• Wpisów:380
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 09:42
  • Licznik odwiedzin:28 246 / 1631 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
,,początek końca"
Kiedy znalazłam się na dziedzińcu, szczerze mówiąc byłam przyjemnie zaskoczona. Nie tak taj, kiedy szłam do liceum i słyszałam teksty w stylu : ,,o nowa" ,,skąd się wzięła" itp.itd. Pełen luzik. Stało tam może z 10 osób wszyscy albo pogrążani w rozmowie, albo czytający książki w samotności. Ruszyłam do budynku. Dokąd ja właściwie idę? A tak, śniadanie. Ruszyłam w stronę stołówki i kiedy tylko przekroczyłam próg, natychmiast pożałowałam, że w ogóle tu przyszłam. Nic dziwnego, że dziedziniec był prawie pusty, skoro wszyscy przyszli tutaj! Na mój widok wszelkie rozmowy ucichły, a spojrzenia niemal przewiercały mnie na wylot. Z westchnięciem podeszłam do okienka stołówki, za którym stała starsza, pulchna kobieta, odziana w biały fartuch i czepek.
- Witaj. Miło Cię poznać, nazywam się pani Reese,na co masz ochotę?- zapytała ciepłym, matczynym głosem jednocześnie wycierając ręce w w szmatkę.
- jakieś owoce, wodę...cokolwiek- bąknęłam lekko zawstydzona, na co kobieta uśmiechnęła się szeroko.
- Jeśli chodzi o śniadanie to popieram płatki z mlekiem. Może być?
Pokiwałam tylko głową, a ona natychmiast wsypała płatki do porcelanowej miseczki, po czym zalała je dymiącym mlekiem i postawiła na mojej tacy.
- Proszę bardzo.- Powiedziała podsuwając mi jedzenie.
- Smacznego- dorzuciła, a ja uśmiechnęłam się delikatnie, wzięłam plastikową tackę rodem z McDonalds'a i ruszyłam w stronę jedynego wolnego stolika jaki zauważyła, po czym natychmiast zabrałam się do jedzenia.
Kiedy posiłek dobiegł końca, chciałam wstać jak najciszej, ale na moje nieszczęście krzesło pisnęło na całą salę. Pięknie. To zdecydowanie nie jest mój dzień. Czerwieniąc się jak piwonia oddałam pani Reese tacę a ona zagadnęła mnie:
- No i jak smakowało?- zapytała, a ja energicznie pokiwałam głową. W pewnej chwili zauważyłam, że kobieta nie patrzy już na mnie, tylko na coś poza mną. Już się nie uśmiechała. Odwróciłam się. W drzwiach stał na oko 50 letni mężczyzna, łysy i niezbyt zadbany, który sądząc po stroju musiał być woźnym, lub kimś w tym rodzaju. Popatrzył na zebranych i powiedział:
- Wiktoria Whirst do dyrektora. Migiem- i wyszedł
Teraz już nawet kucharka patrzyła na mnie jak na kretynkę.Wygięłam usta w czymś na kształt uśmiechu i nie chcąc zostawać tu ani minuty dłużej pędem rzuciłam się w stronę holu.
Nagle poczułam, że zderzam się z czymś twardym, a po chwili czyjaś dłoń łapie mnie za lewy nadgarstek chroniąc od upadku.
- Przepraszam, nie chciałam...- dukam, po czym prostuję się i podnoszę wzrok na mojego wybawcę. No dajcie spokój- mówię sobie w myślach, a na moje usta wykwita uśmiech. To nie kto inny, jak pan Tajemniczy Strzelec z lasu.
- W porządku? Nic ci się nie stało?- pyta głębokim głosem i tym samym wyrywa mnie z zamyślenia. W jego głosie nie pobrzmiewają żadne emocje. Nic.Jakby mówił wyuczoną formułkę. Patrzy na mnie, ale wydaje się, że myślami jest daleko stąd. Uśmiech znika z mojej twarzy.
- Nie, jestem cała dziękuje- puszcza moją rękę i dodaje lodowato:
- Następnym razem uważaj jak chodzisz- bez słowa odchodzi ode mnie i idzie po śniadanie, a ja mam łzy w oczach, więc szybko wychodzę i zatrzymuję się dopiero w korytarzu. Jest mi tak przykro. Czym zasłużyłam sobie na ten cynizm i chłód? Chociaż z drugiej strony, może miał zły dzień? Chciałam po prostu, żeby w tym nowym miejscu mnie akceptowano. Ciężko mi to sobie poukładać.
Weź się w garść- powtarzam sobie, biorę głęboki wdech i z tą myślą ruszam dalej. Gdzie właściwie jest pokój dyrektora? Rozejrzałam się. Tu były tylko sypialnie, kuchnia i sala sportowa, więc to musiało być gdzieś na piętrze. Nie myliłam się. Kiedy weszłam na górę, zobaczyłam tabliczkę korytarz administracyjny,
to musi być gdzieś tu. I nie myliłam się, tyle,że gabinet był na samy końcu korytarza, a po drodze mijałam sekretariat, gabinet medyczny i bibliotekę. Kiedy stanęłam pod drzwiami zastanowiłam się. Powinnam zapukać? Chyba tak...Zrobiłam to, a kiedy nic nie usłyszałam, po prostu weszłam. Za dużym mahoniowym biurkiem siedział Torgal i rozmawiał przez telefon ubrany w czarną marynarkę i błękitną koszulę bez krawata. Na tabliczce widniało nazwisko: T.Stoller. Podeszłam bliżej, a wtedy on podniósł na mnie wzrok, zmarszczył brwi, i nie spuszczając ze mnie wzroku mówił do swojego rozmówcy:
- Od dzwonie...tak..Aha..W porządku. W takim razie do zobaczenia.- po czym odkłada słuchawkę i dalej mi się przygląda.
-Usiądź sobie- mówi, więc tak też robię. Cholera patrzy na mnie w taki sposób że czuje się tak jak wtedy, w podstawówce, kiedy niechcący stłukłam szybę i wylądowałam u dyry. O co mu chodzi?
- Możesz mi z łaski swoje powiedzieć, co robiłaś o 6 rano w lesie?- pyta tonem mrożącym krew w żyąłch.
- spacerowałam- odpowiadam trochę głupkowato, bo widzę, że wkurza się jeszcze bardziej- To chyba nie jest zabronione,a nawet jeśli, to skąd niby miałam wiedzieć?- pytam. odruchowo przyjmując pozycję obronną.
-Czy ty w ogóle masz pojęcie, w co grasz? Nie zdajesz sobie sprawy, że mogli cię...- Nagle urywa, jak kłamca, który uświadamia sobie, że poplątał się w zeznaniach.
-Kto? I co mogli mi zrobić?- zaczynam panikować, Ale...może chodzi o łuczników? Chłopaków, którzy ćwiczą i faktycznie dzisiaj o mały włos nie zostałam trafiona, postanowiłam mu jednak o tym nie mówić, żeby nie pogarszać swojej sytuacji. Nie odpowiada mi, więc nasuwa mi się kolejne pytanie.
- Skąd wiesz, że byłam w lesie?!- Od razu przychodzi mi do głowy, kto mnie wydał i jestem ( na nich obu) jeszcze bardziej zła.
- To nie jest w tej chwili ważnie. Nie wracajmy już do tego, zresztą, nie dlatego Cię wezwałem- wyraźnie ucieka od tematu, a ja tymczasowo się na to godzę, ale w przyszłości nie zamierzam odpuścić.
- Co to za sprawa?- Pytam oschle, lecz kiedy dowiaduję się o co chodzi, od razu mięknę i jest mi wszytsko jedno.
- Musisz pożegnać się z rodzicami.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Film, który pomimo, że oglądany w niezbyt sprzyjających warunkach zrobił na mnie ogromne wrażenie...
Podobne uczucia wzbudzały we mnie jedynie takie filmy jak ,,Katyń'' czy ,,Kamienie na Szaniec" Nie jest to lekka bajka na dobranoc...ale naprawdę warto zobaczyć.
Możliwość obejrzenia filmu w całości tutaj:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zostałam nominowana do pewnej zabawy- dzięki Lisa http://livli5.pinger.pl
Zasady:
1.Wstawiaj zdjęcia zgodnie z poleceniami.
2.Dobrze się przy tym bawisz.
3.Nominujesz 4 osoby.
4.Poinformuj osoby,które chcesz nominować.
Wstaw:
1.Zdjęcie które cię rozśmieszyło


