• Wpisów:380
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 09:42
  • Licznik odwiedzin:24 662 / 994 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 1
,, Związała swe długie, kruczoczarne włosy w gruby warkocz i pod osłoną nocy opuściła wagon, w którym obecnie…” Anna przymknęła powieki i przeniosła szczupłe palce z klawiatury na skronie, wydając przy tym ciche westchnienie. Ból głowy od jakiś kilku miesięcy ciążył jej coraz bardziej, na początku bolało tylko rano… potem ból się wydłużał, teraz była na takim etapie, że nie pomagał już paracetamol, ani żadne inne proszki przeciwbólowe. Bynajmniej nie sprzyjało to jej pisaniu, jeśli tak dalej pójdzie, najnowsza książka nigdy nie doczeka się publikacji… Zacisnęła zęby i syknęła cicho, ból wciąż przybierał na sile… trwało to dobre kilka minut, później w końcu zelżał, pozostawiając po sobie jedynie nieprzyjemne pulsowanie. Kobieta odetchnęła głęboko, czuła się, jakby właśnie przebiegła maraton… bieganie. Kiedyś biegała. Ale teraz za każdym razem kiedy jej stopa odrywała się od ziemi, w głowie wybuchała miniaturowa bomba. To było jak gra w sapera– jeśli nadepniesz na nieodpowiednie pole, wybuchniesz. Tylko że tu nie było odpowiedniego pola. Nawet kiedy udawało się jej jakimś cudem przezwyciężyć ból, męczyła się po przebiegnięciu zaledwie kilku metrów- nie miała pojęcia dlaczego.
Próbowała jeszcze raz coś napisać, ale za każdym razem kończyło się to niepowodzeniem, więc po kilku minutach dała sobie spokój i bezsilnością dławiącą gardło zamknęła swojego starego laptopa. Wstała i odsłoniła roletę, chciała popatrzeć na przyrodę, myślała że może to jakoś pomoże…jak bardzo się myliła. Było już ciemno, wszystko białe, pokryte zimowym puchem… może i byłaby w stanie dostrzec pewne piękno takiego obrazu, gdyby nie fakt, że jego główny punkt stanowiła…autostrada. Nie, może trochę przesadziła, to nie była autostrada, po prostu jedna z dłuższych i ważniejszych ulic w tym niewielkim mieście, dodatkowo prowadząca na stację benzynową. Annie nie spodobało się ani miasto, ani mieszkający w nim ludzie, przeprowadziła się tu tylko i wyłącznie dlatego, że Piotr tak chciał- jej mąż był lekarzem, ściśle rzecz biorąc toksykologiem i zaraz po ślubie uznał, że jednak nie chce mieszkać w wielkim mieście jakim jest Warszawa, wolał mieć ogromny dom na przedmieściach i codziennie rano stać w korkach, by dostać się do kliniki w której pracował… jej zdanie praktycznie się tu nie liczyło. Byli razem od pięciu lat, znała go zaledwie pół roku, zanim zdecydowała się wyjść za mąż… wtedy jeszcze pracowała. W banku.
Pisaniem zajmowała się od najmłodszych lat, uwielbiała to robić, a trzeba jej oddać że umiała. Pierwszą swoją książkę wydała w wieku dwudziestu jeden lat- była zaskoczona widząc, jaki sukces odniosła i z jaką chęcią ludzie sięgają po jej zapiski… Mimo to Piotr nigdy nie traktował tego na poważnie, do tej pory zdążyła już napisać jedenaście powieści, on zaś nie przeczytał ani jednej- z początku bardzo ją to raniło. Dlaczego obcy ludzie mnie chwalą, chcą moich autografów, a mój własny mąż wciąż się ze mnie podśmiechuje?– zadawała sobie pytanie, później jednak nauczyła się z tym żyć. Co prawda, pisanie nie przyniosło jej wielkiego bogactwa, ale pracowała przecież w banku, więc dopóki dorzucała się do domowego budżetu, wszystko było w porządku. Kiedy trzy lata temu ją zwolnili, straciła resztki autonomii– praktycznie została na łasce Piotra, jemu zaś wyraźnie było to w smak– zarabiał tyle, że oprócz niej byłby w stanie utrzymać jeszcze kilka dodatkowych osób… ale utrzymując żonę, mógł trzymać ją w ryzach- straciła wolność, której jako artystka, rozpaczliwie potrzebowała…ale była zbyt uległa i łagodna by sobie to uzmysłowić. Właśnie dlatego wyglądała teraz na tę cholerną autostradę, ze swojego cholernego domu przy ulicy Komunalnej i nie była w stanie nic więcej napisać.
Usłyszała odgłos otwieranych drzwi i to przywołało ją do rzeczywistości. Piotr wrócił- ostatnio nie wychodziła za często, więc za każdym razem kiedy wracał, bardzo się cieszyła. Wszedł do sypialni w której pisała i uśmiechnął się lekko.
Piotr Hoffman mimo swych trzydziestu pięciu lat wciąż pozostał zadbanym i eleganckim mężczyzną- wysoki i szczupły, ćwiczył kilka razy w tygodniu w przylegającej do sypialni siłowni- z zamysłu miał być to gabinet dla Anny, ale szybko ją przekonał, że pisanie nie jest aż tak ważne- w jego włosach nie pokazało się jeszcze ani jedno siwe pasmo, zapuścił je więc lekko i co rano, po prysznicu, zaczesywał do tyłu, do tego jakiś czas temu zapuścił sobie lekką brodę na podbródku.
Nachylił się lekko nad żoną i musnął jej wargi ustami, po czym przejechał dłonią po jej długich, piaskowych włosach. Akurat w tej kwestii byli zgodni- wiele kobiet w jej wieku decyduje się na krótkie, chłopięce fryzury, ona zaś nie była sobie w stanie tego wyobrazić- miała ładne, proste blond włosy- co jakiś czas przycinała więc tylko końcówki. Piotr odsunął się lekko. Czyżbym wyczuła kobiece perfumy?– Zmarszczyła brwi. Nie, na pewno mi się zdawało- pomyślała i odpowiedziała na uśmiech męża.
– Jak w pracy? – zapytała, mając nadzieję na jakąś ciekawą, medyczną historię- po całym dniu spędzonym w domu nudziła się niemiłosiernie. Jak długo można przygotowywać obiad, albo sprzątać? Jak długo można siedzieć nad klawiaturą, wypatrując tej bezlitosnej istoty, weny?
– W porządku – odpowiedział tylko Piotr, ku jej rozczarowaniu i zaczął rozwiązywać jedwabny, pasiasty krawat. Rzucił go niedbale na krzesło, wiedząc że jego żonka i tak się nim zajmie, po czym zajął się rozpinaniem spinek od mankietów.
– A jak twoja głowa? – zapytał ją w pewnej chwili i tylko siła woli powstrzymała ją od wzdrygnięcia.
– Nie jest tak źle, właściwie czuję się całkiem nieźle – zdobyła się na małe kłamstwo i natychmiast tego pożałowała. Była żoną lekarza, jak więc mogła myśleć, że uda się jej go oszukać? Wstrzymała oddech, widząc jak jej mąż zamarł na chwilę, po czym uniósł lekko brwi.
– Cieszę się – odparł, ale Anna nie usłyszała w tym głosie entuzjazmu. Piotr ściągnął koszulę i półnagi udał się do łazienki. Odetchnęła z ulgą. Tym razem się udało. Nie chciała kłopotać swojego męża sobą i swoimi problemami, pracował i utrzymywał ją, miał więc wystarczająco dużo na głowie…
Odkręcił wodę pod prysznicem i zaczął namydlać swe muskularne ciało sprawnymi, niby relaksującymi ruchami, ale jego brwi pozostały zmarszczone. Czyżby jego lekarstwo jeszcze nie zaczęło działać? Równo rok temu opracował idealną mieszankę, której głównym składnikiem była silna trucizna… ale dopiero po pół roku zdecydował się podawać ją żonie, oczywiście w niewielkich ilościach, inaczej wszystko zakończyłoby się dużo wcześniej niż to sobie zaplanował. Ucieszył się, kiedy Anna powiedziała mu jakiś czas temu, że ostatnio często boli ją głowa, popatrzył wtedy na nią z wyższością i zalecił żeby wzięła nurofen… lubił się nad nią znęcać, to był główny powód, dla którego zdecydował się podawać jej mieszankę w tak niewielkich dawkach, tak by powoli trawiła ją od środka, tak by pod koniec wiła się w męczarniach… Obrazy wywołane fantazją pojawiały mu się przed oczami… Anna jako zimny trup… On na pogrzebie Anny… On, wreszcie wolny… To małżeństwo było błędem, dosyć szybko zdał sobie sprawę- żona tylko go blokowała, uległ ogólnej presji i teraz bardzo tego żałował… Na początku myślał o rozwodzie, ale w końcu stwierdził, że nie może się na niego zdecydować- po pierwsze, to znacząco zaszkodziłoby jego reputacji, po drugie… miasto było pełne jego byłych kochanek, większość z nich wciąż pałała doń nienawiścią, był pewny, że gdyby przyszło co do czego, każda z nich, bez mrugnięcia okiem opowiedziałaby wszystko co z nimi robił w sądzie… był zły na samego siebie, że nie wykazał się wystarczającym rozsądkiem- mógł przecież mieć inne kobiety w Warszawie. Gdyby któraś kochanka go oskarżyła, zostałby z niczym, rozwód z jego winy obdarłby go z całego bogactwa, a przynajmniej połowy. Nie był gotowy na takie poświęcenie. Znalazł tylko jedno wyjście… Już niedługo, pomyślał, wychodząc spod prysznica i owijając się białym ręcznikiem, niedługo jego trucizna zacznie działać… wszystko odnotowywał w małym, obitym czarną skórą dzienniku, chciał mieć jakiś namacalny dowód, który za kilka lat będzie mu przypominał czyja to zasługa.
Ubrał się w ciemny garnitur, był dziś umówiony ze swoją nową zdobyczą w niewielkiej restauracyjce na drugim końcu miasta- miał szczere nadzieję że ta kolacja zakończy się w łóżku kobiety, nie mógł jej przecież zaprosić do siebie… W takie dni jak ten, drażniło go, że Anna całe dnie przesiaduje w domu, uznał jednak, że gra jest warta świeczki. Zresztą, zgodnie z jego przewidywaniami, za góra dwa miesiące nie będzie w stanie wstać z łóżka, może wtedy… Odegnał przyjemną myśl i zszedł na dół, jego żonka uniosła głowę znad kanapy i zmarszczyła brwi.
– Wychodzisz gdzieś? – zapytała, trzymając w dłoniach jakąś książkę.
– Tak, mam dzisiaj jeszcze spotkanie z ordynatorem… – zmyślił na poczekaniu, uznał że to wystarczająco tłumaczy jego odświętny strój. Anna natychmiast posmutniała, lektura niemalże wypadła jej z ręki. Czyżby czegoś się domyślała?
– Szkoda, miałam nadzieję że spędzimy razem wieczór, zrobiłam curry na kolację… – zaśmiał się w duchu. Aż żal mu było tej głupiutkiej istoty. Nie mam dziś ochoty na twoje curry- chciał jej powiedzieć- mam ochotę na twoją sąsiadkę…
– No cóż, ktoś tu musi zarabiać – specjalnie nadał swemu głosowi oschły ton, kobieta natychmiast się skuliła, co wywołało w nim uczucie triumfu. –Zjem jak wrócę, nie czekaj na mnie– i wyszedł, nie zaszczyciwszy jej więcej spojrzeniem.
Pod restaurację zajechał równo o dwudziestej, o dwudziestej zero siedem pojawiła się tam również Helena- zupełne przeciwieństwo Anny, może nie była zbyt wysoka i idealnie szczupła, ale aż owiewała seksapilem i pewnością siebie, jakiego tamtej brakowało. Ubrana w czarny, płaszcz, jej hebanowe włosy tworzyły swego rodzaju kaptur, lekko się z nim zlewając. Na powitanie pocałował ją w rękę i otworzył drzwi do knajpy, od razu zerkając na pośladki kobiety- to co zobaczył, w pełni go usatysfakcjonowało. Zajęli niewielki, dwuosobowy stolik w rogu pomieszczenia i Piotr rozpoczął znaną mu doskonale sztukę uwodzenia.
Największym atutem Heleny, oprócz idealnego tyłka i pokaźnych rozmiarów biustu było to, że miała męża. Uznał, że od tej pory będzie wybierał tylko takie- wiedziały czego od nich oczekiwał, nie nastawiały się na długie związku, one oczekiwały od niego tylko orgazmu… i w razie czego był pewien, że żadna nie obciąży go w sądzie.
Kolacja skończyła się jedynie na kilku lampkach wina i lekkiej sałatce, trzydzieści minut później, w pośpiechu, zrzucali już z siebie ubrania w mieszkaniu kobiety na dużym osiedlu Victoria- jej mąż wyjechał właśnie w kilkudniową delegację…
Kilka godzin później, kiedy oboje już nasycili się sobą nawzajem, Piotr wstał z małżeńskiego łoża, ubrał się i lekkim pocałunkiem w policzek pożegnał swą nową zdobycz, uznał, że spotka się z nią jeszcze nie raz, była dzika i nieokiełznana, właśnie takie kobiety lubił… Zajechał pod bramę, pewny że jego własna kobieta już dawno śpi.
Ale Anna nie spała. Równo o północy, kiedy leżała już w łóżku, naprawdę tracąc nadzieję, że ujrzy dziś swojego ukochanego, usłyszała pikanie ich bramy garażowej… odetchnęła z ulgą. Zdziwiła się trochę, że mąż wraca tak późno, ale przecież by jej nie okłamał, prawda?
Wszedł do sypialni, a ona uśmiechnęła się do niego ciepło. On zaś, ze zdziwienia zatrzymał się na chwilę i podrapał po brodzie.
– Nie śpisz jeszcze? – Jakże nudna wydała mu się w tej chwili Anna. Chociaż była ubrana w ładną, dość seksowną niebieską koszulę nocną, coś w wyrazie jej twarzy niezmiennie przywodziło mu na myśl jedynie anioła… może to te włosy? Ale taki aniołek nie był w stanie rozpalić żaru w jego ciele… Czasem, kiedy naszła go ochota, kochał się z żoną- mimo wszystko była atrakcyjną kobietą, ale zdarzało się to tak rzadko, że nie pamiętał kiedy był ostatni raz..
– Czekałam na ciebie… – Powiedziała, wciąż się uśmiechając – Jak tam spotkanie?
– W porządku. – Odparł natychmiast i przeszedł z sypialni do łazienki, by zmyć z siebie zapach Heleny, mając nadzieję, że teraz, kiedy Anna już go ujrzała, w końcu pójdzie spać. Dwadzieścia minut później wyszedł, ubrany w czarną, jedwabną piżamę, która zakrywała go niemal od stóp do głów. Z niejaką złością stwierdził, że jego żona wciąż nie śpi. Wsunął się do łóżka i natychmiast zgasił lampkę, nawet nie pytając jej o zgodę- był wykończony, chciał tylko spać… kilka sekund później poczuł na swojej piersi głowę Anny i jej dłonie oplatające go w pasie… Jeszcze ta…- Pomyślał, kompletnie nie był w nastroju na wszelkie czułości z jej strony.
– Stęskniłam się za tobą… – Wszeptała Anna i jedną ręką zaczęła rozpinać mu guziki koszuli- natychmiast to przerwał, łapiąc ją mocno za rękę.
– Jestem zmęczony. – Jego zimny ton przyćmił jej ciepło – Pracowałem cały dzień, a teraz chcę iść spać. – Puścił dłoń kobiety, a ta zabrała ją bez słowa i odsunęła się, odwracając się do niego plecami. Odetchnął z ulgą. W końcu dała mu spokój… wykończony, usnął niemal natychmiast.
Łzy popłynęły jej z oczu, zostawiając na szarej pościeli mokre ślady… Czym sobie zasłużyłam na ten cynizm i chłód? Nie była w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Czyżby mąż ją zdradzał? Nie zniosłaby tego, sama myśl była dla niej niczym nóż obracający się w skołatanym sercu… była pisarką, wrażliwość miała zapisaną w kontrakcie. I duszy. Kochała Piotra bardziej niż kogokolwiek na świecie, nie miała dzieci, które mogłaby obdarzyć takim uczuciem, a od kiedy przestała pracować, krąg osób z którymi codziennie rozmawiała zawęził się… w takie dni jak ten był nim tylko Piotr. Nie wyobrażała sobie życia bez niego… zagryzła prawą pięść by przypadkiem nie usłyszał jej szlochu.



