• Wpisów: 333
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 09:42
  • Licznik odwiedzin: 28 243 / 1632 dni
 
zakiraluna
 
Rozdział 26
        Obudziły go silne torsje targające żołądek- miał wrażenie że wszystkie jego wewnętrzne narządy zostały brutalnie poprzestawiane, w głowę zaś wbijały się miliony szpilek...W ostatniej chwili zdążył zbiec po schodach i uklęknąć przy sedesie- cała zawartość żołądka wyleciała z niego jednym haustem. W tej chwili bardzo cieszył się, że jego siostra wyjechała- co by jej powiedział? Że ma poranne mdłości?- Spuścił wodę, opłukał twarz i przyjrzał się sobie w lustrze- Nieprzytomne spojrzenie, fioletowe worki pod oczami i spory zarost, wypadałoby też udać się do fryzjera.- zupełnie nie miał na to ochoty, podobnie jak na prysznic, więc tylko powoli zszedł na dół, połknął tabletkę przeciwbólową i z obrzydzeniem spojrzał na jedzenie, jego żołądek znowu wywinął koziołka, zacisnął zęby, byleby zatrzymać resztki jego zawartości w środku. Zerknął na elektroniczny zegarek.: dziewiąta zero siedem. Wciąż miał na sobie wczorajsze ubranie, kiedy usiadł na krześle przy stole, poczuł że coś uwiera go w kieszeni. Sięgnął ręką i wyciągnął...kluczyk do celi Angeline. Zamknął ją wczoraj czy nie? Nie był w stanie sobie przypomnieć. Sięgnął po wodę i wypił niemalże całą butelkę, kiedy wreszcie dotarło do niego w pełni, że przypadkiem mógł zostawić otwartą celę. Zakrztusił się wodą. Mogła wyjść, a nawet uciec. Albo gorzej...ktoś mógł wejść do niej...- Szybko się ogarnął i nawet nie przebierając pojechał wprost do biura- tam natychmiast pognał do celi, ignorując przeraźliwy ból głowy i to co zastał zmroziło mu krew w żyłach: Drzwi otwarte, cela pusta...- Wpadł do niej z przerażeniem i rozglądał się, jakby dzięki temu mógł ją odnaleźć...nagle w drzwiach pojawił się Robby. Creig doskoczył do niego i siłą przyparł do betonowej ściany.
– Gdzie ona jest?– Zapytał brutalnie przez zaciśnięte zęby.
– Nie wiem o co ci do cholery chodzi...– Robby z trudem łapał powietrze, stało się to prawie zupełnie niemożliwe kiedy Creig wzmocnił swój uścisk.
– Gdzie?- Powtórzył, a kiedy nie otrzymał żadnej odpowiedzi powalił swojego towarzysza na ziemię i usiadł na nim okrakiem. Jego pięść zacisnęła się mocno i wymierzył Robby'emu silny cios w szczękę, drugą dłonią przytrzymując w miejscu jego ręce. Mężczyzna zaczął mamrotać coś pod nosem, Creig pochylił się lekko w jego stronę.
– ..na jachcie.- Serce Creiga na sekundę autentycznie stanęło w miejscu. Spojrzał na swoją ofiarę i znowu ogarnęła go fala dzikiej, nieokiełznanej furii, ramię ponownie wystrzeliło w powietrze i zaczął uderzać Robby'ego raz za razem, po kilku uderzeniach ręce miał ubrudzone krwią, uświadomił sobie też, że jego oponent przestał się ruszać.- Bez cienia wyrzutów sumienia wstał i wybiegł z biura, nawet nie sprawdzając czy mężczyzna pod celą jeszcze żyje. Wskoczył do samochodu i na pełnym gazie przemierzał kolejne kilometry, zmierzał do miejsca gdzie przetrzymywana była jego ukochana. Do przystani.
***
        Obudziła się w miękkiej, pachnącej pościeli- po ostatnich dniach zaniepokoiło ją to na tyle, że natychmiast odzyskała pełną świadomość. Leżała naga w niewielkiej sypialni, nie było tu okna ani telewizora, tylko jedno duże łóżko. W okolicy karku czuła nieprzyjemne mrowienie, które przy każdym gwałtowniejszym ruchu przechodziło w bolesne pulsowanie. Wstała i owinęła się jasnym, morelowym prześcieradłem. Gdzie ja jestem?