2.Zdjęcie które cię zasmuciło


3.Zdjęcie twojej ulubionej gwiazdy


4. Zdjęcie z twojego ulubionego programu/serialu/filmu/anime


5.Cytat


6.Zdjęcie twojego ulubionego zwierzęcia





7. Ulubione zdjęcie z Twojego bloga


8.zdjęcie fajnych butów- mogą być twoje


9.Zdjęcie niesamowitego miejsca


10.Zdjęcie, które cię opisuje


11.Dowolne zdjęcie


Nominuję:
http://problematyczny.pinger.pl/
http://abc.atlant.pinger.pl/
http://seiti1008.pinger.pl/
http://takatamblogerka.pinger.pl/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

problematyczny
 
zakiraluna
 
Dziękuje, jesteś wielka Kilka razy już zmieniałem bloga i rezygnowałem z niego. Zawsze najbardziej obawiałem się o to, że będę pisał sam do siebie. Ale jeżeli mam choć jednego stałego czytelnika to dam z siebie wszystko
 

 


Zgadzacie się z tym? Ludzie którzy zawsze są o czasie, ich bluzki zawsze są wyprasowane ich twarze, nigdy nie okazują zbyt wielu uczuć; kobiety z idealnie białymi zębami, pięknym, chłodnym uśmiechem i wypielęgnowanymi dłońmi...
Czy o tym marzymy? Mieć idealną pracę, idealnego męża/żonę, potem idealne dzieci...idealne życie.?
Perfekcjoniści nie mogą być naprawdę szczęśliwi, bo w każdej, nawet najlepszej sytuacji znajdą coś , co mogliby poprawić.
Pozwólmy sobie na błędy, nie starajmy się być idealni- bo jeżeli nasze życie będzie składać się tylko z tych idelnych momentów, nie będziemy umieli ich docenić...
ZL
  • awatar Invisible Wall: Nie jestem 100% perfekcjonistką, ale są strefy życia, w których potrafię robić coś po kilka razy, do skutku, by było doskonałe. Np. kiedy mam powierzone jakieś zadanie. Jeśli chodzi o partnera... Jeszcze się nie spotkałam z ideałem, bo nikt taki nie jest; osobiście dopasowuję rzeczywistość do swoich marzeń, gdy chodzi o związek. Z każdej wady robię zaletę. Nazwijmy to swego rodzaju "akceptacją". Od siebie wymagam zbyt wiele, chyba każdy mi to choć raz powiedział. Czy to w szkole, czy w związku czy w relacjach międzyludzkich, w rodzinie, wygląd... Zawsze zbyt wiele. Dla mnie jest to dużym obciążeniem, to dążenie do perfekcji..
  • awatar ▼Δ Princess Δ▼: Zgadzam się :)
  • awatar Zakira Luna: @Lisa Angels: No skąd?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Chyba pierwszy raz popłakałam się oglądając reklamę...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
I tego się trzymajmy

