• Wpisów: 333
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 09:42
  • Licznik odwiedzin: 31 046 / 2033 dni
 
zakiraluna
 
Rozdział 23
        Delikatnie gładził ją po plecach i wpatrywał się w sufit, dopóki nie wyczuł pod palcami gęsiej skórki. Wtedy sięgnął pod plecy i jedną ręką nakrył ich oboje ciemnym kocem. Podniosła lekko głowę i oparła mu na mostku tak, by móc na niego spojrzeć.
– Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. - Czuł, że musi jej to powiedzieć. Zaśmiała się lekko.
– Jeżeli chcesz mi powiedzieć że nigdy nie byłeś z kobietą, to wiedz że ci nie uwierzę...
– Nie o to mi chodziło... – Zaczął. Nigdy nie zaangażował się aż tak emocjonalnie.
– Wiem. – Przerwała mu dziewczyna, jednocześnie kładąc mu palec wskazujący na ustach. Nie przerywając kontakty wzrokowego uchylił wargi i lekko go pocałował. Zobaczył w jej oczach coś co napawało go lękiem i radością jednocześnie. Jeżeli tylko sobie tego nie wymyślił dostrzegł w nich...miłość.
– Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. – Wyszeptała i pocałowała go lekko, przesuwając dłoń na jego policzek. Zaskoczyła go, nie spodziewał się, że będzie pamiętać o jego urodzinach. A jednak, nie przestawała go zadziwiać. – Nie mam dla ciebie prezentu. – W jej głosie pobrzmiała nutka smutku.
– Ty jesteś najlepszym prezentem. – Zapewnił ją zgodnie z prawdą, a ona uśmiechnęła się ciepło. Przez chwilę leżeli w milczeniu, jedynie wpatrując się w siebie nawzajem.
– Musimy wstać. – Znów pogładził ją po plecach, ale ona tylko mruknęła coś pod nosem. – Mogą wrócić w każdej chwili. – Ten argument do niej przemówił, oparła się rękami o klatkę piersiową Creiga i lekko uniosła, po czym całkowicie wstała, rozglądając się za częściami swojej garderoby. Nie mógł powstrzymać się od jawnego gapienia się na jej piękne, jędrne ciało...sam ubrał się dopiero kiedy wciągała przez głowę biały sweter.