- To było naturalnie pierwsze pytanie jakie przyszło jej do głowy. Rozejrzała się i dostrzegła drewniane drzwi naprzeciwko łoża- kiedy pociągnęła za klamkę okazały się zamknięte, zaś drugie przejście prowadziło do niewielkiej, ale bogato urządzonej łazienki-tęsknym wzrokiem spojrzała na prysznic, jej skóra niemal zaczęła swędzieć...Kierowana wyłącznie odruchem zamknęła za sobą drzwi i zsunęła prześcieradło z brudnego ciała. Westchnęła z rozkoszą kiedy znalazła się pod strumieniem ciepłej, oczyszczającej wody, przez chwilę stała tylko, pozwalając by spłynął z niej najgorszy bród, po czym sięgnęła po czarną tubkę pełną, jak się okazało, szamponu. Namydliła i spłukała swe długie włosy, a że nie mogła nigdzie dojrzeć mydła, zastąpił jej również żel pod prysznic. Niechętnie wyszła spod natrysku, czuła się świeża, w końcu czysta- wypłukała usta w kranie i przetarła zęby rąbkiem prześcieradła, by one również stały się nieco czystsze. Przez chwilę stała nago, kropelki wody wciąż znajdowały się na jej ciele, nie dostrzegła nigdzie ręcznika, więc owinęła się na powrót prześcieradłem, materiał natychmiast przylepił się do ciała i zaczął prześwitywać w kilku miejscach... wyszła z łazienki. Stanęła jak wryta, dostrzegając jakąś dużą postać siedzącą na łóżku i wpatrującą się w nią intensywnie.
– Widzę że nie mogłaś oprzeć się kąpieli...- Przemówił ochrypłym głosem.– To dobrze, lubię czyste kobiety.
        Mężczyzna miał co najmniej pięćdziesiąt lat i tyle samo kilogramów nadwagi. Kiedy wstał dostrzegła, że miał nie więcej niż metr siedemdziesiąt, cienkie, czarne włosy miał posklejane na spoconym czole, zaś nad nabrzmiałymi ustami pysznił się cienki wąs. Miał na sobie biały, materiałowy szlafrok, który tylko podkreślał jego tuszę. Angeline przyglądała mu się z przerażeniem, jednocześnie dochodząc do wniosku, że widzi tego osobnika pierwszy raz w życiu. Ciaśniej objęła się prześcieradłem, a on uśmiechnął się lekko.
– Kim jesteś?- Zapytała w końcu. Ostatnie co pamiętała to cela....wspominki Robby'ego...worek...mocne uderzenie w głowę. Może on mnie  uratował?– Przyszło jej do głowy, wskutek silnego uderzenia nie była jeszcze w stanie poskładać wszystkich elementów układanki w całość.
– Och, wybacz, nie przedstawiłem się.- Podszedł do niej szybko i mimo wyraźnych protestów podniósł jej małą piąstkę do ust. Wprawiło ją to raczej w obrzydzenie niż w radość.– Nazywam się Joseph Saragino.– Gwałtownie wyrwała dłoń z jego uścisku, otwierając szeroko oczy.
– To ty...– Zaczęła.
– Tak. To ja kazałem cię porwać. Ale nie osiągnęło to planowanego efektu jak widzę...– Pokręcił lekko swoją nalaną twarzą. – Rozumiesz chyba, że w obecnej sytuacji nie mogę pozwolić sobie na darowanie ci życia?- serce zaczęło jej bić jak oszalałe, nigdy nie pragnęła żyć tak bardzo jak w tej chwili.
– Chcesz mnie zabić?- Powiedziała, nie chcąc okazywać przerażenia. Jeżeli to ma naprawdę być ostatnia godzina jej życia, nie ma zamiaru skomleć jak pies. Joseph przybliżył się jeszcze bardziej i wyszeptał jej do ucha:
– Tak.- Ledwo udało jej się powstrzymać grymas obrzydzenia, czując na szyi jego obrzydliwy oddech. – Ale zanim to zrobię, poużywam sobie na całym twoim ciele...– Odsunęła się gwałtownie.
– Nie!– Wykrzyczała, ale on jej nie słuchał, tylko z dzikim popłochem chwycił ją w talii i brutalnie rzucił na łóżko, poły prześcieradła rozwiewały się w powietrzu, próbowała poderwać się z łóżka, ale on natychmiast przygniótł ją ciężarem swojego ciała, niemal wgniatał w materac. Łzy zaczęły płynąć po  policzkach, zobaczyła jak mężczyzna ściąga z siebie szlafrok i rzuca go gdzieś niedbale, jego ciało, grube i pomarszczone, wzbudziło w niej jedynie wstręt, miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje...Zerwał z niej resztki prześcieradła, w powietrzu słychać było odgłos rozdzieranego materiału, kilka sekund później Joseph brutalnie rozchylił jej nogi i wdarł się do jej wnętrza, krzyknęła przeraźliwie, czując ból, chwycił ją za pośladki i wbił w nie paznokcie, charczał i jęczał, nogi drętwiały jej pod jego ciężarem,  Angeline modliła się, by szybko skończył, każde jego pchnięcie było dla niej jak cięcie nożem-tyle że nie tylko ciała, ale i duszy...W końcu dokończył dzieła, na jego twarzy odmalowała się błoga rozkosz, ona zaś chciała jedynie by ją zabił- czuła się brudna, zbrukana, nie miała już po co żyć, to co właśnie przeżyła nie pozwoli jej normalnie funkcjonować, wiedziała o tym...Chciała by wreszcie z niej wyszedł, on zaś od momentu szczytowania nie opuścił jej ciała- zamiast tego podniósł ręce i zacisnął je mocno na szyi dziewczyny.

Nie możesz dodać komentarza.