  • awatar ~Nierealna Rzeczywistość~: "Pisaniem zajmowała się od najmłodszych lat, uwielbiała to robić, a trzeba jej oddać że umiała" Ten cytat z tego opowiadania pasuje do ciebie. Ciekawie się zapowiada i czekam na kolejną część, a w olnej chwili zapraszam do siebie :)
  • awatar sunchildnightchild: @Zakira Luna: piękne to jest, na prawdę mi się podoba <3 podeślij to do wydawnictwa zanim będziesz publikować na necie więcej, na prawdę, bo masz super styl pisania i koncept, nie daj się okraść
  • awatar Zakira Luna: @sunchildnightchild: O rany, naprawdę? :D Szczerze mówiąc mam to już napisane :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Kochani!
Stało się już swego rodzaju tradycją, że przy okazji różnych Świąt, zamiast serwować Wam wyświechtane frazesy i życzenia, piszę jakieś krótkie opowiadanie tematyczne, na ogół dość zabawne... tym razem nie mogło być inaczej! Tak więc zapraszam do czytania, a jedynym czego życzę sobie i Wam, to czas i święty spokój- bo to jego najbardziej brakuje!
_________________________________________________________
– Ani mi się waż!– matka mocno pacnęła mnie po dłoni, zmierzającej wprost do wielkanocnego koszyczka. Zaczerwieniłem się lekko i w myślach skarciłem za własną bezmyślność. Powinienem był zaczekać, aż pójdzie się malować!
Czekoladowy baranek dumnie wystawiał swój łeb spomiędzy gotowanych jajek, szynki i niewielkiego chleba. To właśnie na niego miałem taką ochotę…
– Zaczekaj mały…– zaśmiał się dziadek i pomarszczoną dłonią pogłaskał mnie po głowie.
– Dziadku, ale ja chcę!– jęknąłem, a matka, wsuwająca do koszyczka coś zielonego zgromiła mnie wzrokiem.
– Spójrz– wskazał na duży, wiszący zegar. Czy on nie wie, że jeszcze nie znam się na zegarku?– Kiedy dłuższa wskazówka będzie w jednej linii z krótszą, będziesz mógł zjeść baranka– zmrużyłem oczy i z nową ciekawością spojrzałem na tarczę. Wskazówki tworzyły teraz niewielki kąt, do tego wcale się nie poruszały… czy on sobie ze mnie żartuje?
– Idę się umalować i zaraz wychodzimy do kościoła– zarządziła mama i pogroziła mi palcem. – Nawet nie próbuj nic wyjadać! Trzeba to najpierw poświęcić.– Kompletnie nie wiedziałem, o co jej chodzi z tym święceniem, ale bałem się zapytać… kiedy tylko zniknęła za drzwiami, łakomie wyciągnąłem dłoń do koszyka.
Zupełnie niespodziewanie, baranek zniknął mi z pola widzenia. Przerażony podniosłem wzrok.
– Twoja mama by mnie zabiła…– dziadek znowu się zaśmiał, trzymając koszyczek na kolanach. Jęknąłem głośno, miałem ochotę się rozpłakać, zaraz jednak poczułem dławiącą złość. Pewnie dziadek sam chce zjeść mojego baranka! Myśli, że jestem głupi? Zeskoczyłem z wysokiego, kuchennego krzesła i z założonymi rękami stanąłem naprzeciwko niego.
– Nie wolno ci zjeść mojego baranka!– zabroniłem zdecydowanie, a dziadek popatrzył na mnie przez chwilę i roześmiał się głośno, jego śmiech grzmiał przez dłuższą chwilę, aż ocierał łzy z jasnych oczu.
– Piotrusiu, w moim wieku, przy mojej ilości zębów, czekolada jest raczej niewskazana…– o co chodzi? Kiedy mówił, dokładnie przyjrzałem się tym trzem zębom, które posiadał. Co było w tym dziwnego? Przecież moje wyglądały zupełnie tak samo…
– Mógłbyś sobie wstawić nowe, gdybyś tylko chciał– matka wyszła z łazienki i przez ułamek sekundy podziwiałem jej nową twarz. Jak ona to robi?
– Lepsze trzy własne, niż wszystkie państwowe…– mruknął w odpowiedzi dziadek i jedną ręką podrapał się za uchem. Natychmiast skorzystałem z okazji i wyrwałem mu koszyczek, z mojego gardła wydobył się okrzyk triumfu, ale okazał się przedwczesny- dziadek w ostatniej chwili chwycił koszyczek za wąską rączkę.
– Piotrek, przestań natychmiast!– wybrzmiała matka, zapinając kolczyki.
Nie miałem zamiaru odpuścić. Mocno szarpnąłem za koszyczek i wtedy stało się coś niespodziewanego: rączka urwała się, a cała zawartość wysypała się na ziemię, odskoczyłem natychmiast i popatrzyłem na pobojowisko.
Skorupki jajek, które tak pięknie ozdobiłem w przedszkolu popękały brzydko, masło utworzyło żółtą breję, sól razem z pieprzem rozsypała się, a baranek… o nie!
Ze łzami w oczach uklęknąłem przy tym, co zostało z mojego czekoladowego baranka. Wziąłem do ręki kawałek, który wyglądał mi na jego głowę i zaniosłem się głośnym płaczem.
– No nie!– krzyknęła matka, łapiąc się za głowę. – Jak ja nie cierpię świąt!