***
        W tym czasie, trzech rosłych mężczyzn wkroczyło do eleganckiego domu na Manhattanie, jeden z nich aż gwizdnął na widok otaczającego go luksusu.
– A ja muszę mieszkać w jakieś starej ruderze... – Powiedział Tony i dostrzegł na talerzu w kuchni tosty, natychmiast się na nie rzucił, nie miało dla niego znaczenia że zostały zrobione trzy dni temu. Jego brat w tym czasie odruchowo zaczął przeszukiwać szafki w salonie, mając nadzieję, że natrafi na coś cennego. Robby popatrzył na nich z politowaniem.
– Debile... – Powiedział i powoli ruszył na górę, po czym rozejrzał się w poszukiwaniu wspomnianej szafki. Tuż przy schodach dostrzegł niewielką komodę z ciemnego drewna a na niej...gruby czarny folder. Uśmiechnął się z satysfakcją i zabrał go, nie przyszło mu nawet do głowy by zajrzeć do środka. Zszedł na dół i zastał swoich towarzyszy tak jak ich zostawił. Każdy z nich miał już pełne kieszenie, kłócili się właśnie o jakąś błyskotkę, Robby wsunął teczkę pod pachę i zagwizdał na palcach. Natychmiast przerwali i spojrzeli na niego, ani na chwilę nie puszczając złotego łańcuszka.
– Idziemy. – Powiedział krótko i podszedł do nich, po czym stanowczo wyciągnął naszyjnik z ich chciwych rąk i przyjrzał mu się uważnie. Zmrużył oczy. Prosty, złoty krzyżyk dyndał na cienkim łańcuszku, odwrócił go i dostrzegł niewielkie grawerowanie. Nie musiał wytężać wzroku by je odczytać. Wiedział co na nim jest. Wiedział, bo sam nosił taki łańcuszek od kilkunastu lat.
– Wezmę to sobie. – Żaden z jego towarzyszy nie odważył się zaprotestować, kiedy schował znalezisko do kieszeni i ruszył w stronę drzwi. Wsiadł do samochodu, oczywiście zajmując miejsce kierowcy i ruszył gwałtownie, Paul zatrzasnął drzwi w ostatniej chwili. Kiedy bracia wyceniali swoje znaleziska, myśli Robby'ego powróciły do łańcuszka. Kto by pomyślał...-Jego zdaniem dziewczyna nie wyglądała jakby wyszła z bidula. Nie mógł jej pamiętać, ani znać, część dla chłopców i dziewcząt zawsze była oddzielona i jakakolwiek niesubordynacja była natychmiast karana przez na pozór kochane zakonnice. Przed oczami stanęły mu obrazy przeszłości.
        Małe mieszkanie. Matka całuje mnie po główce i mówi że niedługo wróci. Nie płacze, znowu jest pijana. Czekam na mamusię. Jestem głodny. Przychodzi jakiś duży pan w stroju policjanta i bierze mnie na ręce. Nie, zostaw mnie! Muszę czekać na mamusię...Jakaś kobieta w białym kitlu pochyla się nade mną.
– Zdrowy. – Mówi do pana w stroju policjanta. – Tylko wychudzony. – Pani kręci głową. –Jak można zostawić pięcioletnie dziecko...- Szepczą coś między sobą, ale ja nic nie słyszę. Duża pani w czarnej sukience uśmiecha się do mnie. Jest stara, na głowie ma czarny welon, a na szyi duży krzyż. Łapie mnie za rękę i mówi że wszystko będzie dobrze...
        Zatrzymał się na czerwonym świetle w ostatniej chwili, Tony i Paul szarpnęli się do przodu z przekleństwem, biżuteria latała po całym samochodzie.
– Co to odwalasz? – Naskoczył na niego Tony, ale nie odpowiedział, pozwolił im pozbierać swoje błyskotki i gwałtownie ruszył z miejsca kiedy tylko światło się zmieniło, piętnaście minut później wręczał już czarną teczkę Creigowi. Ten nic nie powiedział, pokiwał tylko lekko głową i dał im znać, by wyszli. Nagle rozległ się dziwny brzęk. Mężczyzna wychylił się za biurkiem i dostrzegł niewielką bransoletkę, przyjrzał się swoim podwładnym i złość w nim zawrzała na widok wypchanych kieszeni braci.
– Co to ma być?! – Ryknął na nich. – Mieliście tylko przynieść teczkę! Wszystko na biurko, ale już!
– No co ty... – Próbował negocjować Paul, ale przerwał pod jego zimnym spojrzeniem. Po chwili wahania obydwaj bracia podeszli i bez słowa zaczęli opróżniać spodnie. Blat zapełnił się biżuterią różnego rodzaju, kolczyki, bransoletki, nic jednak nie wydawało się szczególnie wartościowe.
– A ty?- Tony spojrzał na Robby'ego, a ten zmroził go spojrzeniem – Dawaj łańcuszek! –Dopowiedział, a Creig zmrużył oczy.
– Jaki łańcuszek? Coś ci się pochrzaniło dzieciaku... – Choć był niewiele starszy od swoich kompanów, często tak właśnie się do nich zwracał. – Zostawiłem go w tej willi... – Zwrócił się do Creiga. – Kłócili się o jakiś pozłacany łańcuszek, dasz wiarę? Prawie go rozerwali... – Creig pokręcił głową, mając już dość całej tej dyskusji i machnął na nich ręką, by w końcu wyszli. Nie mógł dostrzec chytrego uśmieszku, jaki pojawił się na twarzy Robby'ego. Otworzył teczkę i ujrzał mnóstwo szczelnie zapakowanych dokumentów, niektóre były w kopertach, inne w koszulkach, ale nie znalazł nic co byłoby luzem. I nic po angielsku. Jak niby miał określić o który list chodzi? Zamknął teczkę i z całą jej zawartością zszedł przez szyb do podziemi.
