie naszej skrótowej analizy, skupimy się na tzw. ,,Internetowym slangu"- obfituje on w taką ilość uproszczeń, że grzechem byłoby je ominąć
*LOL- Laughting of laugh, po polsku śmiać się w głos
*WTF-What the fuck, czyli co do k...ekhm, nie będę używać niecenzuralnych słów
*OMG- Oh my God, oznacza ,,O mój Boże..."
*BTW- By the way, przy okazji
*YOLO- moje ulubione: you only live once, czyli o prostu,,raz się żyje"
*IMO i IMHO-In my opinion, czyli moim zdaniem oraz in my humble opinion, czyli moim skromnym zdaniem.

A jak to jest z Wami? Znacie? Używacie?
  • awatar Panna15: Ostatnio nawet sorka używa skrótów typu OK? BTW :D Zapraszam do siebie :*
  • awatar Gavot i spółka: Czasem używam i na szczęście wiem co znaczą. ;)
  • awatar Seiti: Ja chyba zardzewiałam znam z tego może dwa, góra trzy. Dokąd ten świat zmierza...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Trening na dobry początek dnia!
By kwestia tłumaczenia nie stała się dla niektórych wymówką, dodaję polskie zamienniki


1.kucnięcie, wymach nóg do tyłu, wyskok w górę = 10 powtórzeń
2. Klasyczne pompki- kobiety mogą robić damskie.= 15 powtórzeń
3. wspinaczka= 20 powtórzeń
4.Rowerek ze skrętem= 30 powtórzeń
5. Deska- pamiętaj o technice!!!= 45 sekund
POCZĄTKUJĄCY- CAŁOŚĆ RAZY 3
ŚREDNIOZAAWANSOWANI- CAŁOŚĆ 4-5 RAZY
ZAAWANSOWANI- CAŁOŚĆ 6 RAZY
POWODZENIA!
P.S. Jeżeli już po 1 serii czujesz że więcej nie dasz rady- nie szkodzi, nie forsuj ciała, zacznij od jednej, potem rób dwie...a zanim się obejrzysz nie będziesz mieć problemu z całą trójką
  • awatar Seiti: Deska moja ulubiona. :D MArcin nienawidzi rowerka ze skrętem, a ja go nie mogę chlip chlip
  • awatar riveer_sidee: Super podejście :) Może przetłumaczyłaś ale wymówki zawsze się znajdą. Pozdrawiam!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dyskretnie zerknęła na okrągły, wiszący zegar- dziewiętnasta pięćdziesiąt pięć. Westchnęła cicho, lewą dłonią przecierając zmęczone oczy, prawą zaś wystukując niespokojny rytm na brzegu jasnego biurka, obrotowe krzesło raz za razem wydawało z siebie ciche protesty. Czemu ja to robię? – To pytanie przeszyło Angeline tego dnia po raz co najmniej milionowy, praca po dwanaście godzin dziennie, pięć dni w tygodniu zupełnie jej nie służyła, podobnie jak życie od weekendu do weekendu. Jedynym promykiem słońca była myśl, że ten weekend zaczyna się za jakieś trzy minuty...Jednym okiem łypnęła na swoją kierowniczkę, znęcającą się właśnie nad ich nowym stażystą.
Hanna Morrison była elegancką kobietą koło czterdziestki, której głównym życiowym celem było wykorzystanie swoich podwładnych do granic możliwości...pracoholizm to w tej sytuacji jawne niedopowiedzenie. W takich warunkach, nawet jeżeli bardzo kocha się swoją pracę, pod koniec dnia marzy się jedynie o gorącej kąpieli, ze spokojną muzyką w tle. Koniecznie w ojczystym języku. Nagle głośny dźwięk wyrwał ją z zamyślenia, a na biurku ni stąd ni zowąd pojawiła się gruba, czarna teczka. Srebrne, kunsztownie wykonane logo firmy lśniło na ciemnej skórze, jakby chciało zwrócić na siebie uwagę.
– Do zrobienia na poniedziałek – Szefowa stała nad nią niczym kat, z tymi swoimi czerwonymi, wąskimi ustami, które teraz, zaciśnięte w ciasną kreskę wydawały się jeszcze mniejsze, i idealnie wyregulowanymi brwiami, ubarwionymi czarną kredką. Angeline jęknęła w duchu, jeszcze raz zerkając na folder, ale nie ośmieliła się głośno zaprotestować, kiwnęła więc tylko głową, czując w tej chwili pogardę do samej siebie – Czemu ja to robię? – znowu przyszło jej do głowy i z trudem powstrzymała ziewnięcie. Tymczasem szefowa spojrzała na swój drogi, złoty zegarek, po czym wyprostowała się dumnie jednocześnie rzucając dziewczynie wrogie spojrzenie.