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
,Komu w drogę, temu czas"
Było ich trzech. Tak jak mówił Torgal, nie dało się ich nie rozpoznać ( i to nie ze względu na ogromny wzrost)
- Siema- rzucił stojący w środku chłopak. Tak jak pozostali miał góra 20-pare lat, i był dość przeciętny, ani przystojny ani brzydki. Przydługie włosy barwy czarnego oceany niemal zasłaniały mu oczy. W porównaniu do swoich kompanów był mniej umięśniony i jakiś taki...zwyczajny, ubrany w biały T-shirt i sprane jeansy nie różnił się niczym od normalnego faceta w jego wieku. A może wyglądał tak tylko przy nich?- Więc to ty- powiedział jakby mnie oceniał - zobaczymy co z Ciebie będzie- uśmiechnął się szeroko- Jestem Steve. A to są Nigel i Johny- dodał pokazując na kolegów. To chyba bliźniacy, pomyślałam, są prawie identyczni. Uśmiechają się tajemniczo. Cwaniaczki, pomyślałam. Od razu widać, że w głowie mają tylko żarty, ale cóż, to tylko faceci. Obaj ubrani są w identyczne czarne marynarki i to dodaje tej sytuacji trochę teatralności. Identyczne marynarki, identycznie dobrze zbudowani, identyczny wyraz twarzy, identyczne fryzu...nie, fryzury maja jednak inne. O tyle, o ile samo ułożenie jest takie samo, o tyle pierwszy ( Nigel) to olśniewający blondyn, a Johny to tajemniczy brunet. Jednak jest jedna rzecz, która powtarza się u każdego z nich - oczy. Mają takie same jak ja, różnią się tylko kolorem,( nie licząc radosnych iskierek w oczach bliźniaków i całkowitego ich braku u Steve'a).- Idziemy?- zapytał mój rozmówca, rozglądając się nerwowo, a ja spuszczam wzrok uświadamiając sobie, że wpatruję się w nich przez dłuższą chwilę. Biorę głęboki wdech-Okej- Chodźmy.
Gdy wychodzimy z domu lekko mży. Nie wiem dokąd zmierzam, człapię więc za nimi i po chwili orientuję się, że stoimy na postoju taksówek. gdy już w niej siedzimy, prawie się nie odzywamy, tylko zdawkowe ,,tak", ,,nie" i ,, dziękuje". Siedzę wepchnięta pomiędzy bliźnięta, a Pan Ponury siedzi z przodu. Jedziemy i jedziemy, prawie już przysypiam, kiedy czuje, że auto się zatrzymuje. Wysiadam, po czym przeciągam się, by rozprostować kości i obserwuje, jak chłopaki kłócą się o to, kto zapłaci kierowcy, nie wtrącam się ,ale jak było do przewidzenia, już po chwili Steve zostaje przegadany i z westchnieniem wyciąga portfel. Tym razem idziemy piechotą i po jakiś 20-30 min. wchodzimy w las. Tam staram się trzymać jak najbliżej moich przewodników, i wzbudzam salwę śmiechu, gdy podskakuje na dźwięk pohukiwania sowy. Po długim, wyczerpującym marszu docieramy na miejsce. Inaczej to sobie wyobrażałam. Duży gmach, przywodzący na myśl domek z bali, z fontanną na dziedzincu i drewnianymi okiennicami w starym stylu. Torgal wyszedł nam na spotkanie, ubrany w ciemną koszulę w paski i spodnie od garnituru. długie, czarne włosy miał świeżo przycięte, i nijak nie pasowały do kilkudniowego zarostu. Ocenił sytuację i od razu się nastroszył.
- Gdzie twój bagaż?- zapytał się, a Nigel i Johny wybuchli tak głośnym śmiechem, że prawdopodobnie wypłoszyli wszystkie zwierzęta.
- Nigdzie- odburknęłam- czemu nikt łaskawie mi nie powiedział?!
Spojrzał się na chłopaków, ale bliźniaki byli zbyt rozbawieni by mu cokolwiek powiedzieć , natomiast Steve przybrał minę męczennika i zaczął mamrotać ile to rzeczy on ma na głowie....Świetnie, zwalili wszystko na mnie i jeszcze mnie olali. Torgal chciał naprawić sytuację powiedział więc:
- No tak, zaraz wyślę kilku chłopców..
- Nie!- zaprotestowałam kipiąc z wściekłości- twoje psy nie będą węszyć w moim domu- na widok min trzech zawiedzionych, urażonych i smutnych chłopaków, po tym co powiedziałam uznałam, że się zapędziłam. Uspokój się...powiedziałam sobie w duszy i rzuciłam swoim ,,ofiarom" przepraszające spojrzenia.. Torgal tylko pokręcił głową i kontynułował:
-...którzy przyniosą wszystko, co uznają za stosowne- ostatnia część niemal wykrzyczał, ale spuściłam tylko głowę.
- Nigel zaprowadzi cię do pokoju i wszystko wyjaśni. Powodzenia- rozciągnął usta w czymś na kształt uśmiechu i odszedł. To samo zrobił Steve, a mi zrobiło się przykro, że tak go potratowałam, ale kiedy Johny uśmiechnął się lekko, mrugnął do mnie i dopiero odszedł, poczułam się trochę lepiej. Kiedy zniknęli w budynku Nigel zaczął iść, zrobiłam więc to samo, ale zachowując dystans, bo nie wiedziałam, czy on też jest na mnie zły.
- Naprawdę nie chciałam nikogo skrzywdzić- wyszeptałam
- My to wiemy, nie zadręczaj się- zaskoczona podniosłam wzrok, a on rzucił mi pokrzepiający uśmiech i mówił dalej:
- wszyscy przez to przechodziliśmy.
- Chcesz powiedzieć, że jeszcze nie skończyliście?
- Nie, ale zostało nam naprawdę niewiele. A ty dopiero zaczynasz- dodał. Westchnęłam. Wiem....Po drodze do pokoju próbował mi objaśnić, jak to tu działa, ale wszystko wpadało mi jednym uchem, a wylatywało drugim. Kiedy doszliśmy do drzwi zatrzymał się , wręczył mi jakąś kartkę i powiedział:
-tu masz swój rozkład dnia. Gdybyś czegoś potrzebowała jestem na dziedzińcu. I juz miał odchodzić , gdy mi nasunęło się jeszcze jedno pytanie.
-Hej...
- Tak?- zatrzymał się
- Co się dzieje później? No
- No wiesz po roku?
-Część z nas się stąd wynosi, a część zostaje i szkoli nowych, takich jak ty. Są jeszcze ci, którym się nie udało- Na chwilę popada w zadumę, jakby mówił sam do siebie- i już na zawsze zostają wilkami...
- Co?- pytam zszokowana, czym wyrywam go z zamyślenia. Jego nastrój ulega zmianie i zaczyna lekko chichotać.