 

 
Wszystko było czarne. Noc ciasno otuliła go swoim płaszczem, ale nawet ona nie była w stanie ukryć krwi na rękach mordercy, księżyc, niby zawstydzony, schował się za dużą, kłębiastą chmurą… Mężczyzna zmienił bieg w samochodzie i mknął dalej pustą ulicą, latarnie skończyły się jakieś kilka kilometrów wcześniej. Jechał w absolutnej ciszy, ciemność go nie przerażała, podobnie jak wszechobecna cisza- odnajdował w nich swych sojuszników, nie wrogów. Minął fabrykę, duży, biały budynek odcinał się znacząco na tle czarnego nieba, popatrzył na niego przez chwilę, po czym znów przeniósł bystry wzrok na drogę. Przejechał jeszcze tylko kilka kilometrów i skręcił w wąską piaskową ścieżkę wiodącą do lasu… wysokie cienie rzucały nieregularne cienie na jasną drogę, niby diabły, które tylko czyhają na jakąś zbłąkaną duszę, by wciągnąć ją do krainy wiecznych męczarni…ale on nie był zbłąkaną duszą. Był samym diabłem, najgorszym z nich wszystkich, odzianym w ludzkie ciało i obdarzonym duszą tak czarną i plugawą, że sam szatan bałby się w nią spojrzeć… Słyszał pod kołami odgłos pękających szyszek, skojarzył mu się z dźwiękiem łamanych kości, wyobrażał sobie że to nie szyszki, ale stosy wyschniętych szczątków układają się w biały dywan wiodący go ku ciemności. Nie odczuwał wyrzutów sumienia- zrobił to, co w jego chorym mniemaniu było konieczne, ta kobieta była niepotrzebna, stanowiła jedynie przeszkodę, była jak zbłąkany puzel od innej układanki, pozostawiony przez jakieś nieuważne dziecko nie w tym miejscu co potrzeba… czuł się dumny, mogąc wyzwolić swój idealny świat od takiej istoty. Zatrzymał auto, ale nie gasił silnika- do tego co chciał uczynić, potrzebne mu było światło- i wysiadł, a kiedy jego stopy stanęły na iglastej ziemi, znowu nawiedziły go te same trupie fantazje… Jedną ręką otworzył bagażnik, jego biały kitel rozwiał się na wietrze, gdzieś w oddali słychać było żałosne pohukiwanie sowy, w tych tonach dało się wyczuć iście żałobną melodię… Mężczyzna rzucił okiem na wnętrze swego samochodu i na jego twarz powrócił ten sam wyraz zaciekłości co kilka godzin wcześniej.
  • awatar Hanti: Prolog jest bombowy! Ciekawe jak ma na imie ten diabeł w skurze mężczyzny. Ciekawi mnie również to kto mu się przeciwstawi...
  • awatar Zakira Luna: @sunchildnightchild: Nie ograniczam się- to prolog, w zamierzeniu miał być króciutki i zwięzły ;) Ale dziękuję- mam nadzieję, że to naprawdę będzie coś genialnego :) Pierwsza część za tydzień :D
  • awatar MojeSpojrzenie :): Thriller *-* Ciekawie się zapowiada, czekam na więcej :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dzień dobry Pingerowicze!
Jakiś czas mnie tu nie było (dokładnie 12 dni!), ale teraz powracam do Was i to w wielkim (mam nadzieję) stylu!
Dzisiaj startujemy z nowym opowiadaniem- myślę, że to coś, co po "Victorii" i "Syndromie Sztokholmskim" może was nieco zaskoczyć... oby pozytywnie! Ze strony technicznej, powiem jeszcze, że rozdziały będą pojawiały się regularnie, w każdą sobotę
No to do dzieła!
  • awatar MojeSpojrzenie :): Ooo w końcu jakiś blog z opowiadaniami! Zastanawiam się czy też jakiegoś nie zacząć u mnie :) Ale teraz już wiem co będę co sobotę czytać :D Zapraszam też do mnie :)
  • awatar Opowiadania Moim Tlenem: Super, kocham czytać opowiadania :) Zapraszam na mojego nowego bloga, gdzie będę pisać opowiadania :) będzie mi bardzo miło jak mnie odwiedzial :) dziekuje i pozdrawiam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przeciągnęła się wygodnie w ramionach męża i odrobina wody wylała się na jasne płytki ich łazienki. Dziś była ich pierwsza rocznica ślubu, wspólnie zdecydowali, że spędzą ten dzień tylko we dwoje, siedzieli teraz w wannie pełnej piany, Laura oparta o klatkę piersiową męża, on zaś wyciągnąwszy swoje długie nogi po jej obydwu stronach cicho mruczał z zadowolenia… Dookoła paliły się świece, ręce męża raz po raz muskały ciało kobiety, wprawiając je w cudowne drżenie. Z lubością oparła mu głowę na ramieniu i wyciągnęła przed siebie lewą dłoń, na palcu serdecznym błyszczała prosta, złota obrączka.
– To już cały rok.
– Hm…– mruknął tylko James i ucałował skórę tuż nad jej skronią.
– Podobno pierwszy jest najgorszy…– wyszeptała, obracając głowę, by móc spojrzeć mu w oczy.
– Jeżeli to prawda, chciałbym, żeby wszystkie nasze lata były takie jak ten– pochylił się ku kobiecie i złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Kiedy zaczął się odsuwać, przyłożyła mu mokrą dłoń do policzka i znów zaczęła całować, on zaś zupełnie nie protestował… kiedy Laura uznała, że na ten moment jej wystarczy, oblizała nabrzmiałe wargi i oparła głowę o jego ramię, przesunęła się odrobinę i znów siedziała do męża tyłem.
– Zastanawiałam się kiedyś, czemu obrączki nosi się akurat na palcu serdeczny,…– wypowiedziała na głos swoje myśli.
– Naprawdę?– zapytał James chrapliwie i wyciągnął spod wody prawą dłoń, nie omieszkając przy tym musnąć jej piersi. – Daj rękę– wyszeptał i wyprostował przed jej twarzą palce, jakby chciał przybić piątkę. Bez wahania przyłożyła swoją dłoń do jego, ich ręce były teraz złożone jak do modlitwy, ustawione tak, że Laura widziała w całości paznokieć na swoim kciuku, gdyby nie to, że James miał dłuższe palce, pokryłyby się ze sobą.
W pewnym momencie James rozczapierzył dłoń, jakby chciał oddzielić każdy ze swoich palców, Laura siłą rzeczy uczyniła to samo. Później poprosił ją, by zgięła palec środkowy, a kiedy i on to zrobił, złączył je w kostce.
Ich dłonie tworzyły teraz jakąś dziwną konstrukcję; palce jej lewej i jego prawej ręki mieli złączone opuszkami, z wyjątkiem zgiętego środkowego, który stykał się ze swoim odpowiednikiem od połowy do paznokcia. Laura, chociaż podobała jej się ta zabawa, zastanawiała się, do czego zmierza James i czy przypadkiem sobie z niej nie żartuje.
Wtedy on, nie przerywając dotyku, zniżył do niej twarz i zaczął szeptać do ucha.
– Spójrz na swoje palce. Kciuk to twoi rodzice, wskazujący to twój brat Jerry, środkowy to ty, serdeczny- ja , a mały, to nasze przyszłe dzieci– po tych słowach czule pocałował ją w ucho i mówił dalej.
– Rodzice kiedyś odejdą, prawda?– oderwał swój kciuk od jej kciuka, ona zaś patrzyła na to jak zaczarowana.
– Twój brat może wyjechać…– oderwał palec wskazujący.
– Dzieci, które będziemy mieli, kiedyś dorosną i pójdą w świat…– zabrał mały palec.
– Zostałem jeszcze ja. Spróbuj zabrać palec– wyszeptał z zawadiackim uśmiechem, a ona po raz kolejny zastanawiała się o co w tym chodzi, przecież…
Zamarła. Nie miała pojęcia dlaczego, ale żadną siłą nie mogła oderwać swojego palca serdecznego od jego, były jak dwa magnesy, próbowała, próbowała i nic… Coś niesamowitego!
– Jak… to jest…– mówiła, a on uśmiechnął się i zabrał swoją dłoń, by móc mocno objąć ją w talii.
– Teraz już wiesz. Kiedy wszyscy cię opuszczą, ja zostanę. Ta obrączka– sięgnął po jej dłoń i delikatnie ucałował ją w miejscu w którym lśnił złoty metal – To symbol mojej miłości. Tak jak nie mogłaś rozdzielić naszych palców, tak nic nie może rozdzielić nas. Kocham cię – Łzy napłynęły jej do oczu, nie była w stanie wymówić słowa, przekręciła się w wannie, by spojrzeć mężowi prosto w oczy. Ten uśmiechnął się do niej czule i mocno przygarnął do siebie, Laura w przebłysku świadomości zdała sobie sprawę, że taki ogrom szczęścia na raz odczuwała ostatni raz równo rok temu…
_________________________________________________________DZISIAJ COŚ INNEGO… MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ PODOBA– MOŻECIE WYPRÓBOWAĆ TĘ SZTUCZKĘ Z PALCAMI, JEŚLI WCIĄŻ MI NIE WIERZYCIE– TO NAPRAWDĘ TAK DZIAŁA I MOIM ZDANIEM STANOWI BARDZO ŁADNE WYJAŚNIENIE TEGO, CZEMU OBRĄCZKI NOSI SIĘ NA PALCU SERDECZNYM
PO WIĘCEJ TAKICH ONE-SHOTÓW ZAPRASZAM TU:https://www.wattpad.com/story/62089750-moje-historie
 