– Możesz już iść. – Niemalże splunęła, na co Angeline ponownie skinęła głową i powoli wstała, nie mając nawet siły cieszyć się nadchodzącym wolnym- wykrzesanie z siebie jakichkolwiek emocji w tej chwili graniczyło z cudem. Górowała wzrostem nad swoją rozmówczynią co najmniej o głowę, tamtej wyraźnie się to nie podobało- najpierw obrzuciła spojrzeniem pełnym pogardy jej strój: Prosty, ciemny golf i dopasowane jeansy, Hanna nie mogła przecież zobaczyć eleganckich, wysokich butów, na które Angeline z takim trudem odkładała przez prawie pół roku. Odwróciła się więc i odeszła, dumnie odrzucając do tyłu swoje długie, czarne włosy, w których pojawiły się już pierwsze siwe kosmyki. Angeline próbowała wsunąć do torby teczkę z dokumentami, ale okazała się ona zbyt duża do jej skromnego, wytartego bagażu.. Z westchnieniem odłożyła ją więc z powrotem na biurko i sięgnęła po lekki, beżowy płaszcz wiszący na oparciu krzesła. Zapinając pasek poruszyła głową w lewo i w prawo, chcąc trochę rozluźnić napięte mięśnie karku. Nie pomogło, poddała się więc, przewiesiła torbę przez lewe ramię, pod drugie zaś wsunęła czarny, skórzany folder i równo pięć po ósmej opuściła nowojorskie centrum tłumaczeń.
Kiedy chłodne powietrze uderzyło ją w twarz, pochyliła głowę, jakby chciała całkiem schować ją pod połami płaszcza i powolnym krokiem ruszyła na przystanek autobusowy- nie było jej stać nawet na kurs prawa jazdy, tym bardziej na samochód, nawet najtańszy. Obcasy rytmicznie postukiwały o krzywy chodnik, z jej ust wydobywały się jasne obłoki pary, jak na koniec października było naprawdę zimno...Czemu ja to robię? – Nie przestawała powtarzać tego pytania, stało się dla niej czymś w rodzaju mantry, czyżby była masochistką? Skórzana teczka wypełniona dokumentami ciążyła niemiłosiernie, ale nie to niepokoiło ją tego wieczoru: od kiedy wyszła towarzyszyło jej dziwne uczucie, że jest obserwowana, owo wrażenie nie opuściło jej nawet kiedy już stanęła na przystanku, wśród ludzi- ławka była pełna, nikt nie wydawał się chętny ustąpić jej miejsca, poprawiła więc torbę, oparła się o zewnętrzną ścianę wiaty i czekała, oglądając się raz po raz za siebie. Fakt że nikogo nie dostrzegała wcale nie dodawał jej otuchy. Dwadzieścia minut później autobus pojawił się, był zupełnie pusty i dziewczyna wchodząc natychmiast zajęła pierwsze wolne miejsce tuż za kierowcą, na siedzeniu obok kładąc wszystkie swoje manatki- nie lubiła towarzystwa obcych ludzi w swojej codziennej podróży, oddzielając się od nich w ten sposób nie musiała wikłać się w żadne dziwne sytuacje ani tłumaczenia, nawet jeżeli niektórzy mieli ją za gbura. Kiedy stara maszyna z głośnym protestem ruszyła z miejsca, dziewczyna oparła głowę o miękki zagłówek i przymknęła ciężkie powieki, niemalże czując pod nimi piasek...Czemu ja to robię?
– Proszę pani? – Poczuła czyjąś ciepłą, szorstką dłoń na swojej i natychmiast się rozbudziła. Czyżbym usnęła? – Przemknęło jej przez myśl, zamrugała kilka razy i spojrzała w twarz starszemu, łysemu kierowcy. Chociaż jego skóra pokryta była siecią zmarszczek, a gdzieniegdzie dostrzegła również ciemne plamy wątrobowe, to oczy miał pełne dobroci, patrząc w nie człowiek nie dostrzegał już żadnych uchybień w urodzie.