- Spoko, wszystkiego się dowiesz. Trzymaj się- powiedział i odszedł. Wykończona weszłam do pokoju i rozejrzałam się. Był raczej przestronny, z osobna łazienką, ścianami koloru pomarańczy i jasnych mebli. Położyłam się na łóżku i trzymając kartkę w górze zaczynam ją lustrować. Jest dosyć prosta, nie ma wytyczonych godzin, tylko sam plan. zawiera między innymi wszystkie posiłki, kształcenie (ciekawe o co chodzi?) a także mnóstwo innych rzeczy jak, strzelanie z łuku, jazda konna, walka wręcz, gimnastyka, niektóre z nich mają obok siebie mały napis ,, od poziomu 6" czytam i coraz bardziej się przerażam : polowania, walka z użyciem broni i inne rzeczy o których nie mam pojęcia. ale w sumie, będąc na moim poziomie nie jest tak źle. Mam tylko szczera nadzieję, że nie każą mi się uczyć geografii. Ale dzisiaj chyba mogę sobie odpuścić wszystkie zajęcia prawda? przynajmniej taki mam zamiar. Spojrzałam na zegarek. Już 16. Dawno po obiedzie, ale przede mną jeszcze kolacja, cóż może ktoś okażę miłosierdzie i mi ja przyniesie. Proszę, niech w łazience będzie wanna, nie prysznic. Biegnę by sprawdzić, jak się sprawy maja i rzeczywiście wanna! Zamierzam zafundować sobie mega kąpiel. Może nie ma tu olejków ani balsamów,ale jest mydło, ręczniki i inne niezbędne rzeczy, które dziś muszą mi wystarczyć. Napuszczam całą wannę wody i już w niej siedzę odprężając się i relaksując. O tak, tego mi było trzeba. Jakieś 2,5 godziny później wychodzę z wanny i gdy owijam się ręcznikiem, wyraźnie słyszę czyjeś kroki za ścianą. O co tu chodzi? Kto to? A że w tej chwili mało czego już się bałam ( a może po prostu tak bardzo chciało mi się spać, że nie myślałam racjonalnie?) owinęłam się ciaśniej i wyszłam z łazienki. Przy łóżku stał nie kto inny, jak wiecznie śmiejąc się bliźniaki z moją walizką w ręku. Kiedy mnie zobaczyli, natychmiast umilkli a ich twarze zrobiły się purpurowe. W końcu ciemnowłosy przerywa milczenie:
- Ehm...no..tu są ciuch i...Sorry pukaliśmy ale nikt nie otwierał
- Właśnie- przytaknął mu ochoczo brat nie spuszczając ze mnie wzroku- My już idziemy, aha na stole masz zostawioną kolację - dodali szybki, postawili torbę i poszli. Zaśmiałam się. Tak z całą pewnością, ci dwaj już mi wybaczyli.
Szybko przebrałam się w pidżamę, usiadłam po turecku na łóżku i zaczęłam jeść. Kolacja okazała się przepysznym kurczakiem w panierce i surówką i ziemniakami. Zjadłam wszystko do ostatniego okruszka i położyłam się spać. O dziwo nie miałam problemów z zaśnięciem, ale być może była to zasługa pełnego żołądka. Zasnęłam kamiennym snem.
Czuje strach.Uciekam. Coś mnie goni. I nawet kiedy uświadamiam sobie, że to tylko sen nie przestaję biec. Odwracam się. To stado wilków. Biegnę co sił, ale jeden z nich mnie dogania i w chwili, gdy rzuca mi się do gardła....- budzę się zlana potem, a serce o mało nie wyskoczy mi z piersi. To był tylko sen, powtarzam sobie, tylko sen, ale i tak boję się ponownie zasnąć, w obawie, że znowu ujrzę ten przerażający widok. Zerkam na elektroniczny zegarek. 5:50. Jeszcze wcześnie. Wszyscy śpią. I nagle w mojej głowie pojawia się szalony, ale jakże kuszący pomysł. Przejdę się po obozie, czy jak to się tam nazywa. Co mi szkodzi? Przecież to chyba nie jest zabronione? A nawet jeśli, to nikt się nie dowie...Ochoczo wstaję z łóżka nie dając sobie czasu na dalsze myślenie i szybko ubieram się w ciemne legginsy i kwiatową tunikę z rękawem 3/4. Po cichu wychodzę z pokoju, po czym na palcach przemykam obok wszystkich sypialni i znajduje się w holu. Nic specjalnego. Po środku duże wejście, po lewej ,,kuchnia i stołówka" a po prawej ,,hala sportowa". Hm... skoro w budynku nie ma nic do roboty, to może zobaczymy co dzieję się na zewnątrz? Tak tez zrobiłam, i zaraz pożałowałam, że nie wzięłam żądnej kurtki. Na dworze nieprzyjemnie wiało. Postanowiłam jednak nie wracać i ruszyłam w stronę lasku. Między drzewami było cicho i przyjemnie. Wiatr hulał w koronach drzew wprawiając je w ruch, a ja wstałam i przyglądałam się temu z zachwytem. To co działo się później było jak film w zwolnionym tempie. Coś ze świstem przecięło powietrze obok mnie i wbiło się w pobliską olchę. Przyjrzałam się. To była strzała. Tutaj? o 6 rano? Kto tu poluje? i...na co? Nagle zza krzaków wyłonił się On.- strzelec. Tylko tyle przyszło mi d głowy. Wysoki, dobrze zbudowany o twarzy na którą wręcz przyjemnie było patrzeć. Gęste włosy w kolorze piasku lekko opadały mu na czoło, kwadratowa szczęka, ładnie wykrojone usta i duże ciemne oczy otoczone kaskadą rzęs z pierścieniem mówiącym, że jest po tej samej stronie co ja. Cerę miał śniadą. W lewej ręce trzymał łuk, a przez plecy miał przewieszone coś w rodzaju torby- plecaka na strzały
- Co ty tu robisz? I kim jesteś?- Wysyczał z taką agresją, że odruchowo chciałam cofnąć się o krok, ale powstrzymałam się, podniosłam wzrok i odpowiedziałam takim samym tonem:
-Mogłabym zapytać o to samo- Wkurzył się jeszcze bardziej
- Nie wiesz z kim rozmawiasz- jego oczy miotały błyskawice
- Cóż, w takim razie ty też nie- Powiedziałam, siląc się na najbardziej wyniosły ton na jaki było mnie stać. Podszedł bliżej, więc oparłam się o pień innego drzewa, które było w pobliżu. Kiedy po raz pierwszy spojrzał mi w oczy, jego złość ustąpiła, a w jej miejsce pojawił sie głęboki szok.
- TY jesteś...jesteś ztej szkoły?
- tak, i TY sądząc po oczach najwyraźniej też. Jesteśmy na tym samym wózku - powiedziałam ugodowo, ale on tylko zmrużył oczy.
-Nie, nie jesteśmy- odpowiedział, po czym podszedł do drzewa, wyciągnął strzałę i chwilę potem już go nie było. Nie zamierzam za nim biec i błagać o wyjaśnienie,ale przyznaję, to było dziwne. Kim on jest? I o co mu chodziło? Mam nadzieję , że wkrótce się dowiem. Odwróciłam się i ruszyłam w drogę powrotną, gdzie czekał na mnie pierwszy dzień mojego nowego życia...
  • awatar Gavot i spółka: Pisałaś najpierw w czasie przeszłym a potem w teraźniejszym… super opowiadanie ;))
  • awatar Lisa Angels: Siu! Bach! Trach! O bosz! Nie wzięła bagaży!!! Haha nie ma to jak chodzić sobie po lesie o 5 rano i o mały włos nie zostać przedziurawioną... jakież to romantyczne
  • awatar Gość: Świetny blog, będę czytać ;) zapraszam do mnie : http://karolinaczyta.blogspot.com/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jeżeli to prawda, to zakwasy (Czy co to tam jest...) Powinny odpuścić , trening zaliczony:
+10 siły
+10 pewności siebie
+10 energii!
Trzymajcie kciuki!