 
Gabrielle położyła się do łóżka i pogrążyła w niespokojnym oczekiwaniu. Wiedziała, że jej demon pojawi się lada moment– przychodził regularnie co noc, pod osłoną swych dużych, czarnych skrzydeł i znikał, zaspokoiwszy swe żądze ze zwykłą śmiertelniczką. I nie dając nic w zamian– ta myśl nie dawała jej spokoju. Zawsze troszczył się tylko o siebie, nie bacząc na jej uczucia i potrzeby. A jednak pragnęła go za każdym razem coraz bardziej i bardziej, niczym najczystszego narkotyku, z którego, chociaż prowadzi do zguby, nie można zrezygnować.
Poczuła lekki powiew wiatru na policzku i wtedy z ciemności wyłonił się on– jej Demon, Pan Nocy, władca jej ciała i pragnień. Blade światło księżyca pozwalało ujrzeć część jego prawdziwego oblicza: kruczoczarne, przydługie włosy lekko przysłaniały atrakcyjną twarz, odsłonięty tors pokryty był licznymi tatuażami, a czarne paznokcie wybijały niespokojny rytm na umięśnionych udach.
Podszedł do dziewczyny w milczeniu, odsunął kaszmirową narzutę i z lekkim uśmiechem położył dłoń na jej biodrze, pieszcząc je przez chwilę, po czym palcem wskazującym zaczął przesuwać nocną koszulę coraz wyżej i wyżej, aż Gabrielle była całkowicie obnażona. Cienki materiał zwinął się pod pachami w aksamitny rulon, dotyk demona wprawiał jej ciało w cudowne drżenie, nie była w stanie zapanować nad własnymi zmysłami, niczym Ikar przelatujący zbyt blisko słońca.
Z niebezpiecznym błyskiem w oku, Viktor legł na niej całym ciałem i rozpoczął znaną, ale za każdym razem inną grę miłosną. Gabrielle nie była w stanie jasno myśleć, przyciskała go do siebie ramionami, raz za razem wydając głośne westchnienia. Pragnienie spełnienia narastało w niej coraz bardziej, sprawiając niemal fizyczny ból– wtedy on dopełnił swego dzieła i natychmiast się od niej odsunął, siadając na łóżku z uśmiechem zadowolenia. Obserwowanie jej wijącej się z żądzy, zostawienie jej, kiedy była już tak blisko spełnienia dawało mu prawie tyle samo przyjemności co sam akt.
Nienawidziła siebie i swojego ciała. Była jego niewolnicą, nie miała wpływu na własne odruchy... W równym stopniu zaczęła nienawidzić Viktora– był demonem, uosobieniem zła, jej ciało było dlań zaledwie przedmiotem, niczym więcej. Wzięła kilka głębokich wdechów, starając się uspokoić drżenie , po kilku powtórzeniach czuła się już nieco lepiej, podniosła się więc lekko i zsunęła koszulę z powrotem na jej miejsce. Dotyk chłodnego materiału na jej uwrażliwionym ciele wcale nie był przyjemny.
Demon przyglądał się jej z jawnym rozbawieniem w oczach. Co on tu jeszcze robi?– przemknęło jej przez myśl, zachciało jej się płakać, boleśnie zagryzała wargi by tego nie zrobić. Nie przy nim.
– To mi się podobało– powiedział swym niskim, gardłowym głosem z lekką nutą kpiny. – Może kiedyś pozwolę ci dojść, ale teraz stanowczo wolę patrzeć, jaka rozedrgana robisz się pod moimi palcami– mocno zacisnęła dłonie na chłodnej koszuli. Był dziś zaskakująco rozmowny.
– Spotkałem dzisiaj twojego przyjaciela...– Gabrielle zbladła, niemal czując jak z jej twarzy odpływa cała krew. – Jak mu tam było? Simon?– Kobieta wciągnęła gwałtownie powietrze i znów zaczęła cała drżeć, bynajmniej nie z podniecenia.
Simona spotkała kilka tygodni temu na uczelni, wydał jej się sympatyczny, zgodziła się więc na kilka spotkań, a wczoraj po raz pierwszy pozwoliła mu się pocałować– było to cudowne uczucie, jakby nagle wzniosła się w powietrze... nie przypuszczała, że demona będzie to w ogóle interesować. Serce biło jej jak oszalałe, kiedy czekała na ciąg dalszy jego słów.
– Denerwujesz się moja droga?– obnażył spiczaste zęby w złośliwym uśmiechu– Mógłbym zacząć tańczyć w rytm twojego serca.
– Co mu zrobiłeś? – zapytała chłodno, a jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.
– To marne ludzkie szczenię tylko by nam przeszkadzało, nie sądzisz? Zabijając go, wyświadczyłem niemal przysługę. Gdybyś to tylko widziała, płakał i błagał o litość. Co za marna imitacja mężczyzny... – serce Gabrielle stanęło w miejscu. Zabił go. Jedynego mężczyznę, który był w stanie pokochać ją dla jej samej, a nie dla jej ciała. Z okrzykiem furii rzuciła się na demona, łzy zaczęły płynąć jej po policzkach nieprzerwanym strumieniem, nigdy wcześniej nie odważyłaby się na coś takiego, ale teraz była tylko jednym, wielkim cierpieniem...
– Ty bydlaku! Nienawidzę cię!– wykrzyczała, okładając go pięściami, a on w ułamku sekundy chwycił ją za nadgarstki i przyszpilił do łóżka, po obu stronach jej głowy, po czym siadł na kobiecie okrakiem. Pochylił się i wbił w nią zimne spojrzenie.
– Sama skazałaś go na taki los– powiedział przez zaciśnięte zęby, a ona przestała się szamotać i zamarła na moment – Zapominając, kto jest twoim panem i do kogo należysz!
– Nie należę do ciebie!
– Tak? Mam nad tobą władzę i dobrze o tym wiesz. Twoje ciało jest ode mnie uzależnione– Jakby dla przypieczętowania tych słów, puścił jeden nadgarstek kobiety i znów zadarł jej koszulkę do góry, po czym jednym ruchem wbił się w jej ciało, napędzany dziką, nieokiełznaną energią.
Nic się nie wydarzyło. Hardo patrzyła mu w oczy i nie odczuwała nic. Żadnego pragnienia. Żadnego drżenia. Tylko żal i świadomość, że tej nocy coś w niej umarło. Viktor początkowo tego nie zauważał, w końcu przerwał, zdjęty szokiem i nawet kiedy już dopiął swego, wciąż w niej był, nie mógł zrozumieć tego co się stało.
Ona już mnie nie pragnie– ta myśl wdarła się do jego umysłu i zmroziła krew w żyłach.
– Od kiedy to demon musi posuwać się do gwałtu? – Jej głos, nowy, mocny i zdecydowany, wyrwał go z odrętwienia. – Miałeś kontrolę nad moim ciałem, nigdy duszą. Teraz straciłeś i ją. Odejdź i nigdy nie wracaj – chciał coś powiedzieć, ale słowa uwięzły mu w gardle.
Wstał więc, nie wydobywszy żadnego dźwięku i wyszedł, natychmiast wzbijając się do lotu. Już nigdy jej nie zobaczę– ta myśl przeszyła go na wskroś niczym włócznia, zgodnie z prawem nie mógł do niej przychodzić, jeśli sama tego nie pragnęła. Choć odrobinę. Ale dziś odczuł od niej jedynie chłód i nienawiść.
Zdał sobie sprawę, że sam siebie okłamywał. To nie Gabrielle była uzależniona. Tylko on.
_________________________________________________________
Coś nowego, po więcej takich one-shotów zapraszam na swojego wattpada: https://www.wattpad.com/myworks/62089750-moje-historie
 