***
        Angeline czekała na niego niecierpliwie, chciała mieć to już wszystko za sobą, była tak blisko, tak blisko! Nagle usłyszała odgłos otwieranego zamka i wstała gwałtownie. Creig wkroczył do celi, mając na sobie szarą koszulkę na ramiączka- zarumieniła się, przypominając sobie koszulę którą miał na sobie wcześniej i guziki pośpieszne zamiatane pod pryczę. Wszedł, zamknął drzwi i pomachał jej przed oczami znajomą teczką. Wzięła ją od niego i usiadła, chcąc znaleźć odpowiedni dokument, poczuła jak prycza ugina się pod ciężarem i spojrzała na Creiga z uśmiechem.
– Po co temu całemu Saragino data tego przewozu? – Zapytała, kiedy Creig niewinnie bawił się jej włosami.
– Chce go przejąć... – Odparł jak gdyby nigdy nic i przesunął palcem po zakrzywieniach jej ucha. Jego dotyk nieco ją rozpraszał, jednak nie na tyle, by całkiem stracić jasność umysł.
– I co potem zrobi z tymi ludźmi? – To te kobiety o których mówił jej Creig?
– Pewnie gdzieś ich sprzeda. – Wzruszył ramionami, jakby rozmawiali o pogodzie, a jej serce stanęło w miejscu. Mocno zagryzła wargi. Droga do wolności nie wydawała jej się teraz taka prosta...
– Znalazłaś? – Zapytał jej towarzysz, a ona pokiwała głową, wyciągając dużą, białą kopertę. Odłożyła teczkę na stolik i delikatnie rozerwała pakunek z dokumentem. Cholera! – Zaklęła w duchu widząc jak krótki jest list. Jeżeli miała nadzieję grać na zwłokę, to raczej jej się to nie uda...Przeczytała go pobieżnie, był bardzo kulturalny, ze wszystkimi honorami i zawierał konkretne informacje. Przewóz miał się odbyć dwudziestego siódmego października, o dziesiątej rano. Długo nie podnosiła wzroku znad białej kartki, wiedziała, że Creig wpatruje się w nią intensywnie...co miała mu powiedzieć? Co miała zrobić?
– Jutro rano będę wszystko wiedziała. – Powiedziała mając nadzieję, że tym go przekona. Zmarszczył brwi.
– Dopiero jutro?
– To nie jest takie proste jak się wydaje – Chciała wyglądać w tej chwili jak profesjonalistka. –Zwłaszcza bez słownika. – Zdobyła się na niewielkie kłamstwo.
– Potrzebna mi jest tylko data. – Jego głos stał się chłodny, wyniosły.
– Wiem. – Uśmiechnęła się do niego z wymuszeniem – I podam ci ją. Jutro rano. – Musiała czymś odwrócić jego uwagę, pochyliła się więc lekko i musnęła jego wargi swoimi. Ku jej zaskoczeniu, przytrzymał ją kiedy chciała się odsunąć i pogłębił pocałunek, po czym szybko się od niej oderwał i wstał.
– Jutro rano. – Oddech miał równie płytki co ona, ale na szczęście kilka sekund później wyszedł i zostawił ją samą. Kiedy tylko drzwi się za nim zamknęły, załamała ręce. Co ja mam zrobić?- Szukała odpowiedzi, ale te nie chciały się pojawiać. Perspektywa opuszczenie tego okropnego miejsca była nazbyt kusząca...podobnie jak obietnice Creiga. Ale nie chciała okupywać swojej wolności cudzą. Nie chciała tego z całego serca.  Przypomniała sobie przysięgę składaną przed ministrem sprawiedliwości: "Mając świadomość znaczenia moich słów i odpowiedzialności przed prawem, przyrzekam uroczyście, że powierzone mi zadania tłumacza przysięgłego będę wykonywać sumiennie i bezstronnie, dochowując tajemnicy prawnie chronionej oraz kierując się w swoim postępowaniu uczciwością i etyką zawodową." Znalazła się w matni, w sytuacji bez wyjścia...wolnośc przeciwko sumieniu...Miała im powiedzieć? Nie!- Jej umysł protestował zaciekle.Ale czy miała inne wyjście? Co z nią zrobią, jeśli nie poda im tej daty? Każdy na moim miejscu zrobiłby wszystko, by się stąd wydostać! –Schowała dokument z powrotem do teczki i w tej chwili podjęła decyzję. Już się nie bała.
_________________________________________________________
ZBLIŻAMY SIĘ DO KOŃCA!!! :D

Nie możesz dodać komentarza.

 
  •  
     
    Teraz już nie mogę się doczekać, w życiu nie chciałabym podejmować takiej decyzji. Z jednej strony życie, z wyrzutami sumienia, a z drugiej niewola, ba nawet śmierć. Jak życie może się różnie potoczyć. Angeline, swoją ciężką pracą i talentem udało się piąć do góry(pomimo kredytu i tak nie najgorzej jej się wiodło), a Robby... co tu dużo gadać zbir jakich mało. Ciekawe co nam przygotowałaś w związku z tym. Bo znając ciebie nie przejdzie to bez echa :D