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


Czy ktoś jest w stanie mi powiedzieć, dlaczego uczeń, który na lekcji religii wypowiada się tak, jak naprawdę myśli i jakie są jego prawdziwe odczucia, być może nieco kontrowersyjne, ale wciąż szczere, dostaje ocenę najwyżej mierną, a uczeń, który mówi to, co chce usłyszeć katecheta, wychwalając Boga i zapewniając, że żyje zgodnie z dekalogiem, chociaż nie dalej jak godzinę wcześniej palił papierosy w toalecie, dostaje 5.? Czy tylko ja widzę tu paranoję?
Teoretycznie mamy prawo do wolności przekonań i słowa, ale w praktyce...zupełnie nam się to nie opłaca. Co więc się opłaca? Kłamstwo
i mówienie innym tego co chcą usłyszeć?
  • awatar kilia122: według Religi zwierzęta nie mają duszy i to jest wredne a ja wieże w reinkarnacje
  • awatar • Evil Eye •: Niestety teraz trafiłam na taką katechetkę, z którą nie można normalnie porozmawiać, unika niektórych tematów, tym bardziej kontrowersyjnych. Zamiast rozwiać wszelkie wątpliwości, dzieje się odwrotnie. Połowa klasy chce się wypisać przez nią z religii. W Gimnazjum miałam świetną katechetkę, z którą można było porozmawiać na każdy temat, nie było problemów ;)
  • awatar fabularium: Nauka jedynie słusznej religii w szkole już jest podejrzaną sprawą ;-) Religia (jak i etyka) nie jest obowiązkowa. Nawet nie musisz się z niej wypisywać, jeśli formalnie (na papierze) nie deklarowałaś uczestnictwa.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
SZOK
W domu ponownie rozsiadł się na kanapie, tak jak zrobił to za pierwszym razem, a ja (już bez wszechogarniającego strachu) obok niego, opierając się o pasiastą poduszkę.Zapadła niezręczna cisza.
-Napijesz się czegoś?- Zapytałam przerywając milczenie.
-Nie, dziękuje-odpowiedział uprzejmie
-To może coś do jedzenia?Chyba zostało mi jeszcze trochę spagetti- Powiedziałam z powątpieniem zerkając w stronę kolorowych garnków, kupionych za grosze na jednym z pchlich targów.
-Nie nie jestem głodny- Po raz drugi odmówił, a po chwili dodał- Ale ty się nie krępuj-Potrząsnęłam tylko głową.
-Ja też nie jestem głodna- Nie było sensu tłumaczyć mu co jest powodem mojego braku apetytu. Znowu zapadło krępujące milczenie, lecz tym razem nie zwróciłam na to uwagi, bo zatopiłam się w rozmyślaniach. Powinnam odczuwać wilczy głód. Od czasu przyjęcia prawie nic nie jadłam...Zaraz, zaraz, co ja przed chwilą pomyślałam? wilczy? Oh, to niedobre słowo, ale przecież ludzie często tak mówią prawda? Zastanawiam, się tylko co ta metafora oznacza dla mnie. Potrząsnęłam głową, jakby to miało odegnać dręczące myśli i skupiłam się na moim gościu. Powiedział, że nie jest głodny...a co on w ogóle je? i co ja będę jadła?- przybyło zaraz potem. Bardzo, ale to bardzo nie chciałam wybuchnąć histerycznym płaczem, więc porzuciłam dręczące pytanie i podniosłam wzrok na Torgala. On także się we mnie wpatrywał.
-Więc...co teraz ze mną będzie?- nareszcie odważyłam się zadać to pytanie, pytanie, na które z jednej strony chciałam, a z drugiej nie poznać odpowiedzi.
-Nic- Powiedział tylko, jakby chodziło o oblany egzamin i uśmiechnął się olśniewająco, ukazując zęby. Już zaczynało mnie to denerwować. Wzięłam dwa głębokie oddechy, by opanować trawiącą mnie irytację. Nie podziałało.
-Tak po prostu?!- wykrzyczałam- Przychodzisz sobie, wywracasz moje życie do góry nogami i co? Nic?- Wciąż krzyczałam, ale on tylko westchnął zrezygnowany z przygaszonym uśmiechem.
-Mam na myśli, że teraz już wszystko będzie dobrze, przeniesiesz się w specjalne miejsce gdzie spotkasz takich jak ty i....- Nie dokończył, bo tym razem zamiast krzycząc wybuchnęłam głośnym, niemal histerycznym śmiechem, co to ma być Harry Potter?! I może jeszcze nazywają się ,,Akademia Wilkołaka", a ich hasło to ,, szukamy idiotów bez przyszłości, którzy do tego są wilkołakami". Czego jeszcze się dowiem?
-Wszystko w porządku- Zapytał mój towarzysz patrząc na mnie jak na ostatnia kretynkę, więc trochę się uspokoiłam, a on mówił dalej:
-Będziesz tam mieszkać i uczyć się wszystkiego, co może okazać ci się przydatne. Niestety, cel uświęca środki, a co za tym idzie do czasu, aż zakończysz swoją edukację, nie zobaczysz się więcej ze swoją rodziną, znajomymi, słowem ze wszystkim, co łączyłoby cie z przeszłością.-Dokończył, a ja poczułam głęboki, dławiący smutek.
- Nie mogę wszystkiego rzucić i iść...miałam iść na studia...ja...nie mogę- wyszeptałam
- Już to załatwiliśmy. Nie masz wyjścia.- powiedział chłodno- przyjdą po Ciebie jutro w południe. Od razu ich rozpoznasz.- Wstał i wyszedł nie mówiąc nawet ,,cześć". a ja dopiero w tej chwili w pełni, odstawiwszy na bok swoje wszystkie wierzenia i przekonania, uświadomiłam sobie jak wielka zmiana zaszła w moim życiu. Spojrzałam na zegarek. 12. Jutro o tej porze zacznie się moje nowe życie. Ale czy lepsze? Usiadłam na podłodze i zaniosłam się gwałtownym płaczem. Zwykle w takich sytuacjach Angela była nieoceniona, ale to nie była typowa ,,taka sytuacja". Nie mogę tak po prostu do niej zadzwonić i powiedzieć :,, Hej , mam problem, cóż wyobraź sobie, okazało się że jestem wilkołakiem i nie wiem co z tym zrobić" Wyśmiałaby mnie? Czy raczej uznała za obłąkaną? raczej jedno i drugie. I wtedy, kiedy pomyślałam, że nic gorszego nie może się stać, okazało się, że jednak. Do mieszkania, jak na zawołanie wpadła Angela ( nawet nie raczyła zapukać) w koronkowych legginsach, czarnej sukience i złotych balerinach. Kiedy zobaczyła w jakim jestem stanie uklękła i zapytała co się stało.
- Nic- Odpowiedziałam podnosząc się z podłogi i próbując stłamsić płach- wszystko w porządku- skłamałam
-na pewno?- zapytała chyba tylko op to, by zachować pozory
- tak- odpowiedziałam. Prawie już nie płakałam.
- To dobrze- szybko wrócił jej dobry humor- bo wiesz, potrzebuje Twojej rady co do tej imprezy w przyszłym tygodniu...- i tu zaczęła gadać o tym jakie sukienki sobie kupiła, potem przeszła do kolczyków, butów, nie ominęła nawet bielizny, ale kiedy omawiała bolerko, nie wytrzymałam.
-Możesz się zamknąć do cholery? Ludzie mają gorsze problemy niż ty i Twój wygląd!- wykrzyczałam, nie przestając płakać. Czułam gniew, i mimo wszystko było to lepsze uczucie, niż wszechogarniająca rozpacz, a zresztą, jak ona się zachowuje?Ja siedzę i płaczę, a ona nawija o ciuchach. Podniosła na mnie chłodny wzrok, wstała i wyniośle ruszyła w stronę drzwi, a na odchodne rzuciła tylko lodowatym tonem:
- Widzę, że nie nadajesz się dzisiaj do rozmowy. Ty i te Twoje humory- Prychnęła, po czym wyszła głośno trzaskając drzwiami. Świetnie, pomyślałam, nawet ona się czepia. Po raz kolejny poczułam się samotna tak naprawdę . Niczym opuszczona, bezludna wyspa, która dryfuje po oceanie i z góry skazana jest na zapomnienie. Nie chodzi o to by otaczało cię 1000 ludzi, z czego połowy się nie zna. Nie warto. Dopiero prawdziwy przyjaciel może być naszą bratnią duszą, naszym ,,portem". Jeżeli kogoś takiego znajdziemy, już nie potrzebujemy innych, wystarcza nam towarzystwo siebie nawzajem i rozumiemy się lepiej niż z kimkolwiek innym. Nie wiem czy minęła minuta, czy godzina i mimo to, że prawdopodobnie dochodziła dopiero pora obiadu, zasnęłam na podłodze, zbyt wykończona fizycznie i psychicznie, by dowlec się do łóżka...
Obudziłam się i przez chwilę doznałam uczucia spokoju. Ta pierwsza sekunda po przebudzeniu jest wyjątkowa. Niczym się nie martwimy, czujemy się dobrze, a potem wszystko sobie przypominamy i zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę wszystko jest do d...wiadomo do czego. Wstałam i niechętnie poszłam do łazienki. Tam spojrzałam w lustro, na swoją spuchnięta od łez twarz, którą widziałam w takim stanie tyle razy gdy byłam mała. Podniosłam wzrok i spojrzałam na moje dziwne oczy. Znowu byłam małą dziewczynką, którą wszyscy witali z uśmiechem na twarzy dopóki ich nie zauważyli. Przerażone spojrzenia małych dzieci, dziwne pytanie dorosłych, to wszystko teraz wróciło.
,,co ty tu masz?"
,, czemu masz takie oczy"
,,skąd ci się to wzięło"
,,może idź do okulisty"
I moje próby przetłumaczenia im, że naprawdę nie wiem i, że naprawdę jestem taka jak oni. Nawet nie zauważyłam, jak po zaróżowionym policzki spłynęła łza. Czy to się teraz skończy? Spotkam podobnych sobie? Cóż znalazłam przynajmniej jedną jasną stronę. Na razie musi wystarczyć. O nie- pomyślałam- Nie będę płakać- szybko wytarłam oczy, podeszłam do komody i wybrałam jasne jeansy. oraz luźną koszulę w kratę. Spojrzałam na zegarek 11??? ale... jak? wygląda na to, że przespałam całe wczorajsze popołudnie, noc i dzisiejszy poranek. No ładnie. Za godzinę... za godzinę odwiąże się moja odwieczna zagadka. Odczuwam przerażenie ale też- co mnie zdziwiło- podniecona, tym co będzie. Powinnam, coś zjeść. Wmuszam w siebie jogurt, banana, szklankę soku i nic poza tym. Jestem zbyt zdenerwowana. Oddychaj, nakazałam sobie, oddychaj, Tak też zrobiłam, rozsiadłam się na kanapie i czekałam. 2893 oddechy później usłyszałam dzwonek do drzwi i aż podskoczyłam, po czym oblał mnie zimny pot. To już? Ale jak? Odetchnęłam raz jeszcze i poszłam otworzyć.
  • awatar Zakira Luna: @Lisa Angels: szczerze też się zastanawiam :P
  • awatar Lisa Angels: Zastanawiam się jakbym to ja zareagowała na wiadomość, że moja nalepsza przyjaciółka jest wilkołakiem...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Wczorajszy trening dał o sobie znać....to dobrze
Zakwasy to taki sportowy kac
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 