 
Chciałabym być bogata... chciałabym polecieć na księżyc... chciałabym być szczuplejsza... chciałabym być KIMŚ INNYM.
Kiedy za bardzo skupiasz się na tym, co chciałbyś mieć, zapominasz o tym co już masz i za co powinieneś być wdzięczny... pomyśl o tym... zamiast stale zazdrościć innym, wykorzystaj własny potencjał i zmień to, co przysłania Ci bycie idealną wersją siebie- masz siłę, by to zrobić, nie trać czasu na narzekanie! Chyba nie chcesz za 10,15, 20 lat obudzić się w mieszkaniu, które ci się nie podoba, obok osoby z którą nie chcesz być, żeby iść do pracy, która nie daje Ci satysfakcji?
 

 
Luty pod względem książek był naprawdę fajny- nie tylko miałam więcej czasu na ich czytanie, ale też trafiło mi się mnóstwo perełek- większość z nich dopisałabym do listy "Musisz przeczytać"! Konkrety:
1.„Księżna”– Beatrice Small
2.„Naznaczona” – P.C.Cast
3.„Zauroczenie”– Margit Sandemo
4.„Nie do pary”– Ewa Nowak
5.„Esesman i Żydówka”– Justyna Wydra
6.„Fałszywy Książę” – Jennifer A. Nielson
7.„Cierpienia Młodego Wertera”– J.W.Goethe
8.,,19 razy Katherine”– John Green
9.„Chłopiec w pasiastej piżamie” – John Boyne
10.„Tajemnica Znachorki”- Sabine Ebert

Ciekawe czy już domyślacie się co wybrałam... gdyby nie ta książka, wybór byłby naprawdę trudny, ale kiedy już ją przeczytałam, wiedziałam, że nie miała sobie równych...
KSIĄŻKA MIESIĄCA: "Chłopiec w pasiastej piżamie"

  • awatar Anthromeda: Oglądałam film ... polecam !!! Niezwykle wzruszający , popłakać się można ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Haven, idylliczne miasteczko w stanie Maine, przeobraża się w niebezpieczną pułapkę dla każdego nowego przybysza. Diabelską przemianę wywołuje na pozór błahe wydarzenie - Bobbi Anderson potyka się w lesie o dziwny metalowy przedmiot i bezskutecznie stara się go wykopać. Wkrótce tajemnicza rzecz, zagrzebana w ziemi od tysiącleci, zaczyna się rozrastać i zmieniać kształty, upodabniając się do ruin starożytnej budowli. Bobbi i jej partner popadają w dziwne uzależnienie od tego wykopaliska, a wszyscy mieszkańcy Haven zostają obdarzeni mocą nieznaną zwykłym śmiertelnikom...

W nocy, gdy cały dom już śpi,
Stukostrachy, Stukostrachy stukają do drzwi.
Chciałbym stąd uciec, lecz boję się,
że Stukostrach zabierze mnie...
Czytałam tę książkę, gdy po zimie przyszły roztopy... śnieg stale spadał z dachu, ciągle coś waliło, chlupało i...stukało! Jeden ze straszniejszych tygodni mojego życia! Wszystko jest opisane w tak realistyczny sposób, że miałam po nocach koszmary, ale nie mogłam przestać czytać... chyba pierwszy raz się cieszę, że akcja była trochę rozwleczona, bo inaczej padłabym na atak serca
Najbardziej przerażająca była przemiana (fizyczna) bohaterów... ale to już musicie sami preczytać

7/10
  • awatar Kowalski, opcje!: Zachęciłaś mnie. Poszukam po bibliotekach, a jak nie będzie to idę do empika. Musze to przeczytać.
  • awatar Anthromeda: @Piszem..... nie wiem co xD: ja też bardzo lubię horrory
  • awatar Piszem..... nie wiem co xD: Hmmm.... książka może być ciekawa, jak masz takie książki więcej to napisz ja z chęcią je przeczytam ( oczywiście Horrory i zagadki ) Pozdrawiam Tajemnicza z Pomysłami (TzP)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
https://www.wattpad.com/user/weronika9zakira
Bardzo fajna platforma, świetnie się na niej czyta i równie dobrze pisze... więc jeśli nie chcecie być zarzucani moją paplaniną o książkach, muzyce i fazach księżyca, a jedynie sobie poczytać, to zapraszam!
P.S. Masz wattpada na którym piszesz swoją historię? W komentarzu zostaw link, a z chęcią zajrzę
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
W starym, wytartym notatniku kryje się kronika pewnej miłości, która rozkwitła po zakończeniu II wojny światowej gdzieś w Karolinie Północnej. Noah Calhoun odczytuje ją wieczorami w domu opieki pewnej kobiecie cierpiącej na chorobę Alzheimera. Dzięki sile uczucia przeżywa na nowo cudowne chwile swojej wielkiej miłości. Przypomina sobie, kiedy w 1932 roku po raz pierwszy zobaczył Allie Nelson - ich potajemne spotkania, wspólne wakacje i trudny okres rozstania, gdy zniknęła z jego życia na czternaście lat...

Spodziewałam się czegoś innego, ale było to dobre zaskoczenie! Książka jest króciutka, ja ją przeczytałam w jeden wieczór- i w tym wypadku nawet tym wybitnie niewrażliwym polecam paczkę chusteczek! Nie będę zdradzać zakończenia, powiem tylko że jest niesamowite, i kidy do niego doszłam moje usta przybrały kształy litery "O"... Wzrusza, ale nie pozostaje w głowie na długo; ot, taki, wyciszacz, przy którym można uwolnić nagromadzone emocje (razem ze łzami)

8/10
  • awatar Kowalski, opcje!: Czytałam i oglądałam. Teraz będę czytać Noce w Rodante też tego autora.
  • awatar Zakira Luna: @Lisa Angels: @Fit and Beautiful Body: Serio? W takim razie muszę obejrzeć :P Ale i tak zachęcam was do przeczytania!
  • awatar Lisa Angels: Oglądałam film i przez płakałam jak nigdy( ja która nie płacze na tytaniku)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
(...) W całej bajkowej krainie nie było chyba lalki ani misia, którzy nie puściliby się w tany. Wszystkich porwał wspaniały pląs, któremu poddali się w uniesieniu. Wydawał zaczynać się w sercu. Był wspólny dla wszystkich tańczących i łączył ich w jakimś magicznym pokrewieństwie. Tańczyli porcelanowi Chińczycy, podrygiwały uperfumowane lale, ołowiani żołnierze salutowali wirującym Hiszpankom (...)

Ta książka to bajka- tak, czasem czytam bajki i zupełnie się tego nie wstydzę... ale ta jest wyjątkowa. po prostu wyjątkowa... dzięki niej znów przeniosłam się do magicznej krainy dzieciństwa, w tytułowym dziadku od razu się zakochałam no i w końcu dowiedziałam się, skąd wzięło się powiedzenie "Twardy orzech do zgryzienia" ... Jeżeli kiedykolwiek będę miała dzieci, to tę książkę na pewno im przeczytam- niech to będzie wystarczająca zachęta

9,5/10

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
To była miłość od pierwszego wejrzenia. Siedemnastoletni Arnie Cunningham zobaczył Christine i zdecydował, że musi ona należeć do niego. Zafascynowany, nie słuchał ostrzeżeń najlepszego przyjaciela ani swojej dziewczyny, która go w końcu opuściła, pokonana przez rywalkę. Rodzice, nauczyciele i wrogowie Arniego przekonali się, co znaczy stanąć na drodze mściwej i bezlitosnej Christine. Bo Christine to nie kobieta. To siejący zło i śmierć Plymouth fury rocznik 1958, samochód widmo.