– Musi pani tutaj wysiąść, to ostatni przystanek. – Powiedział cicho, lekko przepraszającym tonem i zabrał dłoń, jego obrączka lekko brzęknęła, kiedy zetknęła się z pozłacaną bransoletką dziewczyny. Angeline natychmiast wstała i uśmiechnęła się delikatnie. Zaskoczył ją trochę fakt, że mężczyzna, choć nieco przygarbiony był jej równy wzrostem- w tych butach mierzyła prawie sto osiemdziesiąt pięć centymetrów, więc to rzadko się zdarzało.
Co za szczęście że wysiadam na ostatnim przystanku – pomyślała. Co prawda, czasem wysiadała wcześniej, by trochę odetchnąć, złapać przed snem trochę świeżego powietrza, zwłaszcza wiosną...ale w tej chwili zupełnie nie miała na to ochoty.
– Oczywiście, przepraszam.– I wyszła, odprowadzana wzrokiem przez uprzejmego kierowcę, o mały włos nie przewracając się przy wychodzeniu. Wciąż miała wrażenie, że nie tylko on ją dziś obserwuje. W miarę szybko pokonała dystans dzielący ją od domu, napędzana dziwnym lękiem, którego pozbyła się dopiero szczelnie zamknąwszy drzwi od środka. Odwróciła się i omiotła wzrokiem swój własny, przestronny dom. I w tym momencie pojawiła się odpowiedź na pytanie, które dręczyło ją cały dzisiejszy dzień. Już wiedziała dlaczego pracuje po dwanaście godzin dziennie, już wiedziała dlaczego dorabia na prywatnych tłumaczeniach, już wiedziała czemu to wszystko robi. Bo ma pół miliona dolarów kredytu do spłacenia- jako tłumacz przysięgły, osoba zaufania publicznego nie miała problemu by dostać tak dużą sumę w tak młodym wieku, nie mając przy tym żadnej rodziny. Problem miała jedynie z regularnym spłacaniem. Ale nie żałowała. Całe pieniądze przeznaczyła na ten dom, nie szczędziła luksusów ani udogodnień- po osiemnastu latach spędzonych w ciasnym pokoju z dziewięcioma innymi dziewczętami, gdzie jedynym w miarę osobistym kątem było łóżko, z którego dodatkowo wystawały jej nogi, pragnęła luksusu, potrzebowała go niczym powietrza. Była z natury samotniczką, nie przeszkadzało jej więc zupełnie że spędza samotne poranki i wieczory...chociaż dziś wolałaby mieć towarzystwo.
Zdjęła płaszcz, buty i ruszyła do salonu: był duży i przestronny, podłogi zostały wyłożone ciemnym, prawie czarnym drewnem, ściany zaś zostawiła białe. Na środku pomieszczenia pyszniły się duży, czerwony dywan i biała kanapa w kształcie litery L. Niemal całą północną ścianę stanowiło ogromne okno- w tym wypadku cieszyła się ze swych długich nóg, w innym razie musiałaby stale biegać z krzesłem, by je umyć czy choćby otworzyć. Po lewej stronie od kanapy znajdował się ciemny stół, przeznaczony dla sześciu osób, jakby codziennie przyjmowała gości, zaś po prawej nowoczesny aneks kuchenny, oddzielony od reszty przestrzeni marmurowym barkiem. Bardzo nowoczesne, minimalistyczne wnętrze-jedyne co oddzielało je od innych nowoczesnych, minimalistycznych pomieszczeń w innych domach w West Village na Manhattanie stanowił fakt, że nie było w nim telewizora- uważała, że on jedynie ogłupia, pozbawia jakiejkolwiek kreatywności czy wyobraźni. Zresztą, kiedy miałaby go niby oglądać? W miejscu w którym kuchnia kończyła się, były drewniane schody prowadzące na piętro. Zerknęła w stronę lodówki, ale szybko stwierdziła, że wcale nie jest głodna- chciała jedynie zanurzyć się w miękkiej pościeli i pogrążyć w długim, regenerującym śnie. Torbę postanowiła zostawić na dole, więc jedyną rzeczą jaką zabrała ze sobą na górę była czarna teczka- nie chciała, by przypadkiem się gdzieś zapodziała. Na piętrze znajdowały się tylko cztery pomieszczenia, nie licząc balkonu: sypialnia, połączona z nią garderoba, pralnia i narożna łazienka. Położyła dokumenty na niewielkiej szafce przy schodach, wzięła szybki prysznic, ubrała się w czarną nocną koszulę sięgającą jej przed kolana, dopasowane kolorystycznie koronkowe bokserki, i ruszyła do sypialni. Wyglądam jakby w łóżku czekał na mnie jakiś mężczyzna...