A ty wywiesiłeś już swoją flagę?
ZL
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
,,Nowe życie"
Szybko dotarłam na miejsce. Okazało się, że była to mała polana, otoczona zewsząd kwiatami i drzewami. Pomimo wczesnej godziny poczucie mnie nie myliło. On tam był. Stał, oparty nonszalancko o korę jakiegoś drzewa i przyglądał mi się z poważna miną. Od razu pobiegłam w jego stronę, po czym niemal brutalnie przycisnęłam go do pnia i wykrzyczałam prosto w twarz:
-Co mi zrobiłeś?- Ale on tylko stał i po chwili powiedział opanowanym, niemal cichym głosem:
-Ja? Nic ci nie zrobiłem.Wręcz przeciwnie, jestem tu żeby ci pomóc i gdybyś wczoraj nie wyrzuciła mnie z domu pewne rzeczy potoczyły by się inaczej- Spuścił wzrok i spojrzał na moją dłoń. Pospiesznie schowałam ja za plecami, ale moja frustracja ani trochę nie osłabła.
-Ja tego nie chce rozumiesz?- Krzyczałam dalej, a mój wzrok miotał błyskawice.
-Nie masz wyboru- Odparł przybierając ostrzejszy ton.
- Ty mi go nie dałeś- odwarknęłam
-Cóż, myśl sobie co chcesz. Jeżeli masz zamiar żyć w ciągłej świadomości, że istnieją rzeczy o których nie masz pojęcia, to proszę bardzo. Jeśli jednak zależy ci na poznaniu prawdy, jestem do twojej dyspozycji. Decyduj.- Popatrzyłam na niego łagodniej. A może on rzeczywiście chce mi pomóc?Z jego oczu aż biły szczerość i prawda. Ale co to zmienia?-pomyślałam- przy mojej sytuacji, nie miałam wyjścia, musiałam mu zaufać.Wzięłam głęboki wdech.
-Okej- rzuciłam- no więc jak to jest z tymi...-może to głupie, ale akurat to nie chciało mi przejść przez gardło
- wilkołakami?- dokończył za mnie. Przytaknęłam.
- No więc dobrze, od czego by tu zacząć- zastanowił się, a między jego brwiami pojawiła się głęboka bruzda.
-Najlepiej od początku- Podpowiedziałam.Na jego twarzy zagościł przelotny uśmiech, po czym usiadł na kępie paproci i zaczął swą opowieść
-wszystko zaczęło się bardzo dawno temu, zaraz po pojawieniu się Adama i Ewy na Ziemi- zaczął- pewnej nocy, jeden z ich synów, imieniem Evilder, poszedł na polowanie.Znacznie różnił się od swoich braci.Nie posiadał empatii i miłości, która od tamtych niemal emanowała. Ponieważ, pomimo swej siły i postury, był bardzo leniwy nie chciał zbytnio trudzić się łapaniem zwierzyny.Wolał poczekać na coś łatwego Z opowieści ojca wiedział, że co drugą noc wataha wilków zbiera się w pobliskiej jaskini i tam zapada w głęboki sen, regenerując siły. Tej nocy także tak było.Elvider najpierw cierpliwie czekał, aż wszystkie wilki usną, po czym wyszedł zza krzaków, napiął łuk i wycelował prosto w serce dorodnej samicy. W chwili, w której gotów był już strzelić, jeden z leżących obok samców, otworzył ślepia i wlepił płonące spojrzenie w chłopaka. W jego oczach było coś tak magnetycznego, że ten nie mógł się ruszyć. Jedyne co poczuł to łuk, który bezwładnie wyślizgnął mu się z ręki. Próbował z całych sił, ale nie mógł tego przerwać. Dopiero kiedy wilk się poruszył, Elvider wybudził się, jakby z transu i rzucił się pędem w stronę osady, do której wcale nie miał tak blisko. Jednak zwierze okazało się szybsze.Jednym susem dogoniło chłopaka z zamiarem skoczenia mu do gardła.Ten jednak w porę uskoczył w bok, więc wilk zatopił kły w jego ręce, by go zatrzymać. Chłopaka ogarnął przeraźliwy ból, upadł więc na ziemię, niemal modląc się oto, by oprawca skończył to co zaczął, i tym samym skrócił jego męczarnie- Wzdrygnęłam się.Wiem coś o tym, pomyślałam, a Torgal opowiadał dalej-Bestia stała nad nim niewzruszona, po czym przemówiła niskim, gardłowym głosem:
-Popełniłeś zbrodnię i musisz za to zapłacić.Nie okazałeś należytego szacunku dla życia.Począwszy od dzisiejszej nocy do końca wszystkiego Ty i twój ród będziecie naznaczeni piętnem wilczej krwi. Będziesz musiał nauczyć się kontrolować swój instynkt, po czym przybierzesz postać wilka i to od ciebie będzie zależało, czy staniesz się na powrót człowiekiem, czy zostaniesz bezmyślną bestią pozbawioną człowieczeństwa- Po tych słowach zawarczał ostrzegawczo i uciekł. Przez chwilę Elvider nie mógł dojść do siebie. Jak to możliwe? zastanawiał się, ludzie w tamtych czasach byli bardzo zabobonni, a sam Elvider nie należał do najbystrzejszych, więc praktycznie nie miał wątpliwości co do słów zwierzęcia.I rzeczywiście, zaczął odczuwać w sobie zmiany. Zaskakująco dobrze radził sobie z narzuconym instynktem, więc żył dalej ze swoją rodziną, przeszedł pomyślnie przemianę i niedługo potem się ożenił. Całkiem zapomniał o dziedzictwie, tym bardziej, że wilk, jak się potem okazało wiele przed nim zataił. I tak po kilku latach urodził mu się syn. Gdy skończył 20 lat Elvider widział u niego to samo, co u siebie przed laty. Zignorował to jednak. Niczego nieświadomy chłopak założył rodzinę, a wilcza przynależność jeszcze długo była przekazywana co trzecie pokolenie i jeszcze długo będzie-zakończył swą opowieść, a ja siedziałam z rozdziawionymi ustami próbując złapać oddech. Po chwili Torgal uśmiechnął się zuchwale i powiedział:
-Teraz już wiesz, dlaczego ty
- Tak, wiem- odparłam, nadal nie mogąc uwierzyć w jego historię.
-Co dalej?Dieta?Styl życia?- rzucił niby od niechcenia, ale gdy tylko zobaczył panikę w moich oczach szybko się zreflektował i spojrzał na mnie przepraszająco- Chociaż myślę, że na dzisiaj wystarczy. Tym bardziej, że siedzimy tu już ze 4 godziny- spojrzał na zegarek- jest 8:30, niedługo muszę wracać.- Co to to nie, pomyślałam. dzisiaj już nic nie było w stanie mnie zdziwić, a naprawdę chciałam się czegoś dowiedzieć o tym życiu...moim życiu. Nie mniej jednak, zimna polana, nie była odpowiednim miejscem na rozmowę
- Nie, chcę się dowiedzieć jeszcze więcej- powiedziałam, czując przypływ pewności siebie- Zapraszam cię do mojego mieszkania- uśmiechnął się pod nosem
- W porządku, ale ostrzegam, reszta jest jeszcze gorsza niż sama opowieść- powiedział tonem nauczyciela
- bardzo śmieszne- odburknęłam i razem ruszyliśmy w drogę powrotną.
  • awatar Zakira Luna: @Lisa Angels: Jak to co robi? Jest! Oj daruj mi to :) ,,Obiecuję poprawę i proszę o rozgrzeszenie.'' :P
  • awatar Seiti: Ja już zdechłam z pięć razy w oczekiwaniu na to opko!
  • awatar Lisa Angels: "-Co dalej?Dieta?Styl życia?- " nie ważne ile razy to czytam, za każdym razem powala mnie ten tekst. Specu od języków, przypomnij mi proszę jak się piszę liczebniki w tekstach pisanych? Tak dobrze myślisz SŁOWNIE więc co tu robi ta 4? Hm...?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nigdy nie lubiłam awokado, zawsze było dla mnie brzydkie, zielone, odrażająco tłuste i bez smaku. Tak więc, kiedy zaserwowano mi pastę do pieczywa z tego owocu, byłam dosyć negatywnie nastawiona. Aż do pierwszego kęsa. Pasta okazała się pyszna, lekka, orzeźwiająca , z wyczuwalnym posmakiem orzecha włoskiego. Tak więc natychmiast zgarnęłam przepis
Pasta z awokado:
-Jedno awokado
-dowolny twarożek, ilość zależy od naszych preferencji
- szczypiorek ( opcjonalnie)
-ząbek czosnku (opcjonalnie)
-sól i pieprz do smaku
Mieszamy wszystko i...tyle
Smacznego!