Kiedy doczytałam opis do końca, moja mina wyrażała mniej więcej "What?"- przecież to książka o samochodzie... nie jestem ich wielką fanką, a tym bardziej nie ma powodu by się ich bać... Po raz kolejny King udowodnił mi, jak bardzo się mylę! Będąc w trakcie czytania,wracając po ciemku do domu autentycznie obawiałam się każdego nadjeżdżającego samochodu!
Jedyne co mnie rozczarowało to zakończenie... spodziewałam się wybuchu bomby, a dostałam małe sztuczne ognie... mimo to, polecam!

9/10
 

 
Miałam robić regularne podsumowania czytelnicze co miesiąc, styczeń odkładałam, odkładałam i... zrobiła się końcówka lutego! Zaraz będę musiała robić kolejne podsumowanie, więc czas nadrobić styczeń
Podsumowanie czytelnicze stycznia:
1.„Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna” – Agnieszka Lingos- Łoniewska„
2.„Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia”– Agnieszka Lingos-Łoniewska
3.„Tatusiu proszę, nie”– Stuart Howarth
4.„Trylle. Tom 1- Zamieniona” – Amanda Hocking
5.„Trylle. Tom 2- Rozdarta”– Amanda Hocking
6.„Trylle tom 3- Przywrócona”– Amanda Hocking
7.„Christine” – Stephen King
8.„Pamiętnik” – Nicholas Sparks
9.„Dziadek do orzechów” – E.T.A. Hoffman
10.„Stukostrachy” – Stephen King

KSIĄŻKA MIESIĄCA: Zdecydowanie wygrywa "CHRISTINE" Stephena Kinga!
Czytał ktoś? Przyznać się!

  • awatar Zakira Luna: @Mian: wow! To zrobiła super interes,zazdroszczę :D
  • awatar Mian: Dorwałam "Christine" z markecie za 14 zł, mama właśnie wczoraj skończyła czytać i mówi, że bardzo dobra. Jak skończę czytać obecną to obowiązkowo się za nią zabieram :D
  • awatar Asumi10: Oj ja też jeszcze nie zrobiłam podsumowania stycznia. Chyba jutro je napiszę. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
"Powinniśmy znać mężczyznę na drapaczu chmur
Krach, pieniądze wyparowały
lepiej wiedzieć ile życie jest tak naprawdę warte,
cenniejsze niż diamenty z ziemi
[...]
Nie jestem bogaty ale żyję niczym milioner
Ty wiesz, że żyję jak milioner
Ty wiesz , że żyję jakby mnie nic nie obchodziło
ale obchodzi
troszczę się o Ciebie i o mnie
troszczę się o Ciebie i o mnie
troszczę się o dobro i zło
więc pozostanę silny "
 

 
Przewodnią myślą mego życia jest on. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po porostu nic wspólnego. / Emily Brontë, Wichrowe Wzgórza/
 