– zwykła żartować, ale prawda była taka, że po prostu lubiła...stroić się do snu. Nie żeby miała coś przeciwko, gdyby od czasu do czasu docenił to jakiś osobnik płci przeciwnej... Weszła do sypialni. Był to dla niej szczególny pokój, stanowił azyl, miejsce gdzie zawsze odzyskiwała spokój i regenerowała siły. Chociaż mieszkała sama, wykosztowała się na ogromne, niemal małżeńskie łoże z grubym, miękkim niczym puch materacem, pościel w tym miesiącu była fioletowa- pasowała do ciemnoliliowego koloru ścian i jasnej jak piasek podłogi. Oprócz łóżka jedynym meblem w sypialni było duże, stojące lustro, rodem z bajek Disneya- było na tyle wysokie, że spokojnie mogła przejrzeć się w nim cała, niezależnie od tego jak wysokie obcasy założyła. Lubiła spokojną atmosferę tego miejsca, czasami medytowała, i zawsze robiła to w tym konkretnym pokoju. Nie mogła inaczej...- ale w tej chwili nie była w stanie tego docenić, chciała jedynie w końcu położyć się spać- tak też zrobiła, tuż przed zaśnięciem uświadomiła sobie że nie wyłączyła budzika w telefonie- ale telefon został razem z torebką na dole, nie było więc ryzyka, że ją obudzi. Westchnęła z zadowoleniem i zatopiła się w miękkiej, pachnącej pościeli- natychmiast usnęła, pogrążając się w błogiej krainie snów, zapominając o dręczących ją troskach i poczuciu niebezpieczeństwa.
  • awatar .Eff.: Cudowny opis cudownego mieszkania <3 Sama chciałabym mieć taki zakątek ;) Ale...skąd to uczucie niepokoju? Biegnę do kolejnego rozdziału :D
  • awatar Zakira Luna: @Seiti: Wszystko będzie później szerzej wyjaśnione ;)
  • awatar Seiti: Potrafię zrozumieć małżeńskie łoże, bo sama sobie takie kupiłam przy zmianie wystroju kilka lat temu, ale ciężko mi pojąć zakup wielkiego domu tylko dla siebie.Dla mnie byłoby to przytłaczające i zaraz miałabym jakieś schizy. Kto mnie to ten syndrom wypominał w CC? ;) Przyznać się. Zapowiada się ciekawie, jakby to była książka sięgnęłabym po nią.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Rozdział 7
– Jakim prawem? – Zapytałem przez zaciśnięte zęby, ale ona nic nie zrozumiała i tym samym jeszcze bardziej mnie nakręciła.
–No cóż, taką masz fizjologię, niestety…–
– Kto dał wam prawo, by przywracać mnie do życia?! – Przerywam temu czemuś i zaczynam głośno krzyczeć.
– Uspokój się… – Mówi stanowczo, ale dla mnie jest już na to za późno.
– A wal się ty wstrętna kreaturą! – Uwalniam cały swój gniew – Pewnie nawet nie wiesz co to znaczy! Uważacie siebie za ludzi?! Nie macie o nich pojęcia, po cholerę mnie budziliście?
– To dla ciebie wielka szansa… – Co ona pieprzy, jaka szansa?! Tego nie mogę już znieść, w sekundę dopadam potwora numer 1998 i z całej siły zaciskam dłonie na jej szyi, jednocześnie przygniatając całym swoim ciałem. Zabiję to coś! Zabiję!
– Wiesz gdzie sobie wsadź tę szansę? – Zęby wciąż mam zaciśnięte, postać pode mną szamocze się, ale wyraźnie widać, że ciężko jej oddychać- nic dziwnego, przez te ich dziwne nosy! Jestem jak oszalały z gniewu, słyszę za sobą jakieś dźwięki, ale jestem tak pochłonięty swoją ofiarą, że zupełnie nie zwracam na nie uwagi.
Nagle coś odciąga mnie od celu i mocno przytrzymuje w miejscu. Rzucam się i wyrywam, ale wszystko na marne- białe macki trzymają mocno. 1998 głośno łapie oddech i patrzy na mnie przerażona.
– Dlaczego… – Mówi cicho, kiedy dwoje ,,ludzi” wyprowadza mnie z mieszkania, mój były współlokator kroczy za nami, zwieszając swą ogromną głowę. Prowadzą mnie przez białe korytarze, w pewnym momencie przechodzimy przez jakąś ścianę i znajdujemy się w dużym, prostokątnym pomieszczeniu. Gdzieś już to widziałem…a tak, na filmie- to tu ich tworzą, poznaję kapsuły i szpikulce… Do pomieszczenia wchodzi jeszcze jedna postać, staje naprzeciwko mnie i uśmiecha się z triumfem.
– Mówiłem że trzeba było od razu go uśpić… – A więc to ten doktorek.
– Wal się. – Odpowiadam beznamiętnie, on zaś marszczy brwi- teraz to ja się uśmiecham, bawi mnie kiedy ten pseudo-mózgowiec nic nie rozumie…
– Niniejszym stwierdzam że stworzony osobnik nie przystosuje się do życia w Nowym Świecie, skazuję go na śmierć. – Powinienem się przejąć? Czy to dziwne, że na myśl o ponownej śmierci nie czuję strachu tylko…ulgę? Jeszcze chwila i faktycznie będę mógł to wszystko potraktować jak sen… Marszczę brwi spoglądając na 1998- po jej…jego…twarzy coś spływa…łza? Tak, nie mogę się mylić- czarna ciecz wypływa wprost z oka. Nie sądziłem że te istoty mogą mnie czymś zaskoczyć… A może jej coś uszkodziłem?
Doktor odwraca się i zaczyna szykować jakąś strzykawkę… chcą mnie uśpić. Jak psa. W tej chwili walczę sam ze sobą…nie mogę się na to zgodzić- chcę zginąć jak człowiek, na moich warunkach- trzymające mnie ręce są tak zaaferowane i pewne swego, że jakimś cudem udaje mi się z nich wyplątać- to jeden, szybki ruch. Biegnę do przeciwległej ściany, znajdują się tam kapsuły- dwaj…ochroniarze oczywiście ruszają za mną- z mieszaniną szoku i wdzięczności, widzę jak 1998 podstawia im swoją długą nogę i obaj lądują na ziemi. Mam kilka sekund- więcej nie potrzebuję. Sięgam po długi, metalowy szpikulec i mocno ściskam go w dłoni, patrząc wprost na moją wybawicielkę.
– Dziękuję. – I Zatapiam metalowe ostrze we własnym sercu, przez kilka sekund czuję ból wywołany przerywaniem tkanek, czuję oplatając mnie ręce…zamykam oczy i odchodzę, wydając ciche westchnienie triumfu. Wracam do domu.
---------------------------------------------------------
Ach, to by było na tyle, jeżeli chodzi o to króciutkie opowiadanie...chociaż nie cierpię książek typu science-fiction, do pisania w tym gatunku na pewno kiedyś jeszcze powrócę
  • awatar SallyLou: No nie te białe ludki przegięły. Mogły dać mu chociaż trochę czasu, by porządnie się zaaklimatyzował, a nie już wyskakują z wyrokiem śmierci. Brawa dla 1998, jako jedyna wykazała się prawdziwymi ludzkimi emocjami. Swoją drogą szkoda mi tego biedaka, choć wybrał sobie lepszą śmierć.
  • awatar Zakira Luna: @Lisa Angels: tak, zabił się ;) długośc nawiązuje do prologu, który tez był bardzo krotki- wszystko się zamyka... Niestrtw musialam połączyć dwa w jeden i tym sposobem wyszło o jeden mniej ;)
  • awatar Lisa Angels: "Jakim prawem?!" Oczekuję na odpowiedzi na moje pytania
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Wrzesień dobiegł dziś końca, z tej okazji mam dla Was mały konkurs dotyczący tego oto obrazka:

A teraz uwaga- konkurs polega na wymyśleniu jak najciekawszego, najbardziej trafnego komentarza (Oczywiście do obrazka), zwycięzca zostanie nagrodzony
  • awatar Lisa Angels: Zmieniam swój komentarz: "Po co toczyć krwawe wojny by zapanować nad światem? Wystarczy dać ludziom facebooka!"
  • awatar Gavot i spółka: Ludzie którzy zapatrzeni w siebie, w swoje interesy i w technologia po prostu zachowują się tak jakby byli żywymi zombie i nie zwracają uwagi na innych którzy znajdują sie wokół nich...
  • awatar SheIsDragonRider: The apple invasion is close...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
...moim zdaniem taki warkocz wygląda dużo lepiej od swojej podstawowej wersji