ZL
 

 



Chcę taką!
 

 
Radość, którą odczuwam ( a może zwykła pycha, nie zagłębiajmy się w temat) nie pozwoliła mi nie podzielić się powitaniem, jakie zmontowała mi Lisa na swoim blogu http://livli5.pinger.pl, tak więc patrzcie i podziwiajcie:

Dziękuję za tę wspaniałą, nieoczekiwaną niespodziankę
ZL
 

 
,Przeznaczenie"
-Nadszedł czas...-odpowiedział dziwnym, zmienionym głosem
-Na co?- zapytałam odruchowo
-Nadszedł czas...- powtórzył- by wypełniła swoje przeznaczenie Wiktorio Whirst- dokończył, a ja stanęłam jak wryta i zastanawiałam się , czy człowiek którego wpuściłam do domu nie uciekł z zakładu psychiatrycznego.
- Jakie przeznaczenie?- udało mi się w końcu wykrztusić
-Naprawdę nie wiesz?- zapytał z przyganą- Czy nigdy nie zastanawiałaś się, dlaczego jesteś inna niż wszyscy?Dlaczego przyciągasz ludzi jak magnes? I skąd wziął się u Ciebie ten pierścień wokół tęczówki?- dokończył wyliczankę, a we mnie wzbierała złość.Nie pierwszy raz zwracano mi uwagę na temat moich oczu, czego nienawidziłam z całego serca.
-Taka jestem i już- rzuciłam ostro, dając upust nagromadzonym emocjom, ale on tylko zaśmiał się, jakbym powiedziała jakiś dobry dowcip. W tej chwili zupełnie nie wiedziałam co jest grane.
- Wiedziałem, że lubisz rośliny- zerknął na parapet pełen doniczek i wazonów, a uśmiech nie schodził z jego twarzy. Coś tu było nie tak. Skąd on tyle do mnie wiedział?!
-Kim ty w ogóle jesteś?! I czego ode mnie chcesz?!- Nie wytrzymałam dłuższej niepewności. Torgal nagle spoważniał
-Jak już mówiłem, nazywam się Torgal. Ale pytanie brzmi: kim TY jesteś?
- Wiem kim jestem.Jestem Wiki, przyszła studentka, która wpuściła do domu nie wiadomo kogo.
-Nie!- zaprotestował ostro, ignorując mój przytyk- Jesteś pra, pra wnuczką Kai Whirst. W twoich żyłach płynie wilcza krew. Urodziłaś się 20 lat temu podczas pełni księżyca in właśnie dzisiaj o północy Twój los się dopełni. Zaczniesz stawać się tym, kim naprawdę jesteś. Jedną z nas.- Powiedział na jednym tchu. W tej chwili przez moją głowę przewijały się tysiące myśli. Głos rozsądku podpowiadał mi, że przecież to niemożliwe. Ja wilkołakiem? Przecież wilkołaki nie istnieją do cholery! Ale to wszystko by tłumaczyło- rozległ się cichutki szept w mojej głowie-odmienność, oczy, datę urodzenia. Zbieg okoliczności? Nie wiedziałam co robić. W końcu mój racjonalizm zwyciężył i stwierdziłam, że muszę jak najszybciej pozbyć się tego człowieka.
-Wynoś się z mojego domu- Powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Słuchaj, wiem, że teraz jest ci ciężko w to wszystko uwierzyć, bo sam przez to przechodziłem, ale...- Nie dokończył, bo mu przerwałam.
-Wynoś się!- powtórzyłam, tym razem niemal krzycząc, a on bez żądnego słowa, wstał, a gdy wychodził położył mi coś na szafce i powiedział:
- Gdybyś zmieniła zdanie, a sądzę, że to nastąpi szybciej niż Ci się wydaje przyjdź w to miejsce. Będę tam na Ciebie czekał- po czym wziął kurtkę i wyszedł.
-Długo myślałam o tym co mnie dzisiaj spotkało. Pamiętałam jego słowa: ,,....dzisiaj staniesz się jedną z nas..." . ,,...Dopełni się Twój los...". Co miałam o tym wszystkim myśleć? A co ...jeśli to prawda?- Nie!- powiedziałam sobie kręcąc głową?- żyjemy w XXI w. , a ten człowiek najwyraźniej ma coś z głową. Ale z drugiej strony...- Nie- nie ma żadnej drugiej strony. I nie chcę żeby była- dodałam w duchu.
Było dopiero koło 220, ale postanowiłam położyć się wcześniej. W mawiałam sobie na siłę, że jestem zmęczona, choć tak naprawdę wcale nie byłam. Pomimo, ze nie wierzyłam w to, co powiedział mi Torgal. bałam się. Bardzo się bałam. Załóżmy ( czysto hipotetycznie), że to prawda. Co takiego wydarzy się dzisiaj o północy? Nie chciałam teraz o tym myśleć. Wcale nie chciałam o tym myśleć. Chciałam wymazać z pamięci całe dzisiejsze popołudnie, a może nawet cały dzień. Wzięłam więc szybki prysznic i poszłam do łóżka. Jednak tam ponure myśli znowu powróciły ze zdwojona siłą.
,,Czy to prawda?"
,,Czy one naprawdę istnieją, a ja miałam stać się jedną z nich?"
,, Dlaczego ja?"
To była moja ostatnia myśl przed zaśnięciem, lecz gdy tylko przymknęłam powieki zaczęły pojawiać się pod nimi straszne obrazy. Okropne koszmary, których nie mogłam przerwać. Obudził mnie niewyobrażalny ból w klatce piersiowej. Wrażenie było takie, jakbym połknęła wielka kulę ognia, która zaczęła we mnie płonąć. Znad pół przymkniętych powiek spojrzałam na zegarek. 23:59. Nie proszę, tylko nie to- Zdołałam pomyśleć i w tej chwili ból w klatce piersiowej zelżał, ale zanim to do mnie dotarło, ogień powrócił ze zdwojoną siłą i choć tylko do lewej dłoni. był nieporównywalnie gorszy od poprzedniego. Podniosłam się z łóżka, jakimś cudem dotarłam do łazienki, po czym upadłam na zimną posadzkę i wiłam się z bólu. Po jakimś czasie, który zdawał się być dla mnie wiecznością i ten ból odszedł niezastąpiony już żadnym innym.Po omacku wstałam, oparłam się o umywalkę i spojrzałam w lustro i ujrzałam w nim siebie. Dzięki Bogu. Nie wiem czego się spodziewałam, ale ten widok choć na sekundę wprawił mnie w stan ulgi. Opuściłam głowę i mimowolnie spojrzałam na lewą dłoń, po czym podniosłam ją, by móc się lepiej przyjrzeć.-O nie- powiedziałam po raz kolejny, bo to co zobaczyłam, było niepodważalnym dowodem na to, że Torgal mnie nie oszukał. Po wewnętrznej stronie, widniał półksiężyc. Wyglądał przy tym, jakby został wypalony. Bezwładnie usiadłam na podłodze. Nie czułam się jak człowiek. Raczej jak drewniana kukła. W głowie miałam tyle myśli. Przecież to oznaczało, że całe moje życie było jednym wielkim kłamstwem. Ale jedna myśl nie dawała mi spokoju- Jestem.Wilkołakiem.I co teraz?. Mam dosyć bujna wyobraźnie, więc w moim umyśle natychmiast zaczęły się pojawiać budzące grozę obrazy.-On mi to zrobił.To wszystko przez niego- Takie były moje ostatnie słowa. Wyjęłam kurtkę z szafki, wsunęłam nogi w adidasy, chwyciłam kartkę pozostawioną przez Torgala i pomimo, iż była 4: 00, ruszyłam w owo nieznane miejsce, by wypełnić narzucone mi przeznaczenie...
  • awatar My imaginary world♥: Wyhaczyłam kilka błędów w pisowni. Ale pomysł jest świetny ;)
  • awatar Lisa Angels: Scena w łazience - boska... ale ty humanistko moja, może by tak błędy sprawdzić przed wstawieniem, co?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Naprawdę warto obejrzeć, zwłaszcza w chwilach kiedy tracimy już wiarę w ludzi, a świat wydaje się szary, bezbarwny i do cna zepsuty.
ZL
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dlaczego ludzie ćwiczą? Większość zaczyna pod wpływem impulsu- zdjęcie w gazecie, manekiny na wystawach, zerwanie z chłopakiem, jeansy, które nagle stają się za ciasne...Chcemy dobrze wyglądać, chcemy być szczupli i wysportowani- nie ma w tym nic dziwnego czy nadzwyczajnego, niezrozumiałe jest jedynie to jak szybko ludzie rezygnują z postawionych sobie celów- Statystyki z siłowni mówią, że co roku, po sylwestrze napływa fala nowych klientów- i w przeciągu trzech miesięwcy ta fala się cofa, ludzie wykruszają się jeden po drugim, zostają tylko ci najsilniejsi, najbardziej zdeterminowani. Największym błędem jest odpuszczanie w momencie kiedy czujemy ból. Przecież jest on jedynie przejściowy, chyba lepiej poświęcić 15, 20, 30 minut na trening, niż codziennie rano, do końca życia widzieć w lustrze coś, co nam się nie podoba? Aktywność fizyczna jest cudownym sposobem na rozładowanie nagromadzonych emocji, paradoksalnie jest to najlepszy relaks. Każdy był kiedyś początkującym- ale uczucie, kiedy dziś robimy coś, z czym wiemy, że jeszcze dwa miesiące temu nasze ciało nie mogło sobie poradzić jest nie do opisania. Po jakimś czasie dochodzi się do momentu, kiedy ćwiczymy nie po to, żeby gubić kolejne kilogramy, ale właśnie dla tego uczucia, tej euforii, którą możemy osiągnąć bez żadnych narkotyków czy dopalaczy- ktoś kiedyś powiedział, że nowe ciało to tylko efekty uboczny treningów.
A ty zrobiłeś/aś już swoją porcjé ćwiczeń? Boli? To dobrze, bo już wiesz, że słabość opuszcza Twoje ciało! Nie pozwól jej wrócić
Ja, po 1,5 h treningu wciąż mam ochotę na więcej A teraz trochę motywacji obrazkowej:



ZL
  • awatar Seiti: Jak ja zazdroszczę mojemu dziecko tych prawie codziennych treningów. Pluję sobie w brodę, że zrezygnowałam, pewnie moje życie potoczyłoby się inaczej.(może nie miałabym anoreksji?)Rok temu miałam samozaparcie do ćwiczeń, ale bach ciąża, a teraz nie mam siły żeby ćwiczyć ;(
  • awatar Zakira Luna: @Lisa Angels: Oj tam, jakbyś była ideałem to wpędzałabyś ludzi w kompleksy- noi byłoby nudno ;) Zresztą jakbyś ciągle pisała, ale tak od rana do wieczora, bez jedzenia i picia- to efekt murowany :P
  • awatar Lisa Angels: Żebym to ja mogła schudnąć przez pisanie, to teraz miałabym anoreksje XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
,,PRZYJĘCIE URODZINOWE"
- Zdążysz, masz jeszcze dużo czasu- Powtarzałam sobie w myślach, mając złudną nadzieję, że jednak nie spóźnię się na własne przyjęcie urodzinowe. Organizatorami tych że urodzin byli, jak co roku rodzice -dzisiaj kończyłam 20 lat więc chyba powinnam być samodzielna i odpowiedzialna, ale teraz, niczym małe dziecko, stałam przy lusterku i uparcie starałam się zrobić idealną kreskę na powiece. Kiedy po wielu próbach uznałam, że ,,może być" przyjrzałam się sobie uważniej. Bujne włosy w odcieniu miodu spływały mi lekko na ramiona, a grzywka częściowo zasłaniała usłaną piegami buzię. Najbardziej w swojej urodzie nie lubiłam oczu, być może dlatego, że były inne niż u wszystkich dookoła? Nie wiedzieć czemu, moja tęczówkę okalał dziwny, czarny pierścień, który dość mocno kontrastował z zielonymi oczami. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu. Aż podskoczyłam, lecz nim odebrałam przelotnie spojrzałam na wyświetlacz: No tak, mama, a któż by inny?
- Halo?- W moim głosie dało się wyczuć zupełnie niezamierzoną nutkę rozdrażnienia, lecz ona była zbyt zdenerwowana, by zwrócić na to uwagę.
- Wiki gdzie jesteś? Zaraz zjawia się goście-Niemal widzę, jak bardzo próbuje ukryć irytację
- Już wychodzę, będę za 5 minut, cześć!- szybko się rozłączyłam, założyłam buty, narzuciłam lekki płaszczyk ( jak na koniec sierpnia było dosyć chłodno) i wyszłam. Moi rodzice mieszkali 4 domy dalej, nic więc dziwnego, że już po chwili byłam przy furtce. Ku mej uciesze otworzył mi tata, a kiedy razem szliśmy w stronę domu szepnął mi do ucha:
-Dobrze, że już jesteś, mama od godziny siedzi jak na szpilkach.
Uśmiechnęłam się tylko i weszłam do środka. Nie zdążyłam odłożyć torebki, a już witała mnie mama, przy czym jej mina wyrażała ogromna ulgę.
- Nareszcie!- powiedziała tylko, i już po chwili siedzieliśmy przy stole czekając na gości. Pierwsza zjawiła się moja najlepsza przyjaciółka, Angela, niewysoka blondynka o niebieskich oczach. Podbiegła do mnie ubrana w śliczną, lazurową sukienkę, pocałowała powietrze obok mojego policzka i poszła przywitać się z rodzicami. Nie minęło pół godziny, a dom zapełnił się ludźmi: mój kumpel Matt, szef ojca wraz z żoną, babcia Laura, a także pewien wysoki mężczyzna, będący koło 40 o ciemnej karnacji, którego widziałam pierwszy raz w życiu, ale uznałam, że nie warto zaprzątać sobie nim głowy, ponieważ moi rodzice mieli tendencję do zapraszania nieznajomych. Po odśpiewaniu klasycznego ,,sto lat" przyszedł czas na prezenty. Przeczuwałam, że będę zadowolona i nie zawiodłam się. Pierwsza paczka ( zapewne od rodziców, sądząc po kwiatowym papierze) zwierała złoty medalik w kształcie serca z moimi inicjałami. Następny prezent niemal zwalił mnie z nóg. Ogromne pudło, a w środku równie wielki misiek. Bez wątpienia był to prezent od Angeli. W następnych paczkach znajdowały się: moja ulubiona książka, perfumy Chanel, oraz...breloczek przedstawiający księżyc w pełni. Zdziwiło mnie to trochę, ale wzruszyłam tylko ramionami, ponieważ był naprawdę ładny. Gdy wszyscy rozeszli się do domów pomyślałam, ze i na mnie już pora, więc pożegnałam się z rodzicami i ruszyłam w drogę powrotną. Zabrało mi to trochę więcej czasu, ponieważ po pierwsze, pomimo nieocenionej pomocy rodziców, byłam naprawdę zmęczona , a po drugie nigdzie już się nie spieszyłam. Szłam więc powolnym krokiem, opakowana prezentami, a kiedy wreszcie dotarłam do domu, odłożyłam prezenty na szafkę i dosłownie rzuciłam się na łóżko. Jednak jakieś 10-15 później usłyszałam dzwonek do drzwi, ale ani myślałam wstać, naciągnęłam więc tylko poduszkę na głowę i leżałam dalej. Ale ten ktoś był nadzwyczaj upierdliwy, więc w końcu, z wielkim oporem zwlokłam się z łóżka i poszłam zobaczyć kto to. Najbardziej spodziewałam się sąsiadki spod trójki, która po raz kolejny zrobi mi wykład o tym jaka hałaśliwa i ogólnie głupia jestem. Jednak, kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam tego samego mężczyznę, którego nie mogłam rozpoznać na przyjęciu. Bynajmniej nie była to sąsiadka.
-Witaj, Wiktorio- drgnęłam na dźwięk mojego pełnego imienia
-czy my się znamy?- Odpowiedziałam zbyt szybko i zbyt ostro, bo nieznajomy, skrzywił się nieco, zaraz jednak na jego usta powrócił uśmiech.
-Ależ oczywiście, przecież byłem na Twoich urodzinach. Pozwól więc, że się przedstawię. Nazywam się Torgal, czy mogę wejść, by wyjaśnić Ci cel mojej wizyty?- zapytał pewnym siebie głosem
-Proszę....- z jednej strony się bałam, ale z drugiej byłam też bardzo ciekawa. Torgal wszedł do mieszkania i usiadł swobodnie na kanapie, jakbyśmy znali się od lat. Ja postanowiłam usiąść na jednym z kuchennych krzeseł, by zbytnio się nie zbliżać.
-A więc...-zapytałam niepewnym głosem- co pana do mnie sprowadza?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dla tych, którzy goszczą tu po raz pierwszy: Kim jestem i co możecie tu znaleźć? Będzie to blog poświęcony głównie historii, którą prowadzę- rozdziały będą się pojawiać conajmniej raz w tygodniu bądź częściej. Czasami znajdą się tu również moje własne dygresje i przemyślenia- wynika to jedynie z chęci podzielenia się nimi z resztą świata i sprawdzenia, czy jeszcze są gdzieś ludzie podobni do mnie Tak więc, jeżeli lubicie opowiadania fantasy ze sporą domieszką horroru, romansu
i wilczej natury-dobrze trafiliście
Dla tych, którzy mnie już znają:
Jest to nowa, jeszcze nie do końca oficjalna odsłona mojego poprzedniego bloga, który można znaleźć tutaj: wera11237.pinger.pl Blog ten został przeze mnie zaniedbany na tyle, że postanowiłam stworzyć nowy, bardziej odpowiadający moim oczekiwaniom i wyobrażeniom-jedyne co nie ulegnie zmianie to moje opowiadanie, którego rozdziały wkrótce się pojawią. Mam zamiar prowadzić go systemetycznie i regularnie- chcę by znowu stało się to dla mnie przyjemnością, więc...
Trzymajcie kciuki i do zobaczenia wkrótce!

ZL
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›