 
Coś małego krótkiego, na specjalne życzenie Lisy (za której namową w ogóle zdecydowałam się to wrzucić )
_________________________________________________________
– Musisz mi pomóc!– usiłowałam szarpnąć mężczyznę za rękę, ale jak zwykle moja dłoń ze świstem przecięła jego ciało. Czasem zapominałam, że jestem duchem. Właściwie, zdarzało mi się to całkiem często. Moja śmierć nie była niczym spektakularnym- ot, kolejna stara panna z kotami zeszła na atak serca, w swoim malutkim mieszkaniu w Londynie- szkopuł polegał na tym, że kiedy odłączyłam się od ciała, poczułam bardzo silną potrzebę powrotu do domu, jakiś głos męczył mnie tym nieustannie...
Podróż do Polski to dla ducha nic takiego, ubawiłam się jak nigdy strasząc ludzi śpiących w samolotach, ale dopiero będąc w kraju uświadomiłam sobie, że nie pamiętam adresu swojego domu. Za cholerę nie mogłam go sobie przypomnieć i byłam już bliska samobójstwa (z drugiej strony nawet nie wiedziałam jak mam tego dokonać), kiedy spotkałam tego faceta. Widział mnie! Musiał być czymś w rodzaju medium, ale najwyraźniej zupełnie się tym nie przejmował, bo kiedy do niego mówiłam zlewał mnie koncertowo- O nie koleś!, pomyślałam sobie, trafiłeś na zły typ! Męczyłam go więc codziennie i dziś był tylko kolejny z takich dni.
– Idź sobie!– zdziwiłam się, że w ogóle raczył mi odpowiedzieć, ale od tego momentu wszystko potoczyło się raczej gładko: obiecałam mu że zostawię go w spokoju, kiedy pomoże mi odnaleźć dom w którym kiedyś mieszkałam,choć niechętnie, zgodził się i jakiś czas później (jako duch miałam mały problem z poczuciem czasu- problem był taki, że po prostu go nie miałam) podał mi adres- może i był mało inteligentny, ale żeby próbować wręczyć duchowi zapisaną karteczkę? I to jeszcze różową! Mimo to podziękowałam uprzejmie i zaczęłam szukać.
Udało mi się odnaleźć wskazany adres nad wyraz szybko, z początku nie mogłam uwierzyć, że to tu, ale jakiś głos w mojej głowie szeptał mi: To tu! Wejdź do środka!
To ma być mój dom? Gdybym miała gardło, pewnie teraz by się ścisnęło, pamięć powoli zaczęła mi wracać.
Przekroczyłam bramę i przeszłam na tył, gdzie znajdowało się wejście, wspomnienia ożyły w mojej głowie momentalnie, prawie słyszałam szczekanie naszego psa… wyjechałam w wieku 20 lat, zostawiając tu rodziców i już nigdy nie wróciłam. Nigdy. Nie sądziłam jednak, że mój ukochany niegdyś dom zmieni się w taką ruderę; okna były powybijane, cały zewnętrzny tynk już zniknął, odsłaniając gołe, popękane cegły, w tej chwili cieszyłam się, że jestem duchem, bo gdybym była słabą, ludzką materią, bałabym się choćby otworzyć drzwi, choćby z obawy, że cała kondygnacja zwali mi się na głowę.
Niechętnie przeszłam przez ścianę i znalazłam się w długim, stosunkowo wąskim holu. Odruchowo przyłożyłam dłoń do ust, kiedy stąd wyjeżdżałam, na podłodze leżał ciemny, puchaty dywan… teraz była to jakaś wykładzina, brudna i pełna dziur… Przeleciałam cały korytarz i skręciłam w lewo, nie chciałam oglądać wszystkich pokoi i narażać się na jeszcze większą depresję, interesował mnie tylko jeden pokój: mój własny.
Przeszłam przez na wpół wyżarte drzwi i zamarłam w bezruchu.
Nic się nie zmieniło. Kompletnie nic, z wyjątkiem tego, że szyba była wybita… to samo biurko, ten sam kolor ścian, te same, choć już bardzo zniszczone książki na półkach, ten sam sprzęt grający na podłodze… z jakichś powodów, nie zmienili tu nic. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się nad przyczyną, kiedy moją uwagę przykuła tablica korkowa, która jakimś cudem utrzymała się na ścianie. Zdjęcia , mnóstwo zdjęć, ja, moja rodzina, znajomo, jakieś bilety… jak mogłam być taka głupia, i to wszystko zostawić? I to na rzecz czego? Kotów i tanich puddingów w knajpie?
Wyciągnęłam rękę i moja dłoń przejechała na zdjęciu przedstawiających mnie i obejmujących mnie rodziców. Nawet nie zwróciła uwagi, że nie dotknęłam go naprawdę, po prostu wpatrywałam się w te trzy postacie, zastanawiając się, dlaczego tak marnie pokierowałam swoim życiem…
– Nareszcie wróciłaś– usłyszałam w swojej głowie dwa
doskonale znane mi głosy.
  • awatar zamek1989: Seiti tez mnie naszła taka myśl z tymi kotami:D co do shocika świetny aż żałuje że nie rozwinełaś tego bardziej bo ten gościu medium bardzo mnie zaciekawił noi ta koncówka nie no świetne:D
  • awatar Lisa Angels: :D
  • awatar Seiti: Naszło mnie teraz pytanie: biedne, głodne koty nie zjadły jej zwłok? Wybacz, ale to efekt odmóżdżenia...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jak widać, przed chwilą wrzuciłam ostatni rozdział mojej drugiej po "Victorii" historii na Pingerze- przyszły też refleksje
Jestem ciekawa głównie Waszych opinii- czy bawiliście się równie dobrze co ja? Co Wam się podobało, a przy czym się nudziliście? A Wy, inni Pisarze, co byście tu zmienili?
Jeśli chodzi o mnie, tu muszę się przyznać, że "Syndrom Sztokholmski" nigdy nie miał ujrzeć światła dziennego... a jednak Mimo początkowych wątpliwości, cieszę się że to zrobiłam!
"Nie przeczytałam/em ale chciałabym zacząć"- nic prostszego----> kliknij w tag tego posta.
Do następnego
  • awatar Anthromeda: Przeczytam w wolnym czasie , dopiero weszłam , więc ... ja bardzo lubię czytać i napewno to przeczytam !!!
  • awatar Lisa Angels: Co mi się podobało... chyba największe wrażenie zrobiły na mnie pierwsze rozdziały... nie wiem dlaczego... nie chyba jednak wiem, po prostu czułam olbrzymią zmianę pomiędzy Viktorią a Syndromem. Podobał mi się zapach pomarańczy ze sklepu, gdy Creig kupował sweter, podobało mi się to że nienawidziłam Rubbiego, podobał mi się stół od bilarda i to co tam się stało XD O i oczywiście nie zapomniałam o kłótni. Co mi się nie podobało... z tym będzie ciężko. Jakoś koniec do mnie nie przemówił. Z jednej strony był strasznie smutny i emocjonalny, ale czegoś mi brakowało. Hm... jakby to powiedzieć... mam takie wewnętrzne wrażenie, że zdarzenia zdarzyły się zbyt szybko. Nie wiem jak to powiedzieć, ale czegoś mi brakowało. Po ca tym jednym uczuciem nie pamiętam więcej grzeszków, o których już bym nie wspominała :D Cieszę się, że jednak cię namówiłam i wstawiłaś Syndrom na pinga! Mam nadzieję, ba ja to wiem! Że następna opowieść będzie jeszcze lepsza. Już nie mogę się doczekać :D
  • awatar .Eff.: Nie przeczytałam, ale chciałabym zacząć? To jak najbardziej pasuje do mnie! ;) oczywiście zagłębię się w lekturę, jak tylko czas mi na to pozwoli,czyli przy dobrych wiatrach już pod koniec tygodnia, ach, aż nie mogę się doczekać :D Nie mogę się tylko zdecydować, czy przeczytać cały Syndrom za jednym razem, czy też dawkować sobie tę przyjemność... ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rozdział 27
– Ostatnie słowa?– Zaśmiał się szyderczo, ale ona nie odpowiedziała ani nie protestowała. Przestała płakać, już nie walczyła, zamknęła oczy i po raz pierwszy w życiu nie bała się śmierci- była gotowa stanąć z nią twarzą w twarz. Już zaczynało brakować jej powietrza, kręciło się w głowie, nie słyszała połowy tego co mówił jej Joseph, jeszcze tylko moment...Nagle ucisk na szyi zelżał, na ciele odczuła to kilka sekund później- odruchowo nabrała powietrza i otworzyła oczy.
***
To co zobaczył, przeraziło go, ten stary oblech leżał na Angeline całkiem nagi, ręce miał zaciśnięte na jej szyi, zdawał się być w transie, nawet nie usłyszał jak Creig sforsował zamek w drzwiach...a wcześniej jego dwóch strażników...Z okrzykiem dzikiej furii złapał starego za ramiona i zrzucił z dziewczyny, adrenalina i złość dodały mu siły, tamten zaś zupełnie nie spodziewał się tego ataku, z szokiem na twarzy wylądował na podłodze, Creiga nawet nie obchodziło to że jest nagi i jak śmiesznie teraz wygląda...zaczął kopać go z całej siły, tamten zaś zwijał się z bólu, po kilku minutach słychać było pęknięcie żeber. Ale Creig nie miał zamiaru na tym poprzestać, obrócił go na brzuch i usiadł na nim, jednocześnie podnosząc jego głowę do góry, brutalnie ciągnąc za włosy. Tamten z trudem łapał oddech, charczał i chrząkał, kiedy Creig wyciągnął z kieszeni scyzoryk. Nagle usłyszał gardłowy krzyk starego i to trochę go zadziwiło.
– Czego się śmiejesz?– Przemówił, a właściwie wykrzyczał do niego po raz pierwszy.
– Dałeś się omotać tej małej dziwce...i zapłacisz za to. Pomszczą mnie.– Nie powiedział już nic więcej, bo w tej chwili zimna stal zatopiła się w jego ciele. Poderżnął mu gardło.
Głowa upadła bezwładnie, Creig puścił trupa i wstał, odwracając się do Angeline. Widząc że nawet się nie podniosła, tylko wciąż leżała natychmiast do niej podszedł.
– Angeline!- Szeptał gorączkowo gładząc ją po włosach.– Jesteś ranna?- Dziewczyna nie odpowiadała, oczy wciąż miała mocno zaciśnięte, omiótł więc jednym spojrzeniem jej ciało, nie dostrzegł żadnych ran i wtedy zorientował się o co chodzi. Usiadł na łóżku i delikatnie wziął ją w ramiona.
– Angeline, Angeline...– Kołysał ją delikatnie w rytm poruszania się statku.– Otwórz oczy i spójrz na mnie.– Na chwilę przerwał i pogłaskał ją po policzku. Wykonała jego polecenie, widok cierpienia w jej oczach zmroził mu krew w żyłach- nigdy czegoś takiego nie widział. Były zupełnie puste, wyglądała, jakby utraciła wszystko...Znowu ją do siebie przytulił, jej cierpienie bolało i jego, wolałby przyjąć to wszystko na siebie, choćby podwójnie, żeby tylko nie ona...
– Już po wszystkim.– Powiedział łamiącym się głosem. Nie wiedział że najgorsze dopiero się zaczęło...
– Dlaczego nie pozwoliłeś mi umrzeć?- Zapytała go cienkim, słabym głosem.¬– Nie mam już po co żyć...- Nie chciał tego słuchać. Mówiła to z pewnym przekonaniem, pomimo marnej siły głosu. Tulił ją do siebie mocno, bał się, że tym razem może utracić ją już na zawsze...
– Nie mów tak...nie waż się tak mówić...– Głos drżał mu, kiedy wypowiadał te słowa.- Kocham cię rozumiesz?- Wyznał jej w końcu to, do czego tyle się zbierał.- I nie pozwolę ci odejść.
– Nie ma miłości...– Z jej oczu znowu zaczęły płynąć łzy, pomyślał wtedy, że musi dać jej czas.. tak, czas będzie tu najlepszym lekarstwem. Owinął ją z powrotem w jasny materiał prześcieradła, wyglądała teraz jak...anioł. Jak anioł ze złamanym skrzydłem.
Delikatnie wziął ją na ręce i wyniósł z tego nieszczęsnego jachtu, położył ją na tylnym siedzeniu samochodu, cierpiał, nie otrzymując z jej strony żadnej reakcji...po raz pierwszy jechał zgodnie z przepisami, nie przekraczał prędkości czterdziestu na godzinę, więc droga powrotna zajęła mu ponad godzinę, na szczęście nie został zatrzymany przez żadnego policjanta. Zerkał na nią na każdych światłach, tylko unoszące się i opadające ramiona utwierdzały go w przekonaniu że wciąż żyje. Cieszył się, kiedy znalazł się w końcu na swoim podjeździe- nie mógł jej przecież zawieść do jej własnego domu, w najbliższym czasie wolał mieć ją pod stałą obserwacją. Znowu wziął ją na ręce i wniósł do środka, po raz kolejny nie widząc żadnego protestu i zdecydował, że położy ją w pokoju Soni- Było blisko jego sypialni, no i pokój był bardziej...pozytywny, niż jego. Zresztą i tak stał teraz pusty...ułożył ją w miękkiej pościeli i wyciągnął z szafy swojej siostry duży podkoszulek w żyrafę- kiedy ją ubierał, czuł jakby miał w rękach lalkę, a nie żywą kobietę- wpatrywała się tępo w przestrzeń, jej twarz nie ukazywała żadnych emocji...przysunął sobie krzesło i usiadł przy niej, jakieś pół godziny później zdał sobie sprawę że zasnęła- zapewne bardziej z wycieńczenia niż chęci, ale to nieważne. On zaś nie przestawał się jej przypatrywać. Nie wiedział co dalej...nie wiedział czy ktoś będzie go ścigał za to co zrobił. Będę musiał poszukać sobie innej pracy...-Pomyślał, ale ta myśl nie przyniosła mu jakieś szczególnej przykrości. Zabił czworo ludzi- Ale dwaj sobie na to zasłużyli. Zbuntował się przeciwko swemu przybranemu ojcu...a to wszystko z miłości do tej małej, kruchej istoty. Przypomniało sobie pojęcie, jakie gdzieś kiedyś zasłyszał: Syndrom Sztokholmski...jak to było? Pojawienie się uczuć do porywacza...pomoc porywaczom...chora miłość do swego oprawcy. A jeżeli przydarzyło mu się coś zupełnie odwrotnego? Co jeżeli to on...zakochał się w swojej ofierze?
 

