• Wpisów: 333
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 09:42
  • Licznik odwiedzin: 24 518 / 963 dni
 
zakiraluna
 
Kochani!
Stało się już swego rodzaju tradycją, że przy okazji różnych Świąt, zamiast serwować Wam wyświechtane frazesy i życzenia, piszę jakieś krótkie opowiadanie tematyczne, na ogół dość zabawne... tym razem nie mogło być inaczej! Tak więc zapraszam do czytania, a jedynym czego życzę sobie i Wam, to czas i święty spokój- bo to jego najbardziej brakuje! :)
_________________________________________________________
– Ani mi się waż!– matka mocno pacnęła mnie po dłoni, zmierzającej wprost do wielkanocnego koszyczka. Zaczerwieniłem się lekko i w myślach skarciłem za własną bezmyślność. Powinienem był zaczekać, aż pójdzie się malować!
Czekoladowy baranek dumnie wystawiał swój łeb spomiędzy gotowanych jajek, szynki i niewielkiego chleba. To właśnie na niego miałem taką ochotę…
– Zaczekaj mały…– zaśmiał się dziadek i pomarszczoną dłonią pogłaskał mnie po głowie.
– Dziadku, ale ja chcę!– jęknąłem, a matka, wsuwająca do koszyczka coś zielonego zgromiła mnie wzrokiem.
– Spójrz– wskazał na duży, wiszący zegar. Czy on nie wie, że jeszcze nie znam się na zegarku?– Kiedy dłuższa wskazówka będzie w jednej linii z krótszą, będziesz mógł zjeść baranka– zmrużyłem oczy i z nową ciekawością spojrzałem na tarczę. Wskazówki tworzyły teraz niewielki kąt, do tego wcale się nie poruszały… czy on sobie ze mnie żartuje?
– Idę się umalować i zaraz wychodzimy do kościoła– zarządziła mama i pogroziła mi palcem. – Nawet nie próbuj nic wyjadać! Trzeba to najpierw poświęcić.– Kompletnie nie wiedziałem, o co jej chodzi z tym święceniem, ale bałem się zapytać… kiedy tylko zniknęła za drzwiami, łakomie wyciągnąłem dłoń do koszyka.
Zupełnie niespodziewanie, baranek zniknął mi z pola widzenia. Przerażony podniosłem wzrok.
– Twoja mama by mnie zabiła…– dziadek znowu się zaśmiał, trzymając koszyczek na kolanach. Jęknąłem głośno, miałem ochotę się rozpłakać, zaraz jednak poczułem dławiącą złość. Pewnie dziadek sam chce zjeść mojego baranka! Myśli, że jestem głupi? Zeskoczyłem z wysokiego, kuchennego krzesła i z założonymi rękami stanąłem naprzeciwko niego.
– Nie wolno ci zjeść mojego baranka!– zabroniłem zdecydowanie, a dziadek popatrzył na mnie przez chwilę i roześmiał się głośno, jego śmiech grzmiał przez dłuższą chwilę, aż ocierał łzy z jasnych oczu.
– Piotrusiu, w moim wieku, przy mojej ilości zębów, czekolada jest raczej niewskazana…– o co chodzi? Kiedy mówił, dokładnie przyjrzałem się tym trzem zębom, które posiadał. Co było w tym dziwnego? Przecież moje wyglądały zupełnie tak samo…
– Mógłbyś sobie wstawić nowe, gdybyś tylko chciał– matka wyszła z łazienki i przez ułamek sekundy podziwiałem jej nową twarz. Jak ona to robi?
– Lepsze trzy własne, niż wszystkie państwowe…– mruknął w odpowiedzi dziadek i jedną ręką podrapał się za uchem. Natychmiast skorzystałem z okazji i wyrwałem mu koszyczek, z mojego gardła wydobył się okrzyk triumfu, ale okazał się przedwczesny- dziadek w ostatniej chwili chwycił koszyczek za wąską rączkę.
– Piotrek, przestań natychmiast!– wybrzmiała matka, zapinając kolczyki.
Nie miałem zamiaru odpuścić. Mocno szarpnąłem za koszyczek i wtedy stało się coś niespodziewanego: rączka urwała się, a cała zawartość wysypała się na ziemię, odskoczyłem natychmiast i popatrzyłem na pobojowisko.
Skorupki jajek, które tak pięknie ozdobiłem w przedszkolu popękały brzydko, masło utworzyło żółtą breję, sól razem z pieprzem rozsypała się, a baranek… o nie!
Ze łzami w oczach uklęknąłem przy tym, co zostało z mojego czekoladowego baranka. Wziąłem do ręki kawałek, który wyglądał mi na jego głowę i zaniosłem się głośnym płaczem.
– No nie!– krzyknęła matka, łapiąc się za głowę. – Jak ja nie cierpię świąt!

kosz.jpg

Nie możesz dodać komentarza.