 
Rozdział 26
Obudziły go silne torsje targające żołądek- miał wrażenie że wszystkie jego wewnętrzne narządy zostały brutalnie poprzestawiane, w głowę zaś wbijały się miliony szpilek...W ostatniej chwili zdążył zbiec po schodach i uklęknąć przy sedesie- cała zawartość żołądka wyleciała z niego jednym haustem. W tej chwili bardzo cieszył się, że jego siostra wyjechała- co by jej powiedział? Że ma poranne mdłości?- Spuścił wodę, opłukał twarz i przyjrzał się sobie w lustrze- Nieprzytomne spojrzenie, fioletowe worki pod oczami i spory zarost, wypadałoby też udać się do fryzjera.- zupełnie nie miał na to ochoty, podobnie jak na prysznic, więc tylko powoli zszedł na dół, połknął tabletkę przeciwbólową i z obrzydzeniem spojrzał na jedzenie, jego żołądek znowu wywinął koziołka, zacisnął zęby, byleby zatrzymać resztki jego zawartości w środku. Zerknął na elektroniczny zegarek.: dziewiąta zero siedem. Wciąż miał na sobie wczorajsze ubranie, kiedy usiadł na krześle przy stole, poczuł że coś uwiera go w kieszeni. Sięgnął ręką i wyciągnął...kluczyk do celi Angeline. Zamknął ją wczoraj czy nie? Nie był w stanie sobie przypomnieć. Sięgnął po wodę i wypił niemalże całą butelkę, kiedy wreszcie dotarło do niego w pełni, że przypadkiem mógł zostawić otwartą celę. Zakrztusił się wodą. Mogła wyjść, a nawet uciec. Albo gorzej...ktoś mógł wejść do niej...- Szybko się ogarnął i nawet nie przebierając pojechał wprost do biura- tam natychmiast pognał do celi, ignorując przeraźliwy ból głowy i to co zastał zmroziło mu krew w żyłach: Drzwi otwarte, cela pusta...- Wpadł do niej z przerażeniem i rozglądał się, jakby dzięki temu mógł ją odnaleźć...nagle w drzwiach pojawił się Robby. Creig doskoczył do niego i siłą przyparł do betonowej ściany.
– Gdzie ona jest?– Zapytał brutalnie przez zaciśnięte zęby.
– Nie wiem o co ci do cholery chodzi...– Robby z trudem łapał powietrze, stało się to prawie zupełnie niemożliwe kiedy Creig wzmocnił swój uścisk.
– Gdzie?- Powtórzył, a kiedy nie otrzymał żadnej odpowiedzi powalił swojego towarzysza na ziemię i usiadł na nim okrakiem. Jego pięść zacisnęła się mocno i wymierzył Robby'emu silny cios w szczękę, drugą dłonią przytrzymując w miejscu jego ręce. Mężczyzna zaczął mamrotać coś pod nosem, Creig pochylił się lekko w jego stronę.
– ..na jachcie.- Serce Creiga na sekundę autentycznie stanęło w miejscu. Spojrzał na swoją ofiarę i znowu ogarnęła go fala dzikiej, nieokiełznanej furii, ramię ponownie wystrzeliło w powietrze i zaczął uderzać Robby'ego raz za razem, po kilku uderzeniach ręce miał ubrudzone krwią, uświadomił sobie też, że jego oponent przestał się ruszać.- Bez cienia wyrzutów sumienia wstał i wybiegł z biura, nawet nie sprawdzając czy mężczyzna pod celą jeszcze żyje. Wskoczył do samochodu i na pełnym gazie przemierzał kolejne kilometry, zmierzał do miejsca gdzie przetrzymywana była jego ukochana. Do przystani.
***
Obudziła się w miękkiej, pachnącej pościeli- po ostatnich dniach zaniepokoiło ją to na tyle, że natychmiast odzyskała pełną świadomość. Leżała naga w niewielkiej sypialni, nie było tu okna ani telewizora, tylko jedno duże łóżko. W okolicy karku czuła nieprzyjemne mrowienie, które przy każdym gwałtowniejszym ruchu przechodziło w bolesne pulsowanie. Wstała i owinęła się jasnym, morelowym prześcieradłem. Gdzie ja jestem?- To było naturalnie pierwsze pytanie jakie przyszło jej do głowy. Rozejrzała się i dostrzegła drewniane drzwi naprzeciwko łoża- kiedy pociągnęła za klamkę okazały się zamknięte, zaś drugie przejście prowadziło do niewielkiej, ale bogato urządzonej łazienki-tęsknym wzrokiem spojrzała na prysznic, jej skóra niemal zaczęła swędzieć...Kierowana wyłącznie odruchem zamknęła za sobą drzwi i zsunęła prześcieradło z brudnego ciała. Westchnęła z rozkoszą kiedy znalazła się pod strumieniem ciepłej, oczyszczającej wody, przez chwilę stała tylko, pozwalając by spłynął z niej najgorszy bród, po czym sięgnęła po czarną tubkę pełną, jak się okazało, szamponu. Namydliła i spłukała swe długie włosy, a że nie mogła nigdzie dojrzeć mydła, zastąpił jej również żel pod prysznic. Niechętnie wyszła spod natrysku, czuła się świeża, w końcu czysta- wypłukała usta w kranie i przetarła zęby rąbkiem prześcieradła, by one również stały się nieco czystsze. Przez chwilę stała nago, kropelki wody wciąż znajdowały się na jej ciele, nie dostrzegła nigdzie ręcznika, więc owinęła się na powrót prześcieradłem, materiał natychmiast przylepił się do ciała i zaczął prześwitywać w kilku miejscach... wyszła z łazienki. Stanęła jak wryta, dostrzegając jakąś dużą postać siedzącą na łóżku i wpatrującą się w nią intensywnie.
– Widzę że nie mogłaś oprzeć się kąpieli...- Przemówił ochrypłym głosem.– To dobrze, lubię czyste kobiety.
Mężczyzna miał co najmniej pięćdziesiąt lat i tyle samo kilogramów nadwagi. Kiedy wstał dostrzegła, że miał nie więcej niż metr siedemdziesiąt, cienkie, czarne włosy miał posklejane na spoconym czole, zaś nad nabrzmiałymi ustami pysznił się cienki wąs. Miał na sobie biały, materiałowy szlafrok, który tylko podkreślał jego tuszę. Angeline przyglądała mu się z przerażeniem, jednocześnie dochodząc do wniosku, że widzi tego osobnika pierwszy raz w życiu. Ciaśniej objęła się prześcieradłem, a on uśmiechnął się lekko.
– Kim jesteś?- Zapytała w końcu. Ostatnie co pamiętała to cela....wspominki Robby'ego...worek...mocne uderzenie w głowę. Może on mnie uratował?– Przyszło jej do głowy, wskutek silnego uderzenia nie była jeszcze w stanie poskładać wszystkich elementów układanki w całość.
– Och, wybacz, nie przedstawiłem się.- Podszedł do niej szybko i mimo wyraźnych protestów podniósł jej małą piąstkę do ust. Wprawiło ją to raczej w obrzydzenie niż w radość.– Nazywam się Joseph Saragino.– Gwałtownie wyrwała dłoń z jego uścisku, otwierając szeroko oczy.
– To ty...– Zaczęła.
– Tak. To ja kazałem cię porwać. Ale nie osiągnęło to planowanego efektu jak widzę...– Pokręcił lekko swoją nalaną twarzą. – Rozumiesz chyba, że w obecnej sytuacji nie mogę pozwolić sobie na darowanie ci życia?- serce zaczęło jej bić jak oszalałe, nigdy nie pragnęła żyć tak bardzo jak w tej chwili.
– Chcesz mnie zabić?- Powiedziała, nie chcąc okazywać przerażenia. Jeżeli to ma naprawdę być ostatnia godzina jej życia, nie ma zamiaru skomleć jak pies. Joseph przybliżył się jeszcze bardziej i wyszeptał jej do ucha:
– Tak.- Ledwo udało jej się powstrzymać grymas obrzydzenia, czując na szyi jego obrzydliwy oddech. – Ale zanim to zrobię, poużywam sobie na całym twoim ciele...– Odsunęła się gwałtownie.
– Nie!– Wykrzyczała, ale on jej nie słuchał, tylko z dzikim popłochem chwycił ją w talii i brutalnie rzucił na łóżko, poły prześcieradła rozwiewały się w powietrzu, próbowała poderwać się z łóżka, ale on natychmiast przygniótł ją ciężarem swojego ciała, niemal wgniatał w materac. Łzy zaczęły płynąć po policzkach, zobaczyła jak mężczyzna ściąga z siebie szlafrok i rzuca go gdzieś niedbale, jego ciało, grube i pomarszczone, wzbudziło w niej jedynie wstręt, miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje...Zerwał z niej resztki prześcieradła, w powietrzu słychać było odgłos rozdzieranego materiału, kilka sekund później Joseph brutalnie rozchylił jej nogi i wdarł się do jej wnętrza, krzyknęła przeraźliwie, czując ból, chwycił ją za pośladki i wbił w nie paznokcie, charczał i jęczał, nogi drętwiały jej pod jego ciężarem, Angeline modliła się, by szybko skończył, każde jego pchnięcie było dla niej jak cięcie nożem-tyle że nie tylko ciała, ale i duszy...W końcu dokończył dzieła, na jego twarzy odmalowała się błoga rozkosz, ona zaś chciała jedynie by ją zabił- czuła się brudna, zbrukana, nie miała już po co żyć, to co właśnie przeżyła nie pozwoli jej normalnie funkcjonować, wiedziała o tym...Chciała by wreszcie z niej wyszedł, on zaś od momentu szczytowania nie opuścił jej ciała- zamiast tego podniósł ręce i zacisnął je mocno na szyi